Wyobraź sobie że masz możliwość spędzenia pięciu dni z Justinem Bieberem. To jak wykorzystasz ten czas zależy tylko od ciebie. Jednak jest pewnien warunek, po tych pięciu dniach, po prostu umrzesz. Zostaniesz już tylko w pamięci swoich bliskich. Ale zgadasz się, zgadasz się bo zawsze o tym marzyłaś, bo jest całym twoim światem. Justin, tak jak i reszta osób nic o tym nie wie, a ty nie możesz nikomu o tym powiedzieć. Justin jest przekonany że zapłaciłaś pieniądze aby spędzić z nim czas, a że ma przerwe w trasie koncertowej, zgadza się bo kocha swoich fanów.
Pierwszego dnia Całujesz mamę w policzek i wychodzisz z domu, jeszcze raz mu się przyglądając. Widzisz cegły w których się wychowałaś, widzisz jak rodzina macha ci z okna na pożegnanie. Wsiadasz na rower i jedziesz w sekretne miejsce w którym miałaś spotkać swojego idola. Kiedy dojerzdżasz na miejsce, zsiadasz z roweru i rozglądasz się w każdą stronę, jednak nie dostrzegasz żadnej żywej duszy. Czekasz, bo wiesz że przyjdzie. Bo komu jak komu, ale jemu ufasz bezgranicznie. Mijają kolejne minuty, a tam gdzie była nadzieja, pojawia się pytanie "MOŻE TO BYŁ ZWYKŁY ŻART?". Kiedy już chciałaś się poddać, dostrzegłaś wysokiego blondyna który biegnie w twoją stronę. Już z daleka go rozpoznałaś, to był on. Podszedł do ciebie i przeprosił za spóźnienie, ponieważ uciekał przed fanami. Przytakujesz głową i mocno go przytulasz. Czujesz jego zapach. Czujesz jak jego serce uderza w twoją klatke piersiową. Masz ochotę krzyczeć, ale wiesz że musisz być cicho. Nie możesz być psychiczną fanką. Chcesz jak najlepiej wykorzystać ten czas i pokazać mu że nie tylko potrafimy krzyczeć, że da się też z nami pogadać. W końcu go puszczasz i próbujesz powstrzymać łzy które próbują wydostać sie z twoich oczu. Justin zabiera cię do parku i rozmawiacie o jego dzieciństwie, rodzicach, o jego życiu. Po udanym dniu odprowadza cię do domu. Zamykasz się w pokoju i płaczesz.
Następnego dnia wstajesz z samego rana i ponownie przed wyjściem całujesz mamę w policzek która niczego nie świadoma robi obiad dla rodziny. Wybiegasz z domu i idziesz do restauracji do której zaprosił cię Justin. Kiedy znalazłaś sie na miejscu Justin wyciągnął zza siebie kwiaty i podał ci je do rąk, na co mocno go przytuliłaś. Znów czułaś jego serce, było bardziej niespokojne niż wczoraj. Uderzało mocno o twoje, które z dnia na dzień biło wolniej. Odsunęłaś się i zobaczyłaś jego uśmiech. Jego proste zęby, jego idealne kąciki ust. Weszliście do restauracji i zajęliście swoje miejsca. Justin spytał o twoje życie na co odpowiedziałaś "ty jesteś moim życiem". Wieczorem wróciłaś do domu i poszłaś spać, aby kolejny dzień szybciej nadszedł.
Kolejnego dnia obudził cię telefon od Justina "widzimy się w centrum". Wstałaś szybko, wyszykowałaś się i już po chwili byłaś w umówionym miejscu. Podeszłaś do Justina i tym razem skupiłaś się na jego oczach. Były bardziej czekoladowe niż na plakatach w które zawsze się wpatrywałaś. Widziałaś w nich swoje odbicie co doprowadzało cię do wewnętrznego szaleństwa. Justin zaprowadził cię na salę kinową .Wygłupialiście się rzucając w ludzi popcornem. Zawsze wiedziałaś że miał poczucie humoru, ale nigdy nie przypuszczałaś że będziesz miała szanse przekonać się o tym na żywo. Kiedy światła zgasły i zaczął sie film, ty nie widziałaś nic po za Justinem. W tym momencie nikogo na sali nie było, dla ciebie był tylko ON I TY. Naprawdę nie mogłaś w to uwierzyć. Wpatrywałaś się w niego jak w obrazek. Patrzyłaś jak jego oczy śledzą każdy kąt wielkiego ekranu. Kiedy w filmach nadchodził śmieszny moment i widziałaś szczzery uśmiech na jego twarzy, czułaś się jak księżniczka. Wiedziałaś co dzieje się w jego życiu. Że jest młody i ma bardzo ciężkie życie, dlatego to był dla ciebie najpiękniejszy moment w życiu.
Czwartego dnia obudził cię budzik który ustawiłaś porzedniego dnia, żeby być punktualnie w zoo gdzie umówiłaś się z Justinem. Wstałaś z łóżka i mając zamiar wyjść, dostrzegłaś wyczerpaną mamę siedzącą w salonie. Podeszłaś i pocałowałaś jej policzek, który był pokryty zmarszczkami. Nie widziałaś tego wcześniej. Spojrzała na ciebie zmęczonymi oczami i z uśmiechem wyszeptała "baw się dobrze skarbie". Przecież ona cię kochała. Nie pomyślałaś o niej. Co jeśli jutro cię zabraknie? Co ona zrobi? Wycierasz łze która pociekła ci po policzku i poszłaś do zoo gdzie już czekał Justin. Było gorąco, był ubrany w obcisły podkoszulek, więc tym razem mogłaś dostrzec jego umięśnione ciało. Tak jak każdego dnia, przytuliłaś go mocno czując jak łzy ciekną ci po policzku, ale otarłaś je szybko i ruszyliście przez alejki podziwiając zwierzęta. Justin kupił wam lody. Usiedliście na ławce obok fontanny i odetchnęłiście. Justin podziękował ci za to że jesteś, za to że go rozumiesz, za to że może ci zaufać. Obiecał że zwróci ci pieniądze które zapłaciłaś za te dni, na co stanowczo zaprzeczyłaś. Chłopak nieco się zdziwił, ale nie miałas zamiaru tłumaczyć mu że nie są ci potrzebne bo zaraz umrzesz. Dzisiaj miałaś zamiar obserwować jego ciało. Jak jego mięśnie się napinają, jak jego klatka piersiowa się unosi i opada. Jak bije jego serce, ale każdy kawałek jego ciała był tak idealny że nie widziałaś gdzie skupić wzrok. Chłopak zauważył że go obserwujesz i obdarzył cię najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałaś. Twoje serce na chwile się zatrzymało,a w całym swoim ciele poczułaś motyle które rozrywały ci żołądek. Chłopak łapie cie za rękę i ponownie dziękuje za to że jesteś na co wybuchasz płaczem.
Piątego dnia wiesz że wszystko będzie wyglądało inaczej. Tego dnia nie wstajesz radośnie z łóżka, nie biegniesz do miejsca gdzie miałaś być. Czujesz się słabo. Przychodzisz do kuchni i szukasz mamy, ale jej nie ma. Pomyślałaś że pewnie jest na zakupach, więc wychodzisz do parku i już z daleka dostrzegasz Justina. Stał i uśmiechał się w twoją stronę. Nagle twój obraz zrobił się dziwny. Tam gdzie rzed chwilą stał ten młody chłopak teraz stoi starszy mężczyzna. Podeszłaś bliżej i dostrzegłaś oczy które rozpoznałabyś wszędzie. "Justin?" wyszeptałaś, na co przytaknął ze zdziwnienem. Wyjęłaś lusterko z małej torebki i w nie spojrzałaś. To co zobaczyłas wywołało u ciebie dreszcze. Byłaś starą kobietą. Na twarzy malowały ci się zmarszczki. Spojrzałaś na Justina i się uśmiechnęłaś. W tej chwili wszystko zrozumiałaś. Wcale nie byłaś młoda. Twoja mama już dawno nie żyła, a to się z nią działą wywołane było zwykłą tęsknotą. Justin wcale nie był nastolatkiem. Na jego twarzy również można było dostrzec kilka zmarszczek. To jak go widziałaś przez te dni, było tylko twoją wyobraźnią. Tak go zapamiętałaś kilka lat temu. Kiedy widziałas go ostatni raz na plakacie w wieku 16 lat. Justin już dawno nie prowadził kariery. Justin zgodził się z tobą spotkać, ponieważ byłaś jedną z nielicznych dziewczyn które go pamiętały. Spojrzałaś na naszyjnik w kształcie serca który miałaś na szyi i go otworzyłaś. W środku widniał napis "Blieber Forever". Z twoich oczu pociekły łzy. Czułaś tą chwile. Czułaś się bliska końca. Złapałaś rękę Justina, włożyłaś do niej naszyjnik, i po chwili zacisnęłaś jego rękę. Wyszeptałaś "obiecuję" i upadłaś znajdując się w silnych ramionach Justina. Przez chwilę znów byliście młodzi. Patrzyłaś w jego bezradne oczy i usnęłaś. Usnęłaś młoda, w starym ciele. Usnęłaś jako belieberka. To była najpiękniejsza śmierć.
Omg uwielbiam to. Placze. Dziekhhe ze to piszezz :)
OdpowiedzUsuń