Stoisz w środku kilkunasto osobowej kolejki. Oddychasz nie spokojnie i masz wrażenie że wszyscy słyszą jak mocno bije twoje serce. Po chwili Pierwsza osoba znikła gdzieś za firaną, przy której wszystkie stałyście i wyszła rozpłakana po zaledwie pięciu sekundach.
- To on. - dukała między oddechami - On tam naprawdę jest.
I znikła. Podobnie dzisło się z kolejnymi dziewczynami, aż w końcu przyszedł czas na ciebie. Odchyliłaś dłonią firanę i przez nią przeszłaś. Pierwsze co rzuciło ci sie w oczy to wysoko postawione włosy na żelu. Opuszczone spodnie, brązowe oczy które obserwowały każdy twój ruch. Cholera, to on.
- Justin - zatrzymałaś się aby móc na niego popatrzeć.
Chłopak wystawił ramiona w twoją stronę i szeroko się uśmiechnął. Zrobiłaś pierwszy krok, po chwili drugi. Obraz zaczął ci zanikać. Widziałaś już tylko przez mgłę.
Upadłaś.
Obudziłaś sie w szpitalu. Otworzyłaś powiekę, następnie drugą, lecz nic nie widziałaś. Jedyne co malowało ci się przed zmęczonymi oczami to czarny obraz. Natychmiast podniosłaś się na łokciach i złapałaś za obolałą głowę. Do pokoju weszła pielęgniarka.
- O widzę że się pani obudziła. - podeszła bliżej ciebie i pomogła ci usiąść. - spokojnie.
- Dlaczego nic nie widzę? - zapytałaś z przerażeniem.
- To szok pourazowy. Wkrótce wszystko wróci do normy, ale póki co musi pani wyostrzyć inne narządy zmysłu.
Głęboko westchnęłaś i przyłożyłaś głowę do poduszki.
- Miała pani wielkie szczęście.
- Sczęście? - zadrwiłaś - zemdlałam kiedy miałam jedyną okazje poznać swojego idola, a do tego straciłam wzrok. Nie nazwałabym tego szczęściem.
- Ale za to ma pani bardzo kochającego chłopaka.
- Chłopaka?
- Przywiózł tutaj panią. Siedział przy pani łóżku całą noc, czekając aż otworzysz oczy. - włożyła w twoją dłoń kilka proszków.
- Gdzie teraz jest?
- poszedł do toalety, zaraz wróci.
To pomyłka. Nigdy nie miałaś chłopaka. Ta pielęgniarka cię z kimś pomyliła. To niemożliwe -myślałaś.
- Właśnie wraca. To ja już was zostawie - opuściła pokój, a zamiast niej wszedł ktoś inny. Twoje serce mocniej zabiło. Kroki były coraz bliżej ciebie, aż w konńcu zamilkły. Obok siebie poczułaś zimny chłód, a na swojej dłoni ciepły i spokojny dotyk dłoni. Drgnęłaś, jednak nie puściłaś ręki.
- Spokojnie - wyszeptał ci męski głos - jestem tutaj - przejechał kciukiem po twojej dłoni.
Uspokoiłaś się.
- Kim jesteś?
- Byłem na miejscu zdarzenia, nie mogłem cię tak zostawić.
- Co tam robiłeś? - zdziwiłaś się.
- Czekałem żeby móc cię poznać - zaśmialiście się.
- I jak poszło?
- Trudno się rozmawiało z twoimi zwłokami, ale okazało się że mamy wiele wspólnych zainteresowań. - znów się zaśmialiście.
- Chcesz mi pomóc? - wyszeptałaś.
- Chce. - odpowiedział pewnie
- To zabierz mnie stąd.
Chłopak po chwili wachania wstał i zdjął z siebie kurtkę, po czym nałożył ją na twoje plecy.
- Chodź. - pomógł ci wstać i złapał cię za rękę a na twój nos nałożył okulary przeciwsłoneczne. - Udawaj że wszystko widzisz.
- Nie musiałeś tego mówić, przecież wiem - lekko go szturchnęłaś i ruszyliście.
Nie wiedziałaś gdzie jesteście, gdzie idziecie, jak wygląda chłopak który ci pomaga. Nie martwiłaś się tym. Szłaś przed siebie, pewniej niż za czasów kiedy coś widziałaś. Po jakimś czasie poczułaś na swojej skórze zimny powiew wiatru.
- Udało się - odezwał się szczęśliwy głos.
Uśmiechnęłaś się. Wsiedliście do auta i odjechaliście.
- Gdzie jedziemy?
- Jedziemy do mojego domu.
Złapałaś się nerwowo za rękę i szukałaś ślepym wzrokiem drogi ucieczki.
- Spokojnie. - na swojej dłoni znów poczułaś troskliwy dotyk - nic ci nie zrobię.
-Tak zawsze mówią psychopaci w horrorach zanim zabiją swoją ofiarę. - zaśmialiście się.
- Psychopata musi szaleć na jakimś punkcie, a co jeśli ja na żadym nie szaleje?
- Nie masz bieber fever?
- Nie przepadam za tym człowiekiem. - zatrzymał się i pomógł ci wysiąść z auta.
- Jak można go nie kochać? Rozumiem że jesteś chłopakiem, ale on jest naprawdę kochany.
- A znasz go? - zapytał jakby to była najprostrza rzecz na świecie.
- No nie...
- No właśnie.
- A ty znasz mnie?
- Nie.
- Więc dlaczego mi pomagasz? - zapytałaś nerwowo.
- Ugh Zakonczmy ten temat. - złapał cię pod ramię i wprowadził do domu.
- Nie, póki mi nie wyjaśnisz dlaczego go nie lubisz.
- A ty? Za co go tak kochasz?
- Kocham go Za to że się uśmiecha. Za to że potrafi mnie rozbawić. Za to że wystarczy jego głos aby poprawił mi się humor. Za to że jest.
- Odpisał ci chociaż raz na twitterze?
- Ani razu.
- Więc go przy tobie nie ma.
- Nie potrzebuje jakiegoś cholernego dowodu pisemnego, ja to czuje.
- Spokojnie - zaśmiał się słodko i posadził cię przy stole. - pójdę po coś do jedzenia.
- Ugh, czemu się ze mną nie kłócisz
- Przepraszam, naskoczyłem na ciebie.
- Lepiej.
Pod twój nos podłożył talerz z spaghetti i usiadł naprzeciwko ciebie. Po skończonym posiłku położył cię do mięciutkiego łóżka.
- Jeśli będziesz czegoś chciała to jestem na przeciwko.
- Okej. - przekręciłaś się na drugi bok, i zmęczona wrażeniami usnęłaś.
KOLEJNEGO DNIA
Obudził cię dźwięk pianina z pokoju obok. Wstałaś delikatnie i ruszyłaś za melodią. Kiedy poczułaś że jesteś u celu, stanęłaś w progu drzwi i ślepo szukałaś chłopaka. Muzyka ucichła a na swojej ręce poczułaś dłoń. Ciągnęła cię za sobą, aż w końcu oboje usiedliście obok siebie.
- Wyprostuj dłonie - wystawiłaś ramiona do przodu i poczułaś przed sobą klawisze fortepianu. - graj
- Jak mam grać skoro nic nie widzę?
- Muzyki się nie widzi, muzykę się słyszy i czuje. Nie potrzebowałaś oczu aby tutaj przyjść, więc nie potrzebujesz ich też aby zagrać.
Chłopak złapał twoją dłoń i przemieszczał ją po klawiszach, tworząc przy tym nowy piękny dźwięk który był jak to czego szukałaś przez całe życie.
WIECZOREM
Chłopak położył cię do łóżka i ucałował czoło.
- Wołaj w razie jakby coś.
Przytaknęłaś głową i przekręciłaś się w bok. Minęło kilka godzin. Nie mogłaś usnąć. Za oknem szalała burza której zawsze panicznie się bałaś. Delikatnie wstałaś i bez obmacku już weszłaś do pokoju który znajdował się niedaleko twojego. Kiedy poczułaś miękkie łóżko pod sobą, położyłaś się na nim. Przykryłaś się kołdrą.
- Skąd wiedziałaś że tu jestem? - wyszeptał ci do ucha melodyjny głos.
- Nie potrzebuje oczu, bo widze sercem.
Chłopak objął cię ramieniem.
Usnęliście.
KOLEJNEGO DNIA.
- Wiesz że dzisiaj będziesz mogła zdjąć opartunki?
- wiem - wzięłaś łyka soku i zagryzłaś ostatni kawałek kanapki.
Chłopak odszedł od stołu i poszedł do innego pokoju. Znów usłyszałaś jak gra. Doszłaś do tego pokoju, i na ułamek sekundy go zobaczyłaś. Wyglądał jak anioł. Siedział przy fortepianie i grał wczuwając się w każdą melodię. Nie widziałaś jego włosów, ubrania, twarzy. Dostrzegłaś tylko jedną rzecz, na oczach miał czarną opaskę.
- Czy ty...czy ty jesteś niewidomy? - zapytałaś niepewnie.
Muzyka ucichła.
- Nie, ale mówiłem ci że muzykę czuję w serecu, a nie widzę oczami. - podszedł do ciebie - widzisz coś?
- nie, dosłownie na chwilę widziałam.
Chłopak złapał cię za rękę, a drugą pogłaskał po zarumienionym policzku.
- Wiesz co chyba jednak jestem tym psychopatą.
- Bo?
- Bo szaleję na twoim punkcie.
Wasze usta zbliżyły sie, aż w końcu pojednały się w czułym pocałunku. W twoim pierwszym pocałunku.
WIECZÓR
- ściągamy opatrunki - powiedział chłopak stając na przeciwko ciebie.
- ał! delikatniej - krzyknęłaś
- Przepraszam - zwolnił tempo. - Nie chcesz wiedzieć jak mam na imię zanim mnie zobaczysz?
- Jesteś tym kochającym chłopakiem - uśmiechnęłaś się cytując słowa pielęgniarki. po chwili twój wzrok powrócił do normy.
- Cześć Jestem Justin. - twój idol właśnie znów przed tobą stał.
sobota, 22 czerwca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
IMAGINE 30
Jest wieczór. Stoisz przed wielkim domem. Jesteś tu, w Los Angeles. Jesteś tutaj w jednym celu, z ogromnym planem który zamierzałaś dzisiaj zrealizować. Wyjęłaś z kieszeni niewielki plan domu i ponownie się mu przyjrzałaś. Był pozakreślana różnymi kolorami. Czerwone kropki to ochroniarze, zielone to wolna droga, a fioletowa plama to twój cel. To sypialnia Justina. Obeszłaś dom, omijając kamery i znalazłaś się teraz od strony basenu. Przy oknach znalazłaś ciągnący się w górę krzak, przez który wspięłaś się aż na dach. Podeszłaś do "komina nr. 1" tak jak sobie planowałaś i do niego weszłaś. Zjechałaś delikatnie na dół, znajdując się teraz w wielkim salonie na pierwszym piętrze domu. Teraz było tylko z górki. Wyjrzałaś zza drzwi, aby sie upewnić czy napewno jesteś tu sama, a po chwili byłaś już w drodze na drugie piętro. Stanęłaś przed fioletowymi drzwiami. Wiedziałaś że to jest świątynia Biebera. Pociągnęłaś lekko za klamkę w dół i weszłaś do środka. Pokój był cały fioletowy, na ścianach wisiały plakaty Justina, a na samym środku pokoju niewielkie łóżko. To pomieszczenie wyglądało jak pokój typowego nastolatka, który szaleje na punkcie swojego idola. Usłyszałaś kroki na schodach. Do szklanki z piciem nasypałaś kilka proszków usypiających, Złapałaś w rękę koc, który leżał na krześle i stanęłaś za drzwiami.
- Tak wiem. Przestań mówić co mam robić. - głos Biebera nasilał się z każdym krokiem. Rozmawiał z kimś przez telefon. - Chce chociaż 3 dni tej pieprzonej wolności. 3 DNI! - wykrzyczał i po chwili rzucił telefonem o ścianę.
Drgnęłaś. Zastanawiałaś się czy to napewno dobry pomysł aby tu być, ale już nie mogłaś się wycofać. Po chwili przez drzwi wszedł on. Sam Justin. Jego figura. Jego włosy. Był wkurzony. Machał rękami w każdą stronę, aby się uspokoić. Złapał za szklankę i wziął łyka. Położył się na łóżko, a kilka minut później już słodko spał. Podeszłaś bliżej i powoli go podniosłaś za ramię. Nie był ciężki, więc nie było problemu aby znieść go na dół. Przez mikrofon wbudowany we wnętrzu domu powiedziałaś ochroniarzom aby zrobili sobie przerwę. Założyłaś mu maskę, którą znalazłaś na przed pokoju i wyszliście z domu. Zadzwoniłaś po swojego kolege, który zawiózł cię pod twój dom. Nie zadawał pytań. Nie interesowało go to kto z tobą jest i dlaczego jest owinięty kocem a na twarzy ma maskę gazową. Podziękowałaś i weszłaś z nieprzytomnym Justinem do domu. Zdjęłaś mu maskę i położyłaś na swoje łóżko. Uśmiechnęłaś się do siebie i usiadłaś obok czekając aż otworzy oczy.
Minęło kilka godzin. Justin zaczynał się powoli budzić. Otworzył powoli powieki i przetarł zamglone oczy.
- Wyspałeś się? - zapytałaś skrępowana.
Bieber podniósł się na łokciach i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Gdzie ja jestem? - zmarszczył brwi.
- U mnie w domu.
- A kim jesteś?
- Jestem dziewczyną która cię pożyczyła. Czyli prościej, pierwsza belieber, której się to udało.
Justin chciał się podnieść ale po chwili zauważył że jego dłonie są przypięte do ramy łóżka. Głęboko westchnął i uderzył głową o poduszkę.
Czułaś się głupio. Wyszłaś z pokoju i po chwili przyniosłaś jedzenie które wcześniej mu przygotowałaś. Jego ulubione. Odpięłaś mu jedną rękę i zostawiłaś samego, powalając mu się uspokoić.
DZIEŃ 1
Z samego rana przyszłaś do Justina. Całą noc spałaś na niewygodnej kanapie i bolały cię plecy.
- Dlaczego nie śpisz? - spojrzałaś na chłopaka. Jego oczy były szeroko otwarte.
- Nigdy nie śpię w nocy.
- Dlaczego? - podeszłaś bliżej i usiadłaś obok.
- Sam nie wiem. Noc to dla innych odpoczynek po ciężkim dniu, a dla mnie to czas kiedy odczuwam.....
- co odczuwasz?
- samotność.
Przytaknęłaś głową i przejechałaś ręką po jego dłoni.
- Wiem co czujesz.
WIECZOREM
odpięłaś Justina i przypięłaś jego nogę do stołu w jadalni. Nie chciałaś tego robić, ale to był jedyny sposób aby go nie stracić. Podałaś do stołu jedzenie i przy nim usiadłaś.
- Dziękuje - powiedział swobodnie niemalże rzucając się na jedzenie.
Głęboko westchnęłaś. Poczułaś się jak potwór. Spojrzałaś w jego zmęczone oczy.
- Przepraszam.
- Za co? - spojrzał ze zdziwieniem.
- Za to że tu jesteś. To nie jest normalne.
- Od kiedy beliebers są normalne? - zaśmiał się.
- Mają coś po swoim idolu. - szturchnęłaś go ręką
- A właściwie...Dlaczego mnie porwałaś?
- Ja cię pożyczyłam. - poprawiłaś go.
- Ah no tak...więc dlaczego mnie pożyczyłaś?
- Żebym chociaż raz poczuła się jak księżniczka.
- Przy mnie tak się czujesz?
- Dzieki tobie tak się czuje.
Po kolacji znów przypięłaś Justina do łóżka i wróciłaś do niewielkiego salonu.
DZIEŃ 2
- Znów nie spałeś? - przyszłaś do zamyślonego Justina.
- nie mogłem - Przejechał wolną ręką po swoich idealnych włosach.
- Może się gdzieś przejdziemy?
- Przecież jak wyjdziemy to mnie rozpoznają. - skrzywił się.
- Racja. - westchnęłaś. - żałujesz?
- czego?
- tego wszystkiego co cię spotkało. żałujesz?
Justin nie odpowiedział. Odwrócił wzrok i udawał że myśli.
- Rozumiem. - powiedziałaś ze spokojem, chociaz bardzo cię to bolało.
WIECZÓR
Wróciłaś do pokoju i usiadłaś przy łóżku na którym leżał Justin. Spojrzałaś w jego zmęczone oczy.
- Przepraszam - odpięłaś jego dłonie od łóżka.
Miałaś zamiar wstać, kiedy poczułaś mocny uścisk na swoim nadgarstku. Trzymał go Justin.
- Proszę. Nie odchodź. - patrzył na ciebie błagalnymi oczami.
Odchyliłaś kołdrę i się pod nią położyłaś. Justin objął cię ramieniem i przysunął głowę do twojej.
- Dobranoc. - wyszeptał ci do ucha.
- Dobranoc Justin - zamknęłaś oczy i usnęłaś. Nigdy nie czułaś się tak bezpiecznie jak w tej chwili.
Chłopak również zamknął oczy. Po raz pierwszy przyszło mu to z taką łatwością. Co chwilę przejeżdżał dłonią po twoim ramieniu, aby upewnić się że tutaj jesteś. Uśmiechnął się do siebie. Po raz pierwszy nie czuł się samotny. Po raz pierwszy spokojnie usnął.
DZIEŃ 3
Obudziłaś się trochę później niż zwykle. Przekręciłaś się na drugą stronę, ale nikogo tam nie było. Twoja twarz wyraźnie posmutniała, ale mogłaś się spodziewać że tak będzie. Wstałaś i poszłaś zaspanym krokiem do kuchni. Przy garach stał Justin. Kiedy cię zauważył szeroko się uśmiechnął.
- Dzień Dobry kochanie.
- Dzień dobry. Co robisz? - podeszłaś do stolika
- Pomyślałem że teraz ja zrobię nam śniadanie. - podrzucił na patelni idealnie zrobionego naleśnika.
- Wow Justin. - przyglądałaś się jego ruchom w kompletnym zdziwieniu. - nie musiałeś
- Musiałem. - podszedł do ciebie i podsunął pod twój nos talerz z naleśnikami. - głupio tak żyć na plecach dziewczyny - zaśmiał się i usiadł na przeciwko ciebie ze swoją porcją
- Żyć...Wiesz że musisz wracać? - posmutniałaś.
- Dlaczego?...Nikt nie wie gdzie jestem. Nic się nie stanie. Nie chcę wracać.
- Martwię się.
- Ej, spokojnie. Pamiętasz? Everythings gonna be alright.... - zanucił patrząc w twoje zakochane oczy.
- Ale... - zanim zdążyłaś dokończyć do drzwi dobiegło walenie do drzwi.
- Ja pójdę. Siedź tutaj. - wstał i podszedł do drzwi.
- Otwórz drzwi albo będziemy zmuszeni je rozwalić! - dobiegł krzyk zza nich.
Justin je otworzył.
- Spokojnie panowie.
- Justin! - policja zwróciła się do swoich megafonów - Mamy go.
Podeszłaś bliżej aby móc wszystko obserwować.
- Czy jesteś przetrzymywany w tym domu?
Justin cię zauważył i popatrzył głęboko w twoje przerażone oczy.
- Jestem tutaj tylko i wyłącznie z własnej woli.
- Musimy pana zabrać.
Justin znów na ciebie spojrzał. Policja złapała go za ramiona i prowadziła do radiowozu.
- Nie żałuje. - krzyknął do ciebie z uśmiechem na ustach.
Minęło kilka tygodni. Wszystko wróciło do normy. Siedziałaś w szkole i wspominałaś ostatnie zdarzenia. Pod koniec lekcji wyszłaś z budynku i skręciłaś w pustą ulicę która prowadziła do twojego domu.
Na swoich nadgarstkach poczułaś ucisk, a na jednym z nich zacisnęły się kajdanki.
- Masz prawo zachować milczenie - odezwał się głos za tobą - bo teraz ja cię porywam moja księżniczko.
Przed tobą stanął Justin, jego ręka przypięta była kajdankami do twojej. Od teraz byliście razem, codziennie.Na zawsze.
________
DZIĘKUJE ZA KOMENTARZE <3
- Tak wiem. Przestań mówić co mam robić. - głos Biebera nasilał się z każdym krokiem. Rozmawiał z kimś przez telefon. - Chce chociaż 3 dni tej pieprzonej wolności. 3 DNI! - wykrzyczał i po chwili rzucił telefonem o ścianę.
Drgnęłaś. Zastanawiałaś się czy to napewno dobry pomysł aby tu być, ale już nie mogłaś się wycofać. Po chwili przez drzwi wszedł on. Sam Justin. Jego figura. Jego włosy. Był wkurzony. Machał rękami w każdą stronę, aby się uspokoić. Złapał za szklankę i wziął łyka. Położył się na łóżko, a kilka minut później już słodko spał. Podeszłaś bliżej i powoli go podniosłaś za ramię. Nie był ciężki, więc nie było problemu aby znieść go na dół. Przez mikrofon wbudowany we wnętrzu domu powiedziałaś ochroniarzom aby zrobili sobie przerwę. Założyłaś mu maskę, którą znalazłaś na przed pokoju i wyszliście z domu. Zadzwoniłaś po swojego kolege, który zawiózł cię pod twój dom. Nie zadawał pytań. Nie interesowało go to kto z tobą jest i dlaczego jest owinięty kocem a na twarzy ma maskę gazową. Podziękowałaś i weszłaś z nieprzytomnym Justinem do domu. Zdjęłaś mu maskę i położyłaś na swoje łóżko. Uśmiechnęłaś się do siebie i usiadłaś obok czekając aż otworzy oczy.
Minęło kilka godzin. Justin zaczynał się powoli budzić. Otworzył powoli powieki i przetarł zamglone oczy.
- Wyspałeś się? - zapytałaś skrępowana.
Bieber podniósł się na łokciach i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Gdzie ja jestem? - zmarszczył brwi.
- U mnie w domu.
- A kim jesteś?
- Jestem dziewczyną która cię pożyczyła. Czyli prościej, pierwsza belieber, której się to udało.
Justin chciał się podnieść ale po chwili zauważył że jego dłonie są przypięte do ramy łóżka. Głęboko westchnął i uderzył głową o poduszkę.
Czułaś się głupio. Wyszłaś z pokoju i po chwili przyniosłaś jedzenie które wcześniej mu przygotowałaś. Jego ulubione. Odpięłaś mu jedną rękę i zostawiłaś samego, powalając mu się uspokoić.
DZIEŃ 1
Z samego rana przyszłaś do Justina. Całą noc spałaś na niewygodnej kanapie i bolały cię plecy.
- Dlaczego nie śpisz? - spojrzałaś na chłopaka. Jego oczy były szeroko otwarte.
- Nigdy nie śpię w nocy.
- Dlaczego? - podeszłaś bliżej i usiadłaś obok.
- Sam nie wiem. Noc to dla innych odpoczynek po ciężkim dniu, a dla mnie to czas kiedy odczuwam.....
- co odczuwasz?
- samotność.
Przytaknęłaś głową i przejechałaś ręką po jego dłoni.
- Wiem co czujesz.
WIECZOREM
odpięłaś Justina i przypięłaś jego nogę do stołu w jadalni. Nie chciałaś tego robić, ale to był jedyny sposób aby go nie stracić. Podałaś do stołu jedzenie i przy nim usiadłaś.
- Dziękuje - powiedział swobodnie niemalże rzucając się na jedzenie.
Głęboko westchnęłaś. Poczułaś się jak potwór. Spojrzałaś w jego zmęczone oczy.
- Przepraszam.
- Za co? - spojrzał ze zdziwieniem.
- Za to że tu jesteś. To nie jest normalne.
- Od kiedy beliebers są normalne? - zaśmiał się.
- Mają coś po swoim idolu. - szturchnęłaś go ręką
- A właściwie...Dlaczego mnie porwałaś?
- Ja cię pożyczyłam. - poprawiłaś go.
- Ah no tak...więc dlaczego mnie pożyczyłaś?
- Żebym chociaż raz poczuła się jak księżniczka.
- Przy mnie tak się czujesz?
- Dzieki tobie tak się czuje.
Po kolacji znów przypięłaś Justina do łóżka i wróciłaś do niewielkiego salonu.
DZIEŃ 2
- Znów nie spałeś? - przyszłaś do zamyślonego Justina.
- nie mogłem - Przejechał wolną ręką po swoich idealnych włosach.
- Może się gdzieś przejdziemy?
- Przecież jak wyjdziemy to mnie rozpoznają. - skrzywił się.
- Racja. - westchnęłaś. - żałujesz?
- czego?
- tego wszystkiego co cię spotkało. żałujesz?
Justin nie odpowiedział. Odwrócił wzrok i udawał że myśli.
- Rozumiem. - powiedziałaś ze spokojem, chociaz bardzo cię to bolało.
WIECZÓR
Wróciłaś do pokoju i usiadłaś przy łóżku na którym leżał Justin. Spojrzałaś w jego zmęczone oczy.
- Przepraszam - odpięłaś jego dłonie od łóżka.
Miałaś zamiar wstać, kiedy poczułaś mocny uścisk na swoim nadgarstku. Trzymał go Justin.
- Proszę. Nie odchodź. - patrzył na ciebie błagalnymi oczami.
Odchyliłaś kołdrę i się pod nią położyłaś. Justin objął cię ramieniem i przysunął głowę do twojej.
- Dobranoc. - wyszeptał ci do ucha.
- Dobranoc Justin - zamknęłaś oczy i usnęłaś. Nigdy nie czułaś się tak bezpiecznie jak w tej chwili.
Chłopak również zamknął oczy. Po raz pierwszy przyszło mu to z taką łatwością. Co chwilę przejeżdżał dłonią po twoim ramieniu, aby upewnić się że tutaj jesteś. Uśmiechnął się do siebie. Po raz pierwszy nie czuł się samotny. Po raz pierwszy spokojnie usnął.
DZIEŃ 3
Obudziłaś się trochę później niż zwykle. Przekręciłaś się na drugą stronę, ale nikogo tam nie było. Twoja twarz wyraźnie posmutniała, ale mogłaś się spodziewać że tak będzie. Wstałaś i poszłaś zaspanym krokiem do kuchni. Przy garach stał Justin. Kiedy cię zauważył szeroko się uśmiechnął.
- Dzień Dobry kochanie.
- Dzień dobry. Co robisz? - podeszłaś do stolika
- Pomyślałem że teraz ja zrobię nam śniadanie. - podrzucił na patelni idealnie zrobionego naleśnika.
- Wow Justin. - przyglądałaś się jego ruchom w kompletnym zdziwieniu. - nie musiałeś
- Musiałem. - podszedł do ciebie i podsunął pod twój nos talerz z naleśnikami. - głupio tak żyć na plecach dziewczyny - zaśmiał się i usiadł na przeciwko ciebie ze swoją porcją
- Żyć...Wiesz że musisz wracać? - posmutniałaś.
- Dlaczego?...Nikt nie wie gdzie jestem. Nic się nie stanie. Nie chcę wracać.
- Martwię się.
- Ej, spokojnie. Pamiętasz? Everythings gonna be alright.... - zanucił patrząc w twoje zakochane oczy.
- Ale... - zanim zdążyłaś dokończyć do drzwi dobiegło walenie do drzwi.
- Ja pójdę. Siedź tutaj. - wstał i podszedł do drzwi.
- Otwórz drzwi albo będziemy zmuszeni je rozwalić! - dobiegł krzyk zza nich.
Justin je otworzył.
- Spokojnie panowie.
- Justin! - policja zwróciła się do swoich megafonów - Mamy go.
Podeszłaś bliżej aby móc wszystko obserwować.
- Czy jesteś przetrzymywany w tym domu?
Justin cię zauważył i popatrzył głęboko w twoje przerażone oczy.
- Jestem tutaj tylko i wyłącznie z własnej woli.
- Musimy pana zabrać.
Justin znów na ciebie spojrzał. Policja złapała go za ramiona i prowadziła do radiowozu.
- Nie żałuje. - krzyknął do ciebie z uśmiechem na ustach.
Minęło kilka tygodni. Wszystko wróciło do normy. Siedziałaś w szkole i wspominałaś ostatnie zdarzenia. Pod koniec lekcji wyszłaś z budynku i skręciłaś w pustą ulicę która prowadziła do twojego domu.
Na swoich nadgarstkach poczułaś ucisk, a na jednym z nich zacisnęły się kajdanki.
- Masz prawo zachować milczenie - odezwał się głos za tobą - bo teraz ja cię porywam moja księżniczko.
Przed tobą stanął Justin, jego ręka przypięta była kajdankami do twojej. Od teraz byliście razem, codziennie.Na zawsze.
________
DZIĘKUJE ZA KOMENTARZE <3
czwartek, 6 czerwca 2013
IMAGINE 29
DZIEŃ 1.
Leżałaś na łóżku i kątem oka spoglądałaś w telewizor w którym aż huczało o "skandalach Justina". Transmisja leciała na żywo i właśnie w tej chwili pokazywali go na ekranie.
Justin był smutny. Zmęczony. Biegł skulony do samochodu. Nie dali mu odjechać. Krzyczałaś do telewizora żeby go zostawili, ale to nic nie dało. Dziennikarze obtoczyli jego auto i robili setki zdjęć.
Justin westchnął i oparł głowę o siedzenie. Widziałaś że ma dość. Gdybyś tam tylko była to pozabijałabyś każdego kto stanął by ci na drodze.
Nagle lunął deszcz. Nie tylko w kraju w którym był Justin. U ciebie także. W tym samym momencie.
Aparaty dziennikarzy zaczynały moknąć i lekko się zacinać, więc uciekli do środka hotelu przy którym stali.
Justin odjechał.
DZIEŃ 2.
Rano obudził cię deszcz. Padał bez przerwy. Sięgnęłaś po telefon, który leżał obok twojej głowy i weszłaś na twittera. Justin dodał akurat nowy wpis. "Beliebers....ja już nie daje rady" i wyszedł.
DZIEŃ 3.
Po południu włączyłaś telewizor. Jak zwykle o tej porze leciały wiadomości.
"Na całym świecie od dwóch dni leje deszcz. Jeśli tak dalej pójdzie, czekają nas wielkie powodzie."
DZIEŃ 4
Wyszła nowa piosenka Justina.
Usiadłaś na parapecie, zamknęłaś okna i ją włączyłaś aby zagłuszyć dźwięk deszczu, który nie ustępował.
"Pada deszcz bo płacze bóg,
muszę odejść, muszę wrócić tam znów"
- taki był jej refren.
Weszłaś na twittera, i zauważyłaś tylko falę radości. Każdy cieszył się z nowej piosenki, jakby nie słyszał że jej tempo jest wolne, a głos Justina w pewnych momentach się załamuje.
"Naprawdę nie widzicie co sie dzieje?" - napisałaś i znów wyszłaś.
DZIEŃ 5
Nadal pada. Zalało kilka miast.
Justin napisał na twitterze "Beliebers, ktoś mnie woła."
DZIEŃ 6
Znów media. Tweet że ktoś wzywa Justina trafił na każde okładki, z nagłówkiem że ma przesłuchy i stał się ćpunem.
Nadal pada. Wsłuchiwałaś się w dźwięk kropel, które uderzały o parapet i przy pomocy nucenia odtworzyłaś piosenkę Justina "Everythings Gonna Be Alright".
Dzień 7.
Usiadłaś w kuchni i włączyłaś telewizor. Znowu wiadomości.
"Dzisiejszy program rozpoczniemy od tragicznej wiadomości. Bardzo współczujemy fanom i rodzinie. Justin Bieber właśnie popełnił samobójstwo..."
Właśnie przestał padać deszcz.
Leżałaś na łóżku i kątem oka spoglądałaś w telewizor w którym aż huczało o "skandalach Justina". Transmisja leciała na żywo i właśnie w tej chwili pokazywali go na ekranie.
Justin był smutny. Zmęczony. Biegł skulony do samochodu. Nie dali mu odjechać. Krzyczałaś do telewizora żeby go zostawili, ale to nic nie dało. Dziennikarze obtoczyli jego auto i robili setki zdjęć.
Justin westchnął i oparł głowę o siedzenie. Widziałaś że ma dość. Gdybyś tam tylko była to pozabijałabyś każdego kto stanął by ci na drodze.
Nagle lunął deszcz. Nie tylko w kraju w którym był Justin. U ciebie także. W tym samym momencie.
Aparaty dziennikarzy zaczynały moknąć i lekko się zacinać, więc uciekli do środka hotelu przy którym stali.
Justin odjechał.
DZIEŃ 2.
Rano obudził cię deszcz. Padał bez przerwy. Sięgnęłaś po telefon, który leżał obok twojej głowy i weszłaś na twittera. Justin dodał akurat nowy wpis. "Beliebers....ja już nie daje rady" i wyszedł.
DZIEŃ 3.
Po południu włączyłaś telewizor. Jak zwykle o tej porze leciały wiadomości.
"Na całym świecie od dwóch dni leje deszcz. Jeśli tak dalej pójdzie, czekają nas wielkie powodzie."
DZIEŃ 4
Wyszła nowa piosenka Justina.
Usiadłaś na parapecie, zamknęłaś okna i ją włączyłaś aby zagłuszyć dźwięk deszczu, który nie ustępował.
"Pada deszcz bo płacze bóg,
muszę odejść, muszę wrócić tam znów"
- taki był jej refren.
Weszłaś na twittera, i zauważyłaś tylko falę radości. Każdy cieszył się z nowej piosenki, jakby nie słyszał że jej tempo jest wolne, a głos Justina w pewnych momentach się załamuje.
"Naprawdę nie widzicie co sie dzieje?" - napisałaś i znów wyszłaś.
DZIEŃ 5
Nadal pada. Zalało kilka miast.
Justin napisał na twitterze "Beliebers, ktoś mnie woła."
DZIEŃ 6
Znów media. Tweet że ktoś wzywa Justina trafił na każde okładki, z nagłówkiem że ma przesłuchy i stał się ćpunem.
Nadal pada. Wsłuchiwałaś się w dźwięk kropel, które uderzały o parapet i przy pomocy nucenia odtworzyłaś piosenkę Justina "Everythings Gonna Be Alright".
Dzień 7.
Usiadłaś w kuchni i włączyłaś telewizor. Znowu wiadomości.
"Dzisiejszy program rozpoczniemy od tragicznej wiadomości. Bardzo współczujemy fanom i rodzinie. Justin Bieber właśnie popełnił samobójstwo..."
Właśnie przestał padać deszcz.
środa, 5 czerwca 2013
IMAGINE 28
Pewnego dnia Justin siedział przed teatrem w Kanadzie. W ręku trzymał gitarę, a obok niego stała tylko butelka wody. Ludzie omijali go. Udawali że nie słyszą jego śpiewu. Udawali że nie widzą jego smutnych oczu. Udawali że nie słyszą jak głośno bije jego pękające serce.
Tego dnia właśnie szłaś do praku. Zwykle szłaś inną drogą, ale tym razem coś poruszyło cię aby tamtędy przejść. Od samego początku długiej ulicy, usłyszałaś wysoki głos. Rozniósł się po twoim ciele, jakby szukał drogi do serca. Znalazł ją. Za wszelką cenę chciałaś znaleźć osobę, która tak łatwo znalazła miejsce w najczulszym punkcie twoich uczuć, więc przyspieszyłaś krok. Rozglądałaś się w każdą stronę, nie zatrzymywałaś się dopóki nie znalazłaś swojego celu. Młody chłopak siedział na schodach. Ten który był właścicielem tego czułego głosu. Stanęłaś na przeciwko i czekałaś aż otworzy oczy. Śpiewał. Robił to z pasją której nigdy nie widziałaś. Spojrzałaś w futerał który przed nim leżał. Nie było tam ani grosza.
W końcu otworzył oczy. Spojrzał na ciebie i zaczął śpiewać trochę ciszej, przyglądając się twoim ruchom. Wyjęłaś z kieszeni monetę i wrzuciłaś ją do futerału. Chłopak zatrzymał się, aby móc ci podziękować. Miałaś wrażenie że za chwilę z jego oczu pocieką łzy, ale zbyt dobrze je podtrzymywał. Uśmiechnął się do ciebie i odeszłaś, cały dzień o nim myśląc.
*JUSTIN POV*
Kiedy zrobiło się ciemno i ludzi zaczęło brakować, zabrałem swoją gitarę w rękę i wróciłem do domu. Położyłem się zmęczony na łóżku i wziąłem do ręki jedyną monetę, którą dzisiaj zarobiłem. Była wyjątkowa. Była moim pierwszym sukcesem. Zacisnąłem pięść i usnąłem, trzymając ją przy głowie.
KOLEJNEGO DNIA:
- Znajdę ją.
- Żartujesz? Chcesz szukać dziewczyny która dała ci jedną monetę? na cholere? Justin przestań wymyślać. - odpowiedział Ryan.
Wiedziałem że ma racje. To było głupie. Ale ja chciałem ją znaleźć.
*TY POV*
Weszłaś na twittera. Po kilku minutach przypadkowo znalazłaś chłopaka którego niedawno poznałaś. Miał tylko kilka followersów. Przy jego profilu kliknęłaś "follow" i napisałaś "Jestem twoją pierwszą fanką :) Twoja muzyka na zawsze zostanie w moim sercu".
Kilka dni później dostałaś odpowiedź. "Nie wiem jak mnie znalazłaś ale dziękuje za to Bogu. Twoje serce będzie wielkie, bo się nie poddam. Będę brnąć w tym kierunku. Obiecuję. Never say never."
I dał ci follow. Byłaś teraz pierwszą jego fanką w życiu, i na twitterze.
MINĘŁO KILKA LAT.
Justin był już znany na całym świecie. 40 milionów obserwujących. 19 lat. Kilka płyt. Dwie trasy.
Byłaś dumna. Byłaś dumna że poznałaś osobę którego muzyka odmieniła twoje życie. Wiedziałaś że cię już nie pamięta, ale chciałaś to zmienić.
Weszłaś na twittera i napisałaś do niego "Jestem Twoją pierwszą fanką :) Twoja muzyka na zawsze pozostanie w moim sercu."
Ale już nie odpisywał. Nie widział cię. Nie pamiętał cię.
Nie miałaś pieniędzy na jego koncert.
*U JUSTINA*
Justin za chwilę wchodzi na scenę. To już kolejny koncert w nieznanym mu kraju. Denerwuje się. Zawsze się denerwuje, ale próbuje to ukryć.
Ubrał się i stanął przed kurtyną która za chwilę miała go ukazać tysiącom ludzi. Wszyscy krzyczeli jego imię.
Justin sięgnął ręką w kieszeń. Wyjął z niej monetę. Tę którą te kilka lat temu dostał od ciebie. Przyłożył ją do ust i wspomniał twoją twarz. Pamiętał każdy widoczny kawałek twojego ciała. Zamknął oczy I wyszeptał:
"Kiedyś cię znajdę. Będę brnąć w tym kierunku. Obiecuję. Never say never"
Tego dnia właśnie szłaś do praku. Zwykle szłaś inną drogą, ale tym razem coś poruszyło cię aby tamtędy przejść. Od samego początku długiej ulicy, usłyszałaś wysoki głos. Rozniósł się po twoim ciele, jakby szukał drogi do serca. Znalazł ją. Za wszelką cenę chciałaś znaleźć osobę, która tak łatwo znalazła miejsce w najczulszym punkcie twoich uczuć, więc przyspieszyłaś krok. Rozglądałaś się w każdą stronę, nie zatrzymywałaś się dopóki nie znalazłaś swojego celu. Młody chłopak siedział na schodach. Ten który był właścicielem tego czułego głosu. Stanęłaś na przeciwko i czekałaś aż otworzy oczy. Śpiewał. Robił to z pasją której nigdy nie widziałaś. Spojrzałaś w futerał który przed nim leżał. Nie było tam ani grosza.
W końcu otworzył oczy. Spojrzał na ciebie i zaczął śpiewać trochę ciszej, przyglądając się twoim ruchom. Wyjęłaś z kieszeni monetę i wrzuciłaś ją do futerału. Chłopak zatrzymał się, aby móc ci podziękować. Miałaś wrażenie że za chwilę z jego oczu pocieką łzy, ale zbyt dobrze je podtrzymywał. Uśmiechnął się do ciebie i odeszłaś, cały dzień o nim myśląc.
*JUSTIN POV*
Kiedy zrobiło się ciemno i ludzi zaczęło brakować, zabrałem swoją gitarę w rękę i wróciłem do domu. Położyłem się zmęczony na łóżku i wziąłem do ręki jedyną monetę, którą dzisiaj zarobiłem. Była wyjątkowa. Była moim pierwszym sukcesem. Zacisnąłem pięść i usnąłem, trzymając ją przy głowie.
KOLEJNEGO DNIA:
- Znajdę ją.
- Żartujesz? Chcesz szukać dziewczyny która dała ci jedną monetę? na cholere? Justin przestań wymyślać. - odpowiedział Ryan.
Wiedziałem że ma racje. To było głupie. Ale ja chciałem ją znaleźć.
*TY POV*
Weszłaś na twittera. Po kilku minutach przypadkowo znalazłaś chłopaka którego niedawno poznałaś. Miał tylko kilka followersów. Przy jego profilu kliknęłaś "follow" i napisałaś "Jestem twoją pierwszą fanką :) Twoja muzyka na zawsze zostanie w moim sercu".
Kilka dni później dostałaś odpowiedź. "Nie wiem jak mnie znalazłaś ale dziękuje za to Bogu. Twoje serce będzie wielkie, bo się nie poddam. Będę brnąć w tym kierunku. Obiecuję. Never say never."
I dał ci follow. Byłaś teraz pierwszą jego fanką w życiu, i na twitterze.
MINĘŁO KILKA LAT.
Justin był już znany na całym świecie. 40 milionów obserwujących. 19 lat. Kilka płyt. Dwie trasy.
Byłaś dumna. Byłaś dumna że poznałaś osobę którego muzyka odmieniła twoje życie. Wiedziałaś że cię już nie pamięta, ale chciałaś to zmienić.
Weszłaś na twittera i napisałaś do niego "Jestem Twoją pierwszą fanką :) Twoja muzyka na zawsze pozostanie w moim sercu."
Ale już nie odpisywał. Nie widział cię. Nie pamiętał cię.
Nie miałaś pieniędzy na jego koncert.
*U JUSTINA*
Justin za chwilę wchodzi na scenę. To już kolejny koncert w nieznanym mu kraju. Denerwuje się. Zawsze się denerwuje, ale próbuje to ukryć.
Ubrał się i stanął przed kurtyną która za chwilę miała go ukazać tysiącom ludzi. Wszyscy krzyczeli jego imię.
Justin sięgnął ręką w kieszeń. Wyjął z niej monetę. Tę którą te kilka lat temu dostał od ciebie. Przyłożył ją do ust i wspomniał twoją twarz. Pamiętał każdy widoczny kawałek twojego ciała. Zamknął oczy I wyszeptał:
"Kiedyś cię znajdę. Będę brnąć w tym kierunku. Obiecuję. Never say never"
niedziela, 2 czerwca 2013
IMAGINE 27
Serce łomocze ci jak szalone. Stoisz pod niewielkim domem, z ogromnym ogrodem i zastanawiasz się czy powinnaś tu być. Twoja ręka odmawiała ci posłuszeństwa, ale po jakimś czasie zdecydowała się zapukać w drewniane drzwi. Otworzyła je kobieta. Ta która zawsze świeciła pięknością, ta która dała życie legendzie. A teraz wyglądała jak zwykła staruszka. To była Pattie.
- Dzień dobry - wyjąkałaś, patrząc w zmarszczki które malowały się na jej twarzy.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się - ty też?
- Tak - Pattie odsunęła się, a ty weszłaś do środka.
- Idź do ogrodu, za chwilę wszystko będzie gotowe - powiedziała ze szczęściem w głosie i zaklaskała w dłonie biegnąc do kuchni.
Tak też zrobiłaś. Przeszłaś przez taras, aż do wielkiego ogrodu, który wyglądał jak krajobraz. Były tutaj tłumy. Tysiące ludzi, tylko po to aby zobaczyć jedno wydarzenie. Przeszłaś na sam początek i stanęłaś przy ławce.
Na samym środku świeżej trawy stał ołtarz, a przy nim stał Justin. Jego włosy były jak zwykle uniesione ku górze. Był ubrany w garnitur, a na nogach miał trampki. Lekko się zaśmiałaś, chociaż miałaś ochotę się rozpłakać.
Nagle muzycy zaczęli grać na swoich instrumentach. Słodki dźwięk pianina i skrzypiec rozniósł się po twoich uszach. Miałaś wrażenie że ta chwila trwa wiecznie, jednak wiedziałaś że już wszystko się zaczęło.
Dopiero teraz odwróciłaś wzrok od swojego idola. Rozejrzałaś się dookoła. Wszyscy ubrani byli na fioletowo. Byli tam twoi dawni znajomi z twittera. Na bluzkach mieli wizerunki z Justinem. Ty także. Byli tam tylko Beliebers, i jego rodzina. Znów na niego spojrzałaś. Uśmiechał się. Był szczęśliwy jak nigdy w życiu, a ty patrzyłaś na to szczęście z dumą w oczach. Widziałaś jak dorasta, słyszałaś jak zmienia się jego głos a teraz widzisz jak się żeni. Zostałaś z nim do samego końca i właśnie dlatego teraz lecą ci łzy. Nie możesz uwierzyć że ten czas tak szybko zleciał. Że nic już nie powróci.
Obok ciebie przeszła kobieta. Miała długie brązowe włosy, piękną białą sukienkę, a jej głowę zdobił welon, który falował po ziemi. Justin uśmiechał się do niej. Stanęła przed ołtarzem i właśnie teraz dostrzegłaś jej twarz. Była piękna. Była idealna. W jej oczach gościło szczęście, ale mimo to miałaś nadzieje że nie jest tutaj dla pieniędzy twojego idola. Miałaś nadzieje że jest tutaj dla jego wielkiego serca, które pokochałaś te kilka lat temu.
-Justinie, czy bierzesz sobie tą oto kobiete na żonę i przysięgasz jej miłość i wierność małżeńską?
- Tak. - odpowiedział patrząc w jej wielkie oczy.
Tylko na to czekałaś. Chciałaś wiedzieć czy to wszystko jest prawdą. Wszystkie dziewczyny wokół ciebie zaczęły płakać. Tak samo jak ty nie mogły uwierzyć że to już koniec. Podniosłaś karteczkę z napisem "Dziękujemy za lata uśmiechu Justin" a po chwili zrobiła tak reszta beliebers. Tak jak się umawiałyście na twitterze. Cały ogród wyglądał magicznie. Justin spojrzał na was i szeroko się uśmiechnął. Próbował powstrzymać łzy które ciekły po jego policzku, ale nie potrafił.
Nadszedł czas gratulowania młodej parze ich szczęścia. Wszyscy podeszli do Justina. Jego nowa małżonka siedziała sama i lekko się uśmiechała patrząc jak bardzo kochacie jej męża.
Jako jedyna do niej podeszłaś i mocno ją uścisnęłaś.
- Dziękuje że dałaś mu szczęście - wyszeptałaś jej do ucha a po chwili bez słowa odeszłaś.
Stałaś niedaleko Justina. Chciałaś tylko na niego patrzeć i widzieć jak się uśmiecha.
- Dziękuje że nauczyłeś mnie marzyć. Kochać. Że pokazałeś mi że świat potrafi być piękny - mówiłaś po cichu do siebie, jakby Justin cię słuchał, a tym czasem on rozmawiał i ściskał swoje beliebers, w ramach pożegnania - Dziękuje że mogę tu być. Że byłeś i jesteś najwspanialszym idolem jaki istnieje. - Spojrzałaś na różę którą trzymałaś w ręku i położyłaś ją na ziemi - Twoja na zawsze, Belieber.
Odeszłaś.
Odeszłaś aby żyć.
Żyć bez Justina.
- Dzień dobry - wyjąkałaś, patrząc w zmarszczki które malowały się na jej twarzy.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się - ty też?
- Tak - Pattie odsunęła się, a ty weszłaś do środka.
- Idź do ogrodu, za chwilę wszystko będzie gotowe - powiedziała ze szczęściem w głosie i zaklaskała w dłonie biegnąc do kuchni.
Tak też zrobiłaś. Przeszłaś przez taras, aż do wielkiego ogrodu, który wyglądał jak krajobraz. Były tutaj tłumy. Tysiące ludzi, tylko po to aby zobaczyć jedno wydarzenie. Przeszłaś na sam początek i stanęłaś przy ławce.
Na samym środku świeżej trawy stał ołtarz, a przy nim stał Justin. Jego włosy były jak zwykle uniesione ku górze. Był ubrany w garnitur, a na nogach miał trampki. Lekko się zaśmiałaś, chociaż miałaś ochotę się rozpłakać.
Nagle muzycy zaczęli grać na swoich instrumentach. Słodki dźwięk pianina i skrzypiec rozniósł się po twoich uszach. Miałaś wrażenie że ta chwila trwa wiecznie, jednak wiedziałaś że już wszystko się zaczęło.
Dopiero teraz odwróciłaś wzrok od swojego idola. Rozejrzałaś się dookoła. Wszyscy ubrani byli na fioletowo. Byli tam twoi dawni znajomi z twittera. Na bluzkach mieli wizerunki z Justinem. Ty także. Byli tam tylko Beliebers, i jego rodzina. Znów na niego spojrzałaś. Uśmiechał się. Był szczęśliwy jak nigdy w życiu, a ty patrzyłaś na to szczęście z dumą w oczach. Widziałaś jak dorasta, słyszałaś jak zmienia się jego głos a teraz widzisz jak się żeni. Zostałaś z nim do samego końca i właśnie dlatego teraz lecą ci łzy. Nie możesz uwierzyć że ten czas tak szybko zleciał. Że nic już nie powróci.
Obok ciebie przeszła kobieta. Miała długie brązowe włosy, piękną białą sukienkę, a jej głowę zdobił welon, który falował po ziemi. Justin uśmiechał się do niej. Stanęła przed ołtarzem i właśnie teraz dostrzegłaś jej twarz. Była piękna. Była idealna. W jej oczach gościło szczęście, ale mimo to miałaś nadzieje że nie jest tutaj dla pieniędzy twojego idola. Miałaś nadzieje że jest tutaj dla jego wielkiego serca, które pokochałaś te kilka lat temu.
-Justinie, czy bierzesz sobie tą oto kobiete na żonę i przysięgasz jej miłość i wierność małżeńską?
- Tak. - odpowiedział patrząc w jej wielkie oczy.
Tylko na to czekałaś. Chciałaś wiedzieć czy to wszystko jest prawdą. Wszystkie dziewczyny wokół ciebie zaczęły płakać. Tak samo jak ty nie mogły uwierzyć że to już koniec. Podniosłaś karteczkę z napisem "Dziękujemy za lata uśmiechu Justin" a po chwili zrobiła tak reszta beliebers. Tak jak się umawiałyście na twitterze. Cały ogród wyglądał magicznie. Justin spojrzał na was i szeroko się uśmiechnął. Próbował powstrzymać łzy które ciekły po jego policzku, ale nie potrafił.
Nadszedł czas gratulowania młodej parze ich szczęścia. Wszyscy podeszli do Justina. Jego nowa małżonka siedziała sama i lekko się uśmiechała patrząc jak bardzo kochacie jej męża.
Jako jedyna do niej podeszłaś i mocno ją uścisnęłaś.
- Dziękuje że dałaś mu szczęście - wyszeptałaś jej do ucha a po chwili bez słowa odeszłaś.
Stałaś niedaleko Justina. Chciałaś tylko na niego patrzeć i widzieć jak się uśmiecha.
- Dziękuje że nauczyłeś mnie marzyć. Kochać. Że pokazałeś mi że świat potrafi być piękny - mówiłaś po cichu do siebie, jakby Justin cię słuchał, a tym czasem on rozmawiał i ściskał swoje beliebers, w ramach pożegnania - Dziękuje że mogę tu być. Że byłeś i jesteś najwspanialszym idolem jaki istnieje. - Spojrzałaś na różę którą trzymałaś w ręku i położyłaś ją na ziemi - Twoja na zawsze, Belieber.
Odeszłaś.
Odeszłaś aby żyć.
Żyć bez Justina.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)