wakacje 2012
Po rozpakowaniu walizek w hotelu, wyszłaś zwiedzić teren ośrodka. Było ciepło, ale ty chodziłaś w bluzie bo pokazywanie swoich rąk i ciała którego nienawidziłaś było ostatnią rzeczą jaką chciałaś. Mijałaś mnóstwo ludzi, jednak jeden chłopak przykuł twoją uwagę. Był niezbyt wysoki. Miał grzywkę, którą cały czas machał na bok. Ubrany był w fioletową bluzkę i opuszczone spodnie.
To była jedna chwila, kiedy wasze spojrzenia się zetknęły. Chłopak szeroko się uśmiechnął, a ty to odwzajemniłaś. Jego oczy były wyjątkowe. Czekoladowe, głębokie, pełne ciepła, którego nigdy nie widziałaś. Wasze spojrzenia przerwała kobieta, która do niego podeszła i mocno go przytuliła, całując delikatnie jego policzek. Chłopak mocno ją objął
- Kocham cię mamo - usłyszałaś z jego ust.
Nie wiedziałaś dlaczego, ale cię to uspokoiło. Kobieta puściła syna z ramion o spojrzała w twoją stronę. Była piękna. Miała kasztanowe włosy, które opadały na jej ramiona, piwne oczy i uśmiech, który wyglądał jak iskierka w ciemną zimną noc. Ominęłaś ich i wróciłaś do swojego tymczasowego domku.
Kolejnego dnia przechadzając się po plaży w za dużej bluzie, dostrzegłaś chłopaka, który mieszka w tym samym ośrodku co ty. Był w samych kąpielówkach, Znów w fioletowych, jak połowa jego garderoby. W ręku trzymał piłkę, a w drugiej fioletowy ręcznik. Mimo że jego klata nie była wcale umięśniona, wyglądała idealnie i przykłuwała twój wzrok. Ominęłaś go nieco skrępowana.
- zagrasz ze mną? - na sam dźwięk jego głosu się odwróciłaś.
- Jasne - odpowiedziałaś i podeszłaś bliżej.
- Jestem Justin- podał ci ręke, którą lekko uścisnęłaś.
Chłopak podał ci piłkę i zaczęliście nią do siebie odbijać. Słońce grzało coraz mocniej, a ty coraz bardziej się pociłaś. Wszystko wyglądało jak w jakimś nieudanym filmie.
- Nie mam już siły - podałaś mu piłkę i zdyszana usiadłaś na piasku.
- Zdejmij bluzę - przykucnął obok ciebie i oberwował twoje ruchy z uwagą.
- Nie chcę.
- Zdejmij ją bo zemdlejesz.
- Nie tutaj - odpowiedziałaś słabym już głosem.
- Chodź - chłopak pomógł ci wstać i wyprowadził cię z plaży.
Niechętnie zdjęłaś z siebie szarą bluzę i zawiązałaś ją wokół pasa. Musiałaś przyznać że bardzo ci to pomogło i gdyby nie pomoc Justina, napewno straciłabyś przytomność.
Justin dostrzegł twoje głębokie rany na nadgarstkach i mnóstwo blizn. Bez słowa przejechał po nich dłonią. Po raz pierwszy na jego twarzy zabrakło uśmiechu, którym wszystkich darzył.
Kolejnego ranka wyszłaś z Justinem na dwór.
- Obiecujesz że już nigdy tego nie zrobisz? - przerwał chwilową ciszę, która między wami zapadła.
- Czego?
Zanim zdążyłaś zareagować, chłopak podwinął twój rękaw i wskazał dłonią na rany.
- Tego.
- Justin...ja naprawdę...
- Nie. - przerwał ci - masz mi to obiecać
- ale...
- Daj mi przysięge anioła - spojrzał w twoje zdezorientowane oczy
- co?
Justin złapał delikatnie twoją ręke i narysował długopisem skrzydło na twoim nadgartsku.
- Jeśli nie dotrzymasz obietnicy, skrzywdzisz anioła- przełknął głośno ślinę- obiecujesz? - znów spojrzał w twoje oczy.
Po chwili wachania owinęłaś swoim palcem jego palec
- obiecuję.
Tego samego wieczoru, po raz pierwszy otworzyłaś okno ze swojego pokoju. Z naprzeciwka dostrzegłaś Justina, który patrzył w niebo. Kiedy usłyszał skrzypienie twojego okna, spojrzał w twoją stronę i lekko się uśmiechnął.
Wystawił ręce w twoją stronę i ułożył z dłoni skrzydła. Zrobiłaś to samo.
Byliście teraz jak dwa zagubione anioły, które nie znały drogi do nieba.
Tak minęło pare dni. Nie chodziłaś już w bluzach. Częściej odkrywałaś ciało i częściej się uśmiechałaś. Twoje ręce były czyste, a na jednym z nich wciąż widniało skrzydło.
W dzień twojego wyjazdu, Justin odprowadził cię do autokaru. Patrzył na ciebie z dołu, a ty obserwowałaś go zza szyby. Stał tak bez ruchu, bez uśmiechu, tylko patrzył.
Kiedy kierowca odpalił gaz, z twojego oka spłynęła łza. Przyłożyłaś dłonie do szyby i ułożyłaś z nich skrzydła. Justin zrobił to samo.
Z ruchu jego ust wyczytałaś tylko "ufam ci" i odjechałaś.
Tak mijały dni. Tak samo samotne jak przed wakacjami.
Pewnego wieczoru, kiedy życie znów dało ci w kość, spojrzałaś na swój nadgarstek. Skrzydła już nie było widać. Zrobiłaś to. Znów przęcięłaś swoją skórę. Myślałaś że skoro skrzydła już nie ma, a ręka była bez nowych ran, to znaczy że dotrzymałaś anielskiej obietnicy. Ale nie na tym to polegało. Znów zakrywałaś się w bluzach.
Wakacje 2013
Przyjechałaś do tego samego ośrodka co rok temu. Tym razem zamiast się rozpakować, wyszłaś na dwór z nadzieją na spotkanie swojego dawnego przyjaciela. Jednak go nigdzie nie było. Z rozczarowaniem wyszłaś na plażę. Znów w bluzie. Znów pełna kompleksów, które jeszcze rok temu zniknęły przy jednej osobie w ciągu paru dni.
- Zagrasz ze mną? - powiedział męski głos za tobą
Odwróciłaś się pełna nadziei, jednak po chwili szczęście zamieniło się w rozczarowanie.
Ten Chłopak był wysoki, jego włosy postawione były na żel, a po bokach wygolone. Jego klata była umięśniona, a ramiona były pokryte tatuażami.
Miał długą twarz, wyglądała jakby była wychudzona a Po bokach jego skóra była lekko zmasakrowanai i do tego nie gościł na niej uśmiech.
Popatrzyłaś teraz na jego oczy, które cię obserowały i poczułaś jakby coś cię uderzyło.
- Justin? - podeszłaś bliżej. Chłopak patrzył na ciebie w milczeniu. Przejechałaś dłonią po jego twarzy - co ci się stało?
Justin złapał twoją dłoń i odsunął twój rękaw. Kiedy dostrzegł nowe rany, głęboko westchnął.
- Miałem....wypadek. - przejechał dłonią po potarganych włosach.
Na jego nadgarstku dostrzegłaś wytwtuowane skrzydło anioła. Podobne narysował ci w zeszłe wakacje.
- Justin - wskazałaś na jego nadgarstek- też chcę.
Po chwili wachania chłopak zabrał cię kilka miast dalej.
Opuściliście salon tatuażowy z z twoim pierwszym prawdziwym skrzydłem na nadgarstku.
- Obiecujesz? - zapytał drżącym głosem.
- obiecuje - przyłożyłaś swój nadgarstek do nadgarstka Justina, tworząc w ten sposób pełne skrzydła.
Kolejnego dnia spotkałaś mame Justina. Ona również straciła całe szczęście jakie w sobie miała. Jej twarz była była smutna i przez ten rok postarzała się bardziej niż to możliwe. Mimo jej młodego wieku, na czole Widać było kilka zmarszczek, a jej włosy były już niemal siwe. Wiedziałaś że wszystko ze zmartwienia o jej jedynego syna. Nigdy nie widziałaś żeby ktoś darzył się taką miłością jak oni.
Podobnie jak rok temu, zostawiłaś bluzy i chodziłaś w krótkim rękawku. Justin dawał ci siłę, jakiej nikt nie był w stanie ci zapewnić. Nie zwracałaś uwagi na jego twarz, która tak bardzo się zmieniła. To wciąż był ten chłopak, którego poznałaś w zeszłe wakacje. Jednak przyszedł czas wyjazdu. Chłopak odprowadził cię do autokaru i położył twoje walizki na ziemi. Rzuciłaś się z płaczem w jego silne ramiona, miałaś chęć zostać w nich na zawsze.
- Kocham cię Justin - wyszeptałaś.
- Też cię kocham, i pamiętaj - przyłożył swój tatuaż do twojego - jesteś silna. Zawsze jestem przy tobie - pocałował twój nadgarstek i wytarł twoje zapłakane oczy. - ufam ci - wyszeptał.
Wsiadłaś do autokaru i na niego spojrzałaś. Nie widziałaś dorosłego mężczyzny. Sercem widziałaś tego roześmianego nastolatka co rok temu.
Odjechałaś.
Minęło pare miesięcy, abyś oznaczyła swoją pierwszą słabość na rękach. Czułaś się taka samotna. Justina przy tobie nie ma. Zrobiłaś tylko jedną kreskę. Przecież od niej się nic nie stanie.
Wakacje 2014
Justina nie ma ani w domku, ani na plaży. W ogrodzie spotkałaś jego matkę, która patrzyła w niebo ze smutkiem.
-Dzień dobry - podeszłaś bliżej. - gdzie jest pani syn?
- Mój syn? - spojrzała na ciebie.
- Justin, gdzie on jest?
Kobieta wskazała palcem na niebo i lekko się uśmiechnęła.
- wrócił do domu.
- dlaczego? - usiadłaś obok niej - coś się stało?
Kobieta podwinęła twój rękaw, odsłaniając nowe rany, które sobie zadałaś i wyszeptała:
- zabiłaś anioła.
czwartek, 25 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
IMAGINE 33
*Justin nie jest sławny i ma 19 lat*
Będąc w niewielkim sklepie marketingowym, który znajdował się zaraz od twojego domu, sięgnęłaś po liste z zakupami. Często byłaś w tym miejscu sama, bo ten mały sklepik nie był zaopatrzony w dobrej jakości jedzenie. Zakreśliłaś kilka produktów, które znajdowały się w twoim koszyku i omijałaś kolejne półki.
- Daj kase. - usłyszałaś głośny krzyk - Daj ją!
Wyjrzałaś zza półek i dostrzegłaś wysokiego chłopaka z pistoletem w ręku którym celuje w sprzedawce.
- Człowieku odpuść.. - błagał
- Chcesz żebym strzelił? - powiedział z depresją w głosie. - wyciągaj pieniądze, już.
Sprzedawca otworzył kasę i wolno w niej grzebał. Miałaś okazję aby przyjrzeć się sytuacji. Chłopak nie wyglądał groźnie. Miał włosy postawione na żelu, za dużą koszulkę, szare dresowe spodnie i trampki. Na jego ręku wisiała kolorowa bransoletka zrobiona ze sznureczków, na której widniał napis "Justin".
Nie wiedziałaś co robić. Kiedy za bardzo się wychyliłaś, strąciłaś łokciem szklaną butelkę. Po sklepie rozległ się głośny dźwięk, a chłopak od razu spojrzał w twoją stronę. Wycofał się lekko do tyłu i skierował broń w twoją stronę, obserwując uważnie kontem oka sprzedawce.
- Chodź tu - powiedział głośno
Ścisnęłaś wargi i stanęłaś przed chłopakiem z podniesionymi rękami. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i zmarszczył brwi.
- Powiedziałem że masz wyciągać tą kase, tak? - zwrócił się do sprzedawcy, który stał nieruchomo.
- Dlaczego to robisz? - w końcu wydusiłaś z siebie słowo.
- Hm? - spojrzał na ciebie ze zdziwieniem.
- Dlaczego tutaj jesteś? - mówiąc to, przybliżyłaś się do niego o jeden krok.
- Co cie to interesuje? - odpowiedział z błyskiem w oczach.
Zauważyłaś że sprzedawca korzystając z okazji, sięga po telefon.
- Odłóż to - powiedziałaś do niego. Chłopak skierował na niego wzrok i przybliżył pistolet patrząc prosto w jego stare oczy.
- Słyszałeś? Odłóż. - powtórzył, a kiedy starzec zrobił co mu kazaliście, znów spojrzał na ciebie.
- No więc bardzo mnie to interesuje.
- A ty? Dlaczego to robisz?
- To znaczy?
- Wygląda jakbyś mi pomagała. - wzruszył ramionami.
- Bo nie chce żebyś sobie spieprzył życie. Jesteś młody. - Opuściłaś ręce w dół i znów zrobiłaś krok w przód.
- Moje życie już jest spieprzone. - skierował wzrok w dół
- Masz rodzinę?
- Mam.
- Chciałbyś ich zostawić samych?
- Nigdy.
- Więc odłóż ten pistolet. Zapomnimy o tym.
Chłopak spojrzał na swoją rękę, a później na przerażoną twarz sprzedawcy. Po chwili wachania, opuścił rękę w dół i schował pistolet w kieszeń.
- Ja...-rozejrzał się - ja przepraszam. - chwycił za klamkę i wyszedł pośpiesznym tempem.
- Dziękuje. Nie wiem co by się stało gdyby tutaj pani nie było - powiedział sprzedawca.
- Nie ma za co, ale proszę nie dzwonić na policję. On tutaj nie wróci. - odparłaś i wyszłaś ze sklepu, zostawiając gdzieś między półkami swoje zakupy.
Na ulicach było ciemno i wiało pustkami. Rozejrzałaś się i skręciłaś w kolejną ulicę. Po chwili na swoim ramieniu poczułaś dłoń. Odwróciłaś się i zobaczyłaś chłopaka ze sklepu, który ci się przygląda.
- Wsiadaj - pokazał na samochód, który stał obok.
- Ale..
- Wsiadaj - przerwał ci.
Zrobiłaś jak kazał. To był pierwszy moment w którym bałaś sie o własne życie. Chłopak zatrzasnął za tobą drzwi, a po chwili usiadł obok ciebie, na miejscu kierowcy. Odpalił gaz i ruszyliście w nieznanym ci kierunku.
- Gdzie jedziemy? - zapytałaś niepewnie.
- Chyba nie myślisz że po tym co widziałaś, dam ci po prostu odejść? - odpowiedział, nie spuszczając wzroku z ciemnej ulicy.
Przełknęłaś głośno śline, myśląc w co się właśnie wpakowałaś i postanowiłaś siedzieć cicho. Pytania ani błaganie o litość nic tutaj nie dadzą. Skoro cię porwał, to znaczy że jest nie obliczalny.
Po jakimś czasie, zatrzymaliście się przy małym domu, na dość ubogiej dzielnicy. Mimo że sama nie byłaś najbogatsza, na sam widok stanu chociażby popękanych okien, miałaś ochotę przeznaczyć na nie całe swoje pieniądze. Rozejrzałaś się dookoła i nawet nie zauważyłaś kiedy chłopak czekał już na zewnątrz aż wysiądziesz. Otworzył ci drzwi, przez które wyszłaś i zostawił samochód na trawniku obok domu.
Weszliście powoli do środka. Wyglądał on okropnie. Tania tapeta ze ścian, schodziła prawie że do podłogi a wilgoć dało się wyczuć biorąc mały wdech.
Po chwili z małego pokoju wybiegła dziewczynka, która podbiegła do chłopaka i mocno go przytuliła. Wziął ją na ręce i pocałował w czoło.
- Już nigdzie nie idę kochanie. - znów ją ucałował.
- Justin. Jestem głodna. - chłopak spojrzał na ciebie, a potem znów na dziewczynkę
- Ja też. Jutro zjemy normalny obiad, obiecuję. - przejechał dłonią po jej potarganych włosach i postawił na ziemię.
- Kto to jest? - dziewczynka wyszeptała Justinowi i pokazała na ciebie palcem.
- To jest moja koleżanka - odpowiedział, zerkając na ciebie z zakłopotaniem - a to jest moja młodsza siostra, Jazzy. - dziewczynka spojrzała z poważną miną na chłopaka i tupnęła nogą - Ah tak - zaśmiał się - księżniczka Jazzy. Tobie też radzę tak na nią mówić, bo jak się obrazi to nie ma przebacz.
- Justin, jestem śpiąca - wyszeptała pomiędzy braniem oddechu.
Chłopak złapał ją za rękę i zaprowadził do pokoju obok. Po chwili do ciebie wrócił i podobnie jak dziecko, poprowadził cię do pomieszczenia na przeciwko pokoju Jazzy. Była to najwyraźniej jego sypialnia, bo wyglądała jak pokój normalnego nastolatka.
- Dobranoc - wyszedł z pokoju i zamknął cię na klucz.
Zamiast myśleć o ucieczce, poddałaś się i usiadłaś na łóżku. Z pokoju na przeciwko usłyszałaś hałas. Im bliżej podchodziłaś drzwi, tym bardziej się nasilał. Usiadłaś pod nimi i wsłuchiwałaś się w dźwięk. To był śpiew. Męski głos właśnie teraz wczuwał się w melodię gitary, która mu towarzyszyła.
Coś było w tym głosie. Coś czego nigdy nie słyszałaś. Śpiewał czysto i łagodnie. Gdybyś nie wiedziała kim on jest, pomyślałabyś że w to jakaś światowa gwiazda właśnie ćwiczy swój wokal.
Kiedy muzyka ucichła, usłyszałaś delikatnie zamykane drzwi. Wróciłaś do łóżka i leżałaś. Całą noc.
Kolejnego dnia z samego rana obudził cię dźwięk otwieranych drzwi. To był Justin. Pomachał ci ręką w swoją stronę i znikł. Przetarłaś zaspane oczy i wyszłaś z pokoju. W kuchni na niewielkim stole czekało jedzenie. Przy nim siedziała Jazzy, a Justin jeszcze kroił coś na blacie.
- Cześć księżniczko - powiedziałaś z lekkim uśmiechem na twarzy i oparłaś się o ścianę.
- Siadaj - odparł Justin, spoglądając w twoją stronę.
Na stole były tylko dwa talerze, z czego jeden należał do Jazzy.
- A ty?
- Co ja?
- Nie jesz?
- Już jadłem - powiedział z lekko drżącym głosem.
Wiedziałaś że kłamie, szczególnie zwracając uwagę na małą ilość jedzenia, która była na talerzach. Policzki Justina były zapadnięte, oczy zmęczone, a brzuch który burczał, słyszałaś już z daleka. Nie mogłaś tego zjeść.
- Nie jestem głodna - skrzywiłaś się.
- Oj usiądź! musisz tego spróbować! Kiedy to przygotowywał, cały czas się mnie pytał czy ci będzie smakować - powiedziała Jazzy, jedząc jakby głodowała przez kilka dni.
- Jazzy - krzyknął zawstydzony Justin.
Uśmiechnęłaś się do siebie i usiadłaś przy stole. Chłopak oparł się o blat i was obserwował.
- Jej, Justin - powiedziałaś po pierwszym gryzie - To jest idealne - kontem oka, widziałaś jak się uśmiecha.
Byłaś w szoku, że tak ubogie jedzenie, może być tak smaczne. Zastanawiałaś się tylko, skąd wziął na to pieniądze, ale wiedziałaś że nie powinnaś poruszać tego tematu przy Jazzy.
Kiedy mała skończyła jeść, Justin pomógł jej wstać i się ubrać. Kazał ci poczekać i wyszedł z nią, zamykając cię w domu.
Weszłaś do łazienki. Nie było w niej nic szczególnego, co by się wyróżniało.
Następnie przeszłaś do pokoju Jazzy. Pokój jak pokój. Fioletowe ściany, kilka tanich zabawek i chłopięcych plakatów. W rogu stała gitara. Domyśliłaś się że to ją słyszałaś wczorajszej nocy. Na łóżku Jazzy, leżała korona, zrobiona z kwiatów. Była starannie ozdobiona fioletowymi wyschniętymi różami i wiązana nitką.
Uśmiechnęłaś się do siebie i opuściłaś pokój.
Później zwiedziłaś kolejny pokój który znajdował się na końcu niewielkiego korytarza. Na suficie wisiał napis ''WITAJ W DOMU MAMO" a dookoła porozstawiane były przebite już balony. Łóżko wyglądało na nowe. Na półce obok niego stało zdjęcie. Był na nim Justin, była Jazzy i kobieta. Najwyraźniej ich matka. Opuściłaś pokój w nienaruszonym stanie i wróciłaś do kuchni.
Do domu wszedł Justin.
- musiałem ja odprowadzić do przedszkola. - mówił zasapanym głosem.
- Nie ma sprawy.
Chłopak usiadł na kanapie i oparł głowę o dłoń.
- Skąd miałeś pieniądze na jedzenie? - w końcu postanowiłaś zapytać.
- Spokojnie. Nic nie ukradłem, nie mogłem. - westchnął - pożyczyłem od znajomego.
- Nie powinieneś chodzić z pistoletem. Wiesz że policja może zrobić ci rewizję w każdej chwili.
- Masz na myśli to? - wyjął z kieszeni pistolet i pokazał ci środek w którym nie było naboi - to zabawka.
Przypomniałaś sobie jak jeszcze wczoraj przed tą zabawką drżały ci nogi.
- Justin....Mogę o coś spytać?- zaczęłaś niepewnie.
- Tak? - spojrzał na ciebie.
- Gdzie są twoi rodzice?
- chodzi ci o moją mamę? Tata olał nas kiedy się urodziłem, a mama wyjechała za granicę żeby zarobić pieniądze. Co jakiś czas nam wysyła grosze które zarabia. - zadrwił. - domyślam się że widziałaś pokój, więc tak, miała wrócić. Nie wróciła.
- Przykro mi.
- Wiem.
Podeszłaś do Justina i mocno go przytuliłaś.
Wieczorem Justin zaprowadził cię do pokoju i zgasił światło.
- dobranoc - wyszeptał i opuścił pomieszczenie.
Po chwili znów usłyszałaś męski głos naprzeciwko swojego pokoju.
- Justin jestem głodna.
- Po prostu uśnij....
Wyjrzałaś przez dziurkę od klucza. Na łóżku leżała uśmiechnięta Jazzy a obok niej siedział Justin, który trzymał w ręku gitarę i śpiewał tę samą piosenkę, którą słyszałaś wczoraj.
- "one less lonely girl, one less lonely girl" - nucił do jej ucha, a po chwili założył na jej głowę wianek, który wcześniej widziałaś. - Dobranoc księżniczko - odłożył gitarę na bok i pocałował ją w czoło.
Kolejny ranek wyglądał tak samo. Śniadanie, smakujące jeszcze lepiej niż te poprzedniego dnia. Było go więcej i dało się wyczuć w nim droższe przyprawy. Jazzy miała na sobie nowe ubrania, a Justin miał nową fryzurę.
Po tym jak odprowadził Jazzy do przedszkola, kazał ci zamknąć się w pokoju. Tak też zrobiłaś. Po chwili do domu zadzwonił dzwonek.
- Oddaj mi kase. - słychać było krzyk.
- Oddam ci ją, przysięgam! - głos Justina był wyraźnie zdesperowany.
- Dosyć tych żartów Bieber. Mam dosyć twoich stałych pożyczek. W dupie mam na co to wydajesz, chce je teraz mieć!
- Nie mam ich. Wydałem na jedzenie.
- Łóżko dla matki to też jedzenie?! - kroki nasiliły się w kuchni, a po chwili słyszałaś głośny krzyk w pokoju na końcu korytarza, czyli pokoju ich mamy.
- Nie! Zostaw to! - głos Justina desperacko załamywał się z każdym słowem.
Wyszłaś po cichu z pokoju i przeszłaś do kuchni w której dostrzegłaś sztuczny pistolet Justina. Sięgnęłaś po niego i przemieściłaś sie do pokoju na końcu korytarza.
- Wyjdź - skierowałaś pistolet na wysokiego szatyna, który właśnie rozcinał łóżko matki Justina wielkim nożem. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i kiedy zorientował się co trzymasz w ręku, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie - Głuchy jesteś?! - krzyknęłaś - wyjdź stąd bo strzelę.
- Dobra spokojnie - podniósł ręce do góry i opuścił powoli pokój - Zapłacisz za to Bieber - krzyknął.
Justin podszedł do ciebie i mocno cię przytulił, niemal trzęsąc się z rozpaczy.
- To miało być na jej urodziny. - pociągnął nosem.
- Będzie dobrze - pogłaskałaś go po plecach.
- Skąd masz pistolet? - odsunął się od ciebie i otarł łzy, które jeszcze nie zdążyły wypłynąć.
Otworzyłaś pusty magazynek i się zaśmiałaś.
- To zabawka.
Wieczorem Justin nie zamknął twoich drzwi. Pozwolił ci obserwować jak bardzo kocha swoją siostrę, a ze swojego łóżka miałaś idealny widok.
- Justin, jestem głodna.
- Po prostu uśnij.. - odpowiedział a po chwili zanucił jej znaną ci już piosenkę.
Kiedy już nałożył na jej głowę koronę, Jazzy usnęła, a zadowolony Justin wyszedł z jej pokoju, czekając na twoją reakcję.
- Pięknie śpiewasz - powiedziałaś z pełnym przekonaniem w głosie.
Chłopak się uśmiechnął i wrócił do salonu, gdzie tak jak codziennie spędzał noc.
Kolejnego dnia, popołudnie.
- Jak to? - usłyszałaś z kuchni zmartwiony głos Justina - Jak to się stało? Dobrze, zaraz będę.
Wyszłaś z pokoju i zobaczyłaś chłopaka, który chowa telefon do kieszeni i kręci się nerwowo po pokoju.
- co się stało? - zapytałaś.
- Jazzy straciła przytomność. - przyłożył sobie rękę do twarzy i mocno ją przetarł- Jedź ze mną błagam.
Przytaknęłaś głową i Przeczesałaś ręką włosy. Justin był jeszcze w pokoju Jazzy, ale nie powiedział po co. Po kilku minutach wyszliście pośpiesznie z domu.
Wsiedliście do autobusu i po kilku minutach znaleźliście się w szpitalu. Zdenerwowany Justin podbiegł do pielęgniarki.
- Mała Jazzy. Co z nią?
- Pan jest ojcem?
- Jestem jej bratem.
- Ah tak. - westchnęła - pańska siostra została otruta. Dzieci z przedszkola twierdzą że jakiś wysoki szatyn dał jej coś, co zjadła.
- Cholera - przejechał nerwowo po włosach.
- Justin, to ten facet który u nas był?
- Jestem tego pewny - złapał kilka szybkich oddechów - gdzie ona jest?
- Sala nr. 25, ale proszę jeszcze nie wchodzić.
Razem z Justinem podbiegliście pod salę. Zza szyby było widać Jazzy, która leżała słaba na szpitalnym łożu. Bieber na sam ten widok wybuchł płaczem.
- Miałem jej pilnować.
- To nie twoja wina. - zapewniłaś go
- Widzisz tą bransoletkę? - pokazał na sznurek z jego imieniem na nadgarstku - Ona mi go zrobiła. Powiedziała że gdy zacznie się nam układać w życiu, mam ją oddać komuś kogo kocham - zdjął ze swojej dłoni i zacisnął ją na twojej ręce. - Kocham cię.
Serce ścisnęło ci się z żalu, przytuliłaś go mocno, a on odwzajemnił się tym samym niczym małe dziecko w ramionach matki.
Przerwał wam doktor.
- Pan Bieber?
- Tak to ja.
- Mam dla pana wiadomość.
- Słucham? - złapał nerwowo twoją rękę.
- Pańskiej siostrze została podana silna trucizna na szczury. Jej żołądek tego nie wytrzyma. Przykro mi, ale to ostatnia szansa zobaczenia się z Jazzy. - powiedział i odszedł zakłopotany.
Justin wybuchł mocniejszym płaczem, robiąc się przy tym niemal czerwony.
Chociaż wiedziałaś że nie jest mu łatwo, kazałaś mu się uspokoić i iść do siostry. Poprosił abyś weszła z nim. Zgodziłaś się.
Stanęliście przed łóżkiem Jazzy. Kiedy tylko was dostrzegła szeroko się uśmiechnęła. Justin usiadł obok niej i złapał jej chudą rączkę.
- Braciszku...to nie był cukierek, prawda? - jej twarz posmutniała, a z minuty na minutę robiła się coraz bardziej blada.
- Nie - powiedział spokojnie - to nie był cukierek. - jego oczy wyglądały jak szklanki, a jego skóra po raz pierwszy nabrała jakiś kolorów.
- Gdzie teraz pójdę?
- Pójdziesz do aniołków kochanie. - pogłaskał ją po policzku - dadzą ci tyle jedzenia ile tylko będziesz chciała.
- Czy to będzie boleć..? - spojrzała w jego oczy i lekko je przymrużyła.
Po twarzy Justina zaczęły intensywnie spływać łzy.
- Po prostu uśnij... - przetarł twarz rękawem - "one less lonely girl, one less lonely girl" - śpiewał jej do ucha a kiedy oczy Jazzy usnęły na zawsze, założył na jej głowę wianek, który ze sobą wziął. - Dobranoc księżniczko. - pocałował ją w czoło.
Kilka lat później Justin postanowił że sprawi aby jego siostra dumnie na niego patrzyła i nie minął rok aby wiedział o nim cały świat.
Justin wybierał na koncertach szczęściary z widowni i śpiewał im one less lonely girl, a na ich głowy zakładał kwiatowe korony, aby i one poczuły się jak księżniczki.
Jednak jeden wianek został nieruszony. Ten który należał do Jazzy. Ten który trafił do muzeum. Ten przy którym Justin codziennie się modli. Ten który udowodnił że jest księżniczka, która jest aniołem.
Będąc w niewielkim sklepie marketingowym, który znajdował się zaraz od twojego domu, sięgnęłaś po liste z zakupami. Często byłaś w tym miejscu sama, bo ten mały sklepik nie był zaopatrzony w dobrej jakości jedzenie. Zakreśliłaś kilka produktów, które znajdowały się w twoim koszyku i omijałaś kolejne półki.
- Daj kase. - usłyszałaś głośny krzyk - Daj ją!
Wyjrzałaś zza półek i dostrzegłaś wysokiego chłopaka z pistoletem w ręku którym celuje w sprzedawce.
- Człowieku odpuść.. - błagał
- Chcesz żebym strzelił? - powiedział z depresją w głosie. - wyciągaj pieniądze, już.
Sprzedawca otworzył kasę i wolno w niej grzebał. Miałaś okazję aby przyjrzeć się sytuacji. Chłopak nie wyglądał groźnie. Miał włosy postawione na żelu, za dużą koszulkę, szare dresowe spodnie i trampki. Na jego ręku wisiała kolorowa bransoletka zrobiona ze sznureczków, na której widniał napis "Justin".
Nie wiedziałaś co robić. Kiedy za bardzo się wychyliłaś, strąciłaś łokciem szklaną butelkę. Po sklepie rozległ się głośny dźwięk, a chłopak od razu spojrzał w twoją stronę. Wycofał się lekko do tyłu i skierował broń w twoją stronę, obserwując uważnie kontem oka sprzedawce.
- Chodź tu - powiedział głośno
Ścisnęłaś wargi i stanęłaś przed chłopakiem z podniesionymi rękami. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i zmarszczył brwi.
- Powiedziałem że masz wyciągać tą kase, tak? - zwrócił się do sprzedawcy, który stał nieruchomo.
- Dlaczego to robisz? - w końcu wydusiłaś z siebie słowo.
- Hm? - spojrzał na ciebie ze zdziwieniem.
- Dlaczego tutaj jesteś? - mówiąc to, przybliżyłaś się do niego o jeden krok.
- Co cie to interesuje? - odpowiedział z błyskiem w oczach.
Zauważyłaś że sprzedawca korzystając z okazji, sięga po telefon.
- Odłóż to - powiedziałaś do niego. Chłopak skierował na niego wzrok i przybliżył pistolet patrząc prosto w jego stare oczy.
- Słyszałeś? Odłóż. - powtórzył, a kiedy starzec zrobił co mu kazaliście, znów spojrzał na ciebie.
- No więc bardzo mnie to interesuje.
- A ty? Dlaczego to robisz?
- To znaczy?
- Wygląda jakbyś mi pomagała. - wzruszył ramionami.
- Bo nie chce żebyś sobie spieprzył życie. Jesteś młody. - Opuściłaś ręce w dół i znów zrobiłaś krok w przód.
- Moje życie już jest spieprzone. - skierował wzrok w dół
- Masz rodzinę?
- Mam.
- Chciałbyś ich zostawić samych?
- Nigdy.
- Więc odłóż ten pistolet. Zapomnimy o tym.
Chłopak spojrzał na swoją rękę, a później na przerażoną twarz sprzedawcy. Po chwili wachania, opuścił rękę w dół i schował pistolet w kieszeń.
- Ja...-rozejrzał się - ja przepraszam. - chwycił za klamkę i wyszedł pośpiesznym tempem.
- Dziękuje. Nie wiem co by się stało gdyby tutaj pani nie było - powiedział sprzedawca.
- Nie ma za co, ale proszę nie dzwonić na policję. On tutaj nie wróci. - odparłaś i wyszłaś ze sklepu, zostawiając gdzieś między półkami swoje zakupy.
Na ulicach było ciemno i wiało pustkami. Rozejrzałaś się i skręciłaś w kolejną ulicę. Po chwili na swoim ramieniu poczułaś dłoń. Odwróciłaś się i zobaczyłaś chłopaka ze sklepu, który ci się przygląda.
- Wsiadaj - pokazał na samochód, który stał obok.
- Ale..
- Wsiadaj - przerwał ci.
Zrobiłaś jak kazał. To był pierwszy moment w którym bałaś sie o własne życie. Chłopak zatrzasnął za tobą drzwi, a po chwili usiadł obok ciebie, na miejscu kierowcy. Odpalił gaz i ruszyliście w nieznanym ci kierunku.
- Gdzie jedziemy? - zapytałaś niepewnie.
- Chyba nie myślisz że po tym co widziałaś, dam ci po prostu odejść? - odpowiedział, nie spuszczając wzroku z ciemnej ulicy.
Przełknęłaś głośno śline, myśląc w co się właśnie wpakowałaś i postanowiłaś siedzieć cicho. Pytania ani błaganie o litość nic tutaj nie dadzą. Skoro cię porwał, to znaczy że jest nie obliczalny.
Po jakimś czasie, zatrzymaliście się przy małym domu, na dość ubogiej dzielnicy. Mimo że sama nie byłaś najbogatsza, na sam widok stanu chociażby popękanych okien, miałaś ochotę przeznaczyć na nie całe swoje pieniądze. Rozejrzałaś się dookoła i nawet nie zauważyłaś kiedy chłopak czekał już na zewnątrz aż wysiądziesz. Otworzył ci drzwi, przez które wyszłaś i zostawił samochód na trawniku obok domu.
Weszliście powoli do środka. Wyglądał on okropnie. Tania tapeta ze ścian, schodziła prawie że do podłogi a wilgoć dało się wyczuć biorąc mały wdech.
Po chwili z małego pokoju wybiegła dziewczynka, która podbiegła do chłopaka i mocno go przytuliła. Wziął ją na ręce i pocałował w czoło.
- Już nigdzie nie idę kochanie. - znów ją ucałował.
- Justin. Jestem głodna. - chłopak spojrzał na ciebie, a potem znów na dziewczynkę
- Ja też. Jutro zjemy normalny obiad, obiecuję. - przejechał dłonią po jej potarganych włosach i postawił na ziemię.
- Kto to jest? - dziewczynka wyszeptała Justinowi i pokazała na ciebie palcem.
- To jest moja koleżanka - odpowiedział, zerkając na ciebie z zakłopotaniem - a to jest moja młodsza siostra, Jazzy. - dziewczynka spojrzała z poważną miną na chłopaka i tupnęła nogą - Ah tak - zaśmiał się - księżniczka Jazzy. Tobie też radzę tak na nią mówić, bo jak się obrazi to nie ma przebacz.
- Justin, jestem śpiąca - wyszeptała pomiędzy braniem oddechu.
Chłopak złapał ją za rękę i zaprowadził do pokoju obok. Po chwili do ciebie wrócił i podobnie jak dziecko, poprowadził cię do pomieszczenia na przeciwko pokoju Jazzy. Była to najwyraźniej jego sypialnia, bo wyglądała jak pokój normalnego nastolatka.
- Dobranoc - wyszedł z pokoju i zamknął cię na klucz.
Zamiast myśleć o ucieczce, poddałaś się i usiadłaś na łóżku. Z pokoju na przeciwko usłyszałaś hałas. Im bliżej podchodziłaś drzwi, tym bardziej się nasilał. Usiadłaś pod nimi i wsłuchiwałaś się w dźwięk. To był śpiew. Męski głos właśnie teraz wczuwał się w melodię gitary, która mu towarzyszyła.
Coś było w tym głosie. Coś czego nigdy nie słyszałaś. Śpiewał czysto i łagodnie. Gdybyś nie wiedziała kim on jest, pomyślałabyś że w to jakaś światowa gwiazda właśnie ćwiczy swój wokal.
Kiedy muzyka ucichła, usłyszałaś delikatnie zamykane drzwi. Wróciłaś do łóżka i leżałaś. Całą noc.
Kolejnego dnia z samego rana obudził cię dźwięk otwieranych drzwi. To był Justin. Pomachał ci ręką w swoją stronę i znikł. Przetarłaś zaspane oczy i wyszłaś z pokoju. W kuchni na niewielkim stole czekało jedzenie. Przy nim siedziała Jazzy, a Justin jeszcze kroił coś na blacie.
- Cześć księżniczko - powiedziałaś z lekkim uśmiechem na twarzy i oparłaś się o ścianę.
- Siadaj - odparł Justin, spoglądając w twoją stronę.
Na stole były tylko dwa talerze, z czego jeden należał do Jazzy.
- A ty?
- Co ja?
- Nie jesz?
- Już jadłem - powiedział z lekko drżącym głosem.
Wiedziałaś że kłamie, szczególnie zwracając uwagę na małą ilość jedzenia, która była na talerzach. Policzki Justina były zapadnięte, oczy zmęczone, a brzuch który burczał, słyszałaś już z daleka. Nie mogłaś tego zjeść.
- Nie jestem głodna - skrzywiłaś się.
- Oj usiądź! musisz tego spróbować! Kiedy to przygotowywał, cały czas się mnie pytał czy ci będzie smakować - powiedziała Jazzy, jedząc jakby głodowała przez kilka dni.
- Jazzy - krzyknął zawstydzony Justin.
Uśmiechnęłaś się do siebie i usiadłaś przy stole. Chłopak oparł się o blat i was obserwował.
- Jej, Justin - powiedziałaś po pierwszym gryzie - To jest idealne - kontem oka, widziałaś jak się uśmiecha.
Byłaś w szoku, że tak ubogie jedzenie, może być tak smaczne. Zastanawiałaś się tylko, skąd wziął na to pieniądze, ale wiedziałaś że nie powinnaś poruszać tego tematu przy Jazzy.
Kiedy mała skończyła jeść, Justin pomógł jej wstać i się ubrać. Kazał ci poczekać i wyszedł z nią, zamykając cię w domu.
Weszłaś do łazienki. Nie było w niej nic szczególnego, co by się wyróżniało.
Następnie przeszłaś do pokoju Jazzy. Pokój jak pokój. Fioletowe ściany, kilka tanich zabawek i chłopięcych plakatów. W rogu stała gitara. Domyśliłaś się że to ją słyszałaś wczorajszej nocy. Na łóżku Jazzy, leżała korona, zrobiona z kwiatów. Była starannie ozdobiona fioletowymi wyschniętymi różami i wiązana nitką.
Uśmiechnęłaś się do siebie i opuściłaś pokój.
Później zwiedziłaś kolejny pokój który znajdował się na końcu niewielkiego korytarza. Na suficie wisiał napis ''WITAJ W DOMU MAMO" a dookoła porozstawiane były przebite już balony. Łóżko wyglądało na nowe. Na półce obok niego stało zdjęcie. Był na nim Justin, była Jazzy i kobieta. Najwyraźniej ich matka. Opuściłaś pokój w nienaruszonym stanie i wróciłaś do kuchni.
Do domu wszedł Justin.
- musiałem ja odprowadzić do przedszkola. - mówił zasapanym głosem.
- Nie ma sprawy.
Chłopak usiadł na kanapie i oparł głowę o dłoń.
- Skąd miałeś pieniądze na jedzenie? - w końcu postanowiłaś zapytać.
- Spokojnie. Nic nie ukradłem, nie mogłem. - westchnął - pożyczyłem od znajomego.
- Nie powinieneś chodzić z pistoletem. Wiesz że policja może zrobić ci rewizję w każdej chwili.
- Masz na myśli to? - wyjął z kieszeni pistolet i pokazał ci środek w którym nie było naboi - to zabawka.
Przypomniałaś sobie jak jeszcze wczoraj przed tą zabawką drżały ci nogi.
- Justin....Mogę o coś spytać?- zaczęłaś niepewnie.
- Tak? - spojrzał na ciebie.
- Gdzie są twoi rodzice?
- chodzi ci o moją mamę? Tata olał nas kiedy się urodziłem, a mama wyjechała za granicę żeby zarobić pieniądze. Co jakiś czas nam wysyła grosze które zarabia. - zadrwił. - domyślam się że widziałaś pokój, więc tak, miała wrócić. Nie wróciła.
- Przykro mi.
- Wiem.
Podeszłaś do Justina i mocno go przytuliłaś.
Wieczorem Justin zaprowadził cię do pokoju i zgasił światło.
- dobranoc - wyszeptał i opuścił pomieszczenie.
Po chwili znów usłyszałaś męski głos naprzeciwko swojego pokoju.
- Justin jestem głodna.
- Po prostu uśnij....
Wyjrzałaś przez dziurkę od klucza. Na łóżku leżała uśmiechnięta Jazzy a obok niej siedział Justin, który trzymał w ręku gitarę i śpiewał tę samą piosenkę, którą słyszałaś wczoraj.
- "one less lonely girl, one less lonely girl" - nucił do jej ucha, a po chwili założył na jej głowę wianek, który wcześniej widziałaś. - Dobranoc księżniczko - odłożył gitarę na bok i pocałował ją w czoło.
Kolejny ranek wyglądał tak samo. Śniadanie, smakujące jeszcze lepiej niż te poprzedniego dnia. Było go więcej i dało się wyczuć w nim droższe przyprawy. Jazzy miała na sobie nowe ubrania, a Justin miał nową fryzurę.
Po tym jak odprowadził Jazzy do przedszkola, kazał ci zamknąć się w pokoju. Tak też zrobiłaś. Po chwili do domu zadzwonił dzwonek.
- Oddaj mi kase. - słychać było krzyk.
- Oddam ci ją, przysięgam! - głos Justina był wyraźnie zdesperowany.
- Dosyć tych żartów Bieber. Mam dosyć twoich stałych pożyczek. W dupie mam na co to wydajesz, chce je teraz mieć!
- Nie mam ich. Wydałem na jedzenie.
- Łóżko dla matki to też jedzenie?! - kroki nasiliły się w kuchni, a po chwili słyszałaś głośny krzyk w pokoju na końcu korytarza, czyli pokoju ich mamy.
- Nie! Zostaw to! - głos Justina desperacko załamywał się z każdym słowem.
Wyszłaś po cichu z pokoju i przeszłaś do kuchni w której dostrzegłaś sztuczny pistolet Justina. Sięgnęłaś po niego i przemieściłaś sie do pokoju na końcu korytarza.
- Wyjdź - skierowałaś pistolet na wysokiego szatyna, który właśnie rozcinał łóżko matki Justina wielkim nożem. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i kiedy zorientował się co trzymasz w ręku, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie - Głuchy jesteś?! - krzyknęłaś - wyjdź stąd bo strzelę.
- Dobra spokojnie - podniósł ręce do góry i opuścił powoli pokój - Zapłacisz za to Bieber - krzyknął.
Justin podszedł do ciebie i mocno cię przytulił, niemal trzęsąc się z rozpaczy.
- To miało być na jej urodziny. - pociągnął nosem.
- Będzie dobrze - pogłaskałaś go po plecach.
- Skąd masz pistolet? - odsunął się od ciebie i otarł łzy, które jeszcze nie zdążyły wypłynąć.
Otworzyłaś pusty magazynek i się zaśmiałaś.
- To zabawka.
Wieczorem Justin nie zamknął twoich drzwi. Pozwolił ci obserwować jak bardzo kocha swoją siostrę, a ze swojego łóżka miałaś idealny widok.
- Justin, jestem głodna.
- Po prostu uśnij.. - odpowiedział a po chwili zanucił jej znaną ci już piosenkę.
Kiedy już nałożył na jej głowę koronę, Jazzy usnęła, a zadowolony Justin wyszedł z jej pokoju, czekając na twoją reakcję.
- Pięknie śpiewasz - powiedziałaś z pełnym przekonaniem w głosie.
Chłopak się uśmiechnął i wrócił do salonu, gdzie tak jak codziennie spędzał noc.
Kolejnego dnia, popołudnie.
- Jak to? - usłyszałaś z kuchni zmartwiony głos Justina - Jak to się stało? Dobrze, zaraz będę.
Wyszłaś z pokoju i zobaczyłaś chłopaka, który chowa telefon do kieszeni i kręci się nerwowo po pokoju.
- co się stało? - zapytałaś.
- Jazzy straciła przytomność. - przyłożył sobie rękę do twarzy i mocno ją przetarł- Jedź ze mną błagam.
Przytaknęłaś głową i Przeczesałaś ręką włosy. Justin był jeszcze w pokoju Jazzy, ale nie powiedział po co. Po kilku minutach wyszliście pośpiesznie z domu.
Wsiedliście do autobusu i po kilku minutach znaleźliście się w szpitalu. Zdenerwowany Justin podbiegł do pielęgniarki.
- Mała Jazzy. Co z nią?
- Pan jest ojcem?
- Jestem jej bratem.
- Ah tak. - westchnęła - pańska siostra została otruta. Dzieci z przedszkola twierdzą że jakiś wysoki szatyn dał jej coś, co zjadła.
- Cholera - przejechał nerwowo po włosach.
- Justin, to ten facet który u nas był?
- Jestem tego pewny - złapał kilka szybkich oddechów - gdzie ona jest?
- Sala nr. 25, ale proszę jeszcze nie wchodzić.
Razem z Justinem podbiegliście pod salę. Zza szyby było widać Jazzy, która leżała słaba na szpitalnym łożu. Bieber na sam ten widok wybuchł płaczem.
- Miałem jej pilnować.
- To nie twoja wina. - zapewniłaś go
- Widzisz tą bransoletkę? - pokazał na sznurek z jego imieniem na nadgarstku - Ona mi go zrobiła. Powiedziała że gdy zacznie się nam układać w życiu, mam ją oddać komuś kogo kocham - zdjął ze swojej dłoni i zacisnął ją na twojej ręce. - Kocham cię.
Serce ścisnęło ci się z żalu, przytuliłaś go mocno, a on odwzajemnił się tym samym niczym małe dziecko w ramionach matki.
Przerwał wam doktor.
- Pan Bieber?
- Tak to ja.
- Mam dla pana wiadomość.
- Słucham? - złapał nerwowo twoją rękę.
- Pańskiej siostrze została podana silna trucizna na szczury. Jej żołądek tego nie wytrzyma. Przykro mi, ale to ostatnia szansa zobaczenia się z Jazzy. - powiedział i odszedł zakłopotany.
Justin wybuchł mocniejszym płaczem, robiąc się przy tym niemal czerwony.
Chociaż wiedziałaś że nie jest mu łatwo, kazałaś mu się uspokoić i iść do siostry. Poprosił abyś weszła z nim. Zgodziłaś się.
Stanęliście przed łóżkiem Jazzy. Kiedy tylko was dostrzegła szeroko się uśmiechnęła. Justin usiadł obok niej i złapał jej chudą rączkę.
- Braciszku...to nie był cukierek, prawda? - jej twarz posmutniała, a z minuty na minutę robiła się coraz bardziej blada.
- Nie - powiedział spokojnie - to nie był cukierek. - jego oczy wyglądały jak szklanki, a jego skóra po raz pierwszy nabrała jakiś kolorów.
- Gdzie teraz pójdę?
- Pójdziesz do aniołków kochanie. - pogłaskał ją po policzku - dadzą ci tyle jedzenia ile tylko będziesz chciała.
- Czy to będzie boleć..? - spojrzała w jego oczy i lekko je przymrużyła.
Po twarzy Justina zaczęły intensywnie spływać łzy.
- Po prostu uśnij... - przetarł twarz rękawem - "one less lonely girl, one less lonely girl" - śpiewał jej do ucha a kiedy oczy Jazzy usnęły na zawsze, założył na jej głowę wianek, który ze sobą wziął. - Dobranoc księżniczko. - pocałował ją w czoło.
Kilka lat później Justin postanowił że sprawi aby jego siostra dumnie na niego patrzyła i nie minął rok aby wiedział o nim cały świat.
Justin wybierał na koncertach szczęściary z widowni i śpiewał im one less lonely girl, a na ich głowy zakładał kwiatowe korony, aby i one poczuły się jak księżniczki.
Jednak jeden wianek został nieruszony. Ten który należał do Jazzy. Ten który trafił do muzeum. Ten przy którym Justin codziennie się modli. Ten który udowodnił że jest księżniczka, która jest aniołem.
IMAGINE 32
W znienawidzonym przez ciebie kanale plotkarskim kłamiącym o gwiazdach pojawił się twój idol, Justin Bieber. Po raz pierwszy zdecydowałaś się obejrzeć ich program do końca, tylko ze względu na niego. Wiedziałaś że on nie skłamie. Usiadłaś na kanapie i włączyłaś telewizje.
- Dzisiejszym naszym gościem będzie światowa gwiazda. JUSTIN BIEBER! - do studio wszedł Justin, a w tle słychać było oklaski tłumu. Uścisnął rękę prowadzącego i usiadł na fotelu obok.
- cześć kochani - szeroko się uśmiechnął i pomachał ręką.
- Justin, do naszego studio doszło wiele pytań dotyczących ciebie i twojego życia. Wybraliśmy najczęściej zadawane. Jesteś gotowy na to wszystko odpowiedzieć?
- Jasne - oblizał usta i skupił się na słowach.
- Pierwsze pytanie. - złapał za kartkę i czytał z niej słowa - Czy to prawda że bierzesz narkotyki?
- Nie, to nie prawda. Nigdy nie miałem z tym styczności i nie zamierzam. Sama moja matka i ekipa nie pozwoliliby abym aż tak się stoczył.
- Rozumiem - przytaknął - Drugie pytanie. Czy masz dziewczynę?
- Nie, nie mam dziewczyny. - podrapał się nerwowo po karku.
- Trzecie i ostatnie przed reklamami. - znów spojrzał na kartkę. - Czy umówiłbyś się z którąś ze swoich fanek?
Justin głęboko westchnął.
- Raczej nie...wolałbym kogoś kto zna mnie a nie Justina Biebera.
Po tych słowach serce złamało ci sie na kawałki. Wyłączyłaś telewizor, po raz kolejny sprawiając że nie obejrzałaś tego szajsu do końca. Schowałaś się pod koc i cicho łkałaś. Wiedziałaś że nie masz u niego szans, ale teraz masz potwierdzenie że ty jak i 41 milionów twoich sióstr, które kochają go nad życie nigdy nie będą miały okazji poczuć od niego prawdziwej miłości.
KOLEJNEGO DNIA
Był wieczór. Nie zostawiając nikomu żadnej wiadomości wyszłaś z domu. pojechałaś kilka miast dalej, gdzie właśnie odbywał sie koncert Justina. Wszyscy byli już w środku a ty stałaś w deszczu patrząc na wielką arenę. Nie miałaś pieniędzy aby tam być. Ale mimo wszystko dzieliło cię od niego tylko kilka metrów, mimo że go nie widziałaś.
- JUSTIN - wykrzyczałaś na cały głos - JUSTIN KOCHAM CIE - krzyknęłaś jeszcze głośniej, wywołując u siebie silny atak łez - nie moge tak bez ciebie. - klęknęłaś pod areną i zamknęłaś oczy, pozwalając smutkowi opanować całe twoje ciało.
Po jakimś czasie na swoim ramieniu poczułaś dłoń.
- Jeśli chcesz pieniędzy, to nic przy sobie nie mam. - wyszeptałaś, nie podnosząc wzroku z mokrej ziemi.
- Dziewczyno wstań. - odezwał się męski głos, który po chwili pomógł ci wstać.
Spojrzałaś w jego kierunku. Poprzez łzy dostrzegłaś tylko czarnoskórego człowieka który przyglądał ci się ze smutkiem.
- Alfredo? - twoje oczy rozbłysły.
- Tak to ja. - uśmiechnął się. - dlaczego płaczesz?
- Długa historia. - westchnęłaś.
- Może opowiesz mi wszystko? Mamy czas. - złapał cię pod ramię i prowadził stronę parkingu. - Boże, ale jesteś przemoczona. Musisz sie wysuszyć.
Po chwili weszliście do tour busa. Fredo podał ci ręcznik i usiadł obok na kanapie. Opowiedziałaś mu całą historię. To co słyszałaś w wywiadzie. To dlaczego nie ma cię na koncercie. Fredo słuchał cię z uwagą, jakiej jeszcze nikt ci nie poświęcił. Przytuliłaś go mocno i podziękowałaś za wszystko.
- Jesteś głodna? - zajrzał do lodówki - umm..właściwie to mam tylko oreo. Może być?
- Nie jestem - zaśmiałaś się
Po chwili ktoś wszedł do tour busu. Drzwi się zatrzasnęły a w do pomieszczenia w którym byliście wszedł Justin. Zanim zdążyłaś wziąć oddech, Fredo spojrzał na ciebie i głośno się zaśmiał.
- Ja wcale nie wiedziałem że to tour bus Biebera, niee - powiedział sarkastycznie i zagryzł ciastko.
- Fredo. Znów podrywasz dziewczyny na mój bus? - poklepał go po plecach i spojrzał na ciebie - ale ta jest całkiem niezła - szepnął mu po cichu, ale udało ci się to usłyszeć.
- Tak się składa że to jest dziewczyna która bardzo chciała cię poznać. Przygarnąłem ją bo wyglądała jak mokry mopsik - zaśmiał się - To ja już was zostawie - podniósł brwi ku górze - trzymaj się - przytulił cię i wyszedł.
- Ugh, sory za niego - zaśmiał się i zamknął drzwi na zamek. - podobało ci się na koncercie?
Zamrugałaś kilka razy oczami, aby się upewnić że to nie sen i wzięłaś ciężki oddech.
- Nie było mnie. Przepraszam.
Justin spojrzał z troską w twoje smutne oczy i usiadł obok ciebie.
- Ej, nic nie szkodzi. Mogę ci pośpiewać, chcesz? - zaśmiał się.
- Tak - uśmiechnęłaś się patrząc w jego brązowe oczy.
Wstał z kanapy i zaśpiewał w skrócie all around the world. Później take you. Wszystko robił zgodnie, jak na koncercie. Tańczył ci skrócone choreografie, co wywoływało na twojej twarzy śmiech.
- A teraz czas wybrać szczęściare z widowni. - rozejrzał się i podszedł do ciebie - Czy chcesz zostać one less lonely girl?
- tak,błagam. - wstałaś i usiadłaś na kuchennym krześle które postawił.
- One less lonely girl...one less lonely girl.. - objął cię ramieniem i nucił ci prosto do ucha piosenkę, która wywoływała u ciebie strumień kolejnych łez. Zamknęłaś oczy i wczuwałaś się w każdą melodię z jego głosu - Cholera! Przerwał nagle, sprawiając że podskoczyłaś - Nie mam wianka
- Justin
- Czekaj - znikł gdzieś w innym pokoju a po chwili wrócił z ogromnym kwiatem w doniczce, który ledwo niósł. Postawił go obok ciebie - Nie trzymaj go bo sie zabijesz - zaśmiał się i znów wrócił do śpiewania - złapałaś za liść kwiatu i mimo że nieustannie się uśmiechałaś, to tak naprawdę wewnętrznie płakałaś jak dziecko. Tym razem ze szczęścia.
Piosenka dobiegła końca. Głos Justina umilkł. Wstałaś z krzesła i przytuliłaś go z całej siły, rozpłakując się na jego ramieniu. W ręku został ci liść kwiata. Schowałaś go do kieszeni.
- Dziękuje - wyszeptałaś.
- Ja dziękuje za wsparcie. - wtulił się w ciebie i lekko pocałował twoje czoło.
Odsunęłaś się i lekko się uśmiechnęłaś. Nie chciałaś tego robić, ale nie miałaś wyboru. Ruszyłaś w stronę drzwi i kiedy już miałaś zamiar wyjść, usłyszałaś za sobą głos.
- Dokąd idziesz?
- Muszę wracać do domu. Nie chcę ci już przeszkadzać, pewnie jesteś zmęczony. No wiesz, dwa koncerty w jeden dzień. - zaśmiałaś się.
- Mogę dać jeszcze jeden jeśli nie pójdziesz. - podszedł bliżej.
- Ale...
- Co ja sie będę. Do środka młoda panno! - złapał cię za nadgarstek i przyciągnął do siebie - nie puszcze cię w nocy samej.
- Dobra tato, spokojnie - usiadłaś na kanapie. Byłaś tak cholernie szczęśliwa, że nawet nie potrafiłaś tego okazać.
- Jesteś zmęczona? Może głodna? - spojrzał na ciebie
- Jestem troche zmęczona.
- Chodź, prześpisz się u mnie. - wstałaś i ruszyłaś za nim. Justin pościelił ci łóżko w sypialni i pomógł ci się położyć. Kiedy już miał zamiar odchodzić, zatrzymałaś go.
- A ty?
- Co ja? - spojrzał na ciebie.
- Gdzie ty będziesz spał?
- Prześpie się na kanapie. Nie musisz się mną martwić.- Wyszedł i zamknął drzwi.
Minęło tylko pare sekund abyś już zaczęła tęsknić. Dostrzegłaś teraz detale. Ściany były fioletowe, na plakatach był Justin, kołdra pachniała całkiem jak on, słodko. Na tym łóżku leżał Justin w filmie Never Say Never. Pościel była w spidermana a piżama która obok ciebie, w supermena. Wstałaś i wyszłaś z pokoju, wchodząc do Justina.
- Supermenie, zapomniałeś piżamy - zaśmiałaś się i rzuciłaś mu ubranie.
- O dziękuje. Troche było mi zimno. Myślałem że już śpisz - wstał i ukazał swoją gołą klate, na którą po chwili nałożył koszulkę.
- Nie moge. Nie moge spać.
Przewróciłaś oczami, nie wierząc że to robisz, ale warto było spróbować.
- Justin... - chłopak spojrzał na ciebie - mogę z tobą spać? boję się sama.
Bieber lekko się zdziwił, ale po chwili odchylił kołdrę i pozwolił ci się pod nią położyć.
- Dziękuje.
Justin cię przykrył kołdrą i objął ramieniem. Pierwszy raz poczułaś się tak bardzo bezpieczna. Usnęłaś. Chłopak był w całkowitym szoku. Jego fanka, która wydawała się na początku nieco szalona, okazała się najprawdziwszą belieber jaką kiedykolwiek widział. Nie liczyły się dla ciebie zdjęcia, czy autograf aby pochwalić się innym. Ty byłaś tutaj, z nim. Oczami i sercem.
Justin nigdy nie doznał takiego uczucia. Czuł to jak bardzo go kochasz. Nie kazałaś mu zachowywać się jak gwiazda, pokazałaś mu że kochasz go za to jakim jest.
KOLEJNEGO DNIA
wstałaś z samego rana i pobiegłaś do sklepu. Za niewielkie pieniądze które miały ci służyć jako podróż powrotna, kupiłaś troche jedzenia. Wróciłaś do przyczepy i przygotowałaś ulubione danie Justina. Obudził się w samą porę kiedy już wszystko było gotowe.
- Skąd wiesz co lubie? - zapytał zaspanym głosem, wciąż nie otwierając oczu.
- Bo wiem co lubi Justin Bieber.
- Ah tak... - szepnął z lekkim rozczarowaniem.
- Ej. - podniosłaś głos - wiem co lubi Justin Bieber bo to ty nim jesteś. Kocham Justina Biebera, bo to TY. - podkreśliłaś.
Chłopak przejechał nerowo językiem po swoich ustach i opuścił głowę w dół, nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy już otworzył usta, do busu wszedł jego ochroniarz.
- Kenny? Co sie dzieje? - zdziwił sie Justin
- Szukają cię. To znaczy policja cię szuka - spojrzał na ciebie.
- Policja? - powtórzyłaś.
- Ktoś zgłosił zaginięcie.
- Mama. - westchnęłaś i wstałaś. Po chwili weszła policja i cię zabrała - Kocham cię Justin - krzyknęłaś i wsiadłaś w radiowóz.
Minęło kilka dni. Nie mogłaś zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Opowiedziałaś o wszystkim mamie, jednak wiedziałaś że nie za bardzo ci wierzy. Pisałaś do Justina na twitterze, ale nie dostałaś żadnej odpowiedzi. Jak zwykle.
Pewnego poranka siedząc w internecie natknęłaś się na nowy filmik Justina na którym gra w piłkę. Pobiegłaś do mamy i jej to pokazałaś, cicho wzdychając.
- Czego on nie umie - powiedziałaś z dumą w oczach.
- Nie umie cię znaleść.
- Mamo - zadrwiłaś - on mnie nawet nie szuka. - przewróciłaś oczami - jestem taka sama jak milion innych belieber. Po co ma szukać czegoś, skoro to samo ma pod ręką?
- Believe córeczko.
- Mamo...przestań cytować Justina.
- Never say never.
- dość. - wyszłaś z kuchni i zamknęłaś się w pokoju.
Kolejnego dnia do sieci trafił nowy filmik. Justin. Justin siedział w swoim tour busie i płakał. Na sam widok kroiło ci się serce. Kiedy się przyjrzałaś, rozpoznałaś każdy kont w którym jeszcze kilka tygodni temu byłaś. W koncie przy kanapie stał kwiat, który był twoim wiankiem. Był zwiędły. Jego gałęzie były suche i opadały ku ziemi. Sięgnęłaś do kieszeni w starych spodniach i dostrzegłaś liść, który udało ci się przypadkowo wyrwać. Otworzyłaś naszyjnik z sercem który miałaś na szyi i go do niego schowałaś.
Z następnymi tygodniami było coraz gorzej. Justin odwoływał koncerty, lub je skrócał o połowę. Nie udzielał wywiadów i chował twarz przed kamerami. Nikt nie widział jego uśmiechu.
"Nie potrafie tak dłużej" - napisał na swoim twitterze, a po tym tweecie na żadnej stronie już się nie udzielał.
Po kilku tygodniach przerwy którą sobie sam zrobił nadszedł czas na koncert. Nie biegał po scenie jak kiedyś, nie było widać u niego energii, którą zawsze dzielił się ze swoją publicznością. Nie śpiewał kilku piosenek.
Kiedy show dobiegało końca, padło głośne pytanie ze strony beliebers.
- Justin, dlaczego nie wybierasz one less lonely girl?
Chłopak rozejrzał się po tłumie i złapał się za kark.
- Bo już ją znalazłem. - powiedział cicho, a po chwili przyłożył mikrofon do ust - znalazłem już swoją one less lonely girl.
Publiczność umilkła.
- Zakochałem sie. - przymrużył oczy. - A nasza miłość jest jak kwiat. Wysycha kiedy nie ma swojej drugiej części.- Przetarł oczy jakby ocierał właśnie tone łez - Już rozumiem. Beliebers kochają Justina Biebera, bo ja nim jestem. Przepraszam - Odłożył mikrofon na scene i ją opuścił.
Cały koncert obserwowałaś z tour busu Justina do którego znów zaprowadził cię fredo. Po jakimś czasie usłyszałaś powolne kroki w twoją stronę i mocny trzask drzwiami. Próg drzwi minął Justin który zamiast cię zauważyć, szedł z opuszczoną głową i usiadł na drugim końcu kanapy. Nie widział cię, ale tak było ci łatwiej. Przysunęłaś się bliżej i objęłaś go ramionami na co drgnął. Spojrzał na ciebie a po chwili wtulił się w ciebie niczym małe dziecko. Odchylił kosmyk twoich włosów i wyszeptał:
- Czy zostaniesz moją one less lonely girl?
- Dzisiejszym naszym gościem będzie światowa gwiazda. JUSTIN BIEBER! - do studio wszedł Justin, a w tle słychać było oklaski tłumu. Uścisnął rękę prowadzącego i usiadł na fotelu obok.
- cześć kochani - szeroko się uśmiechnął i pomachał ręką.
- Justin, do naszego studio doszło wiele pytań dotyczących ciebie i twojego życia. Wybraliśmy najczęściej zadawane. Jesteś gotowy na to wszystko odpowiedzieć?
- Jasne - oblizał usta i skupił się na słowach.
- Pierwsze pytanie. - złapał za kartkę i czytał z niej słowa - Czy to prawda że bierzesz narkotyki?
- Nie, to nie prawda. Nigdy nie miałem z tym styczności i nie zamierzam. Sama moja matka i ekipa nie pozwoliliby abym aż tak się stoczył.
- Rozumiem - przytaknął - Drugie pytanie. Czy masz dziewczynę?
- Nie, nie mam dziewczyny. - podrapał się nerwowo po karku.
- Trzecie i ostatnie przed reklamami. - znów spojrzał na kartkę. - Czy umówiłbyś się z którąś ze swoich fanek?
Justin głęboko westchnął.
- Raczej nie...wolałbym kogoś kto zna mnie a nie Justina Biebera.
Po tych słowach serce złamało ci sie na kawałki. Wyłączyłaś telewizor, po raz kolejny sprawiając że nie obejrzałaś tego szajsu do końca. Schowałaś się pod koc i cicho łkałaś. Wiedziałaś że nie masz u niego szans, ale teraz masz potwierdzenie że ty jak i 41 milionów twoich sióstr, które kochają go nad życie nigdy nie będą miały okazji poczuć od niego prawdziwej miłości.
KOLEJNEGO DNIA
Był wieczór. Nie zostawiając nikomu żadnej wiadomości wyszłaś z domu. pojechałaś kilka miast dalej, gdzie właśnie odbywał sie koncert Justina. Wszyscy byli już w środku a ty stałaś w deszczu patrząc na wielką arenę. Nie miałaś pieniędzy aby tam być. Ale mimo wszystko dzieliło cię od niego tylko kilka metrów, mimo że go nie widziałaś.
- JUSTIN - wykrzyczałaś na cały głos - JUSTIN KOCHAM CIE - krzyknęłaś jeszcze głośniej, wywołując u siebie silny atak łez - nie moge tak bez ciebie. - klęknęłaś pod areną i zamknęłaś oczy, pozwalając smutkowi opanować całe twoje ciało.
Po jakimś czasie na swoim ramieniu poczułaś dłoń.
- Jeśli chcesz pieniędzy, to nic przy sobie nie mam. - wyszeptałaś, nie podnosząc wzroku z mokrej ziemi.
- Dziewczyno wstań. - odezwał się męski głos, który po chwili pomógł ci wstać.
Spojrzałaś w jego kierunku. Poprzez łzy dostrzegłaś tylko czarnoskórego człowieka który przyglądał ci się ze smutkiem.
- Alfredo? - twoje oczy rozbłysły.
- Tak to ja. - uśmiechnął się. - dlaczego płaczesz?
- Długa historia. - westchnęłaś.
- Może opowiesz mi wszystko? Mamy czas. - złapał cię pod ramię i prowadził stronę parkingu. - Boże, ale jesteś przemoczona. Musisz sie wysuszyć.
Po chwili weszliście do tour busa. Fredo podał ci ręcznik i usiadł obok na kanapie. Opowiedziałaś mu całą historię. To co słyszałaś w wywiadzie. To dlaczego nie ma cię na koncercie. Fredo słuchał cię z uwagą, jakiej jeszcze nikt ci nie poświęcił. Przytuliłaś go mocno i podziękowałaś za wszystko.
- Jesteś głodna? - zajrzał do lodówki - umm..właściwie to mam tylko oreo. Może być?
- Nie jestem - zaśmiałaś się
Po chwili ktoś wszedł do tour busu. Drzwi się zatrzasnęły a w do pomieszczenia w którym byliście wszedł Justin. Zanim zdążyłaś wziąć oddech, Fredo spojrzał na ciebie i głośno się zaśmiał.
- Ja wcale nie wiedziałem że to tour bus Biebera, niee - powiedział sarkastycznie i zagryzł ciastko.
- Fredo. Znów podrywasz dziewczyny na mój bus? - poklepał go po plecach i spojrzał na ciebie - ale ta jest całkiem niezła - szepnął mu po cichu, ale udało ci się to usłyszeć.
- Tak się składa że to jest dziewczyna która bardzo chciała cię poznać. Przygarnąłem ją bo wyglądała jak mokry mopsik - zaśmiał się - To ja już was zostawie - podniósł brwi ku górze - trzymaj się - przytulił cię i wyszedł.
- Ugh, sory za niego - zaśmiał się i zamknął drzwi na zamek. - podobało ci się na koncercie?
Zamrugałaś kilka razy oczami, aby się upewnić że to nie sen i wzięłaś ciężki oddech.
- Nie było mnie. Przepraszam.
Justin spojrzał z troską w twoje smutne oczy i usiadł obok ciebie.
- Ej, nic nie szkodzi. Mogę ci pośpiewać, chcesz? - zaśmiał się.
- Tak - uśmiechnęłaś się patrząc w jego brązowe oczy.
Wstał z kanapy i zaśpiewał w skrócie all around the world. Później take you. Wszystko robił zgodnie, jak na koncercie. Tańczył ci skrócone choreografie, co wywoływało na twojej twarzy śmiech.
- A teraz czas wybrać szczęściare z widowni. - rozejrzał się i podszedł do ciebie - Czy chcesz zostać one less lonely girl?
- tak,błagam. - wstałaś i usiadłaś na kuchennym krześle które postawił.
- One less lonely girl...one less lonely girl.. - objął cię ramieniem i nucił ci prosto do ucha piosenkę, która wywoływała u ciebie strumień kolejnych łez. Zamknęłaś oczy i wczuwałaś się w każdą melodię z jego głosu - Cholera! Przerwał nagle, sprawiając że podskoczyłaś - Nie mam wianka
- Justin
- Czekaj - znikł gdzieś w innym pokoju a po chwili wrócił z ogromnym kwiatem w doniczce, który ledwo niósł. Postawił go obok ciebie - Nie trzymaj go bo sie zabijesz - zaśmiał się i znów wrócił do śpiewania - złapałaś za liść kwiatu i mimo że nieustannie się uśmiechałaś, to tak naprawdę wewnętrznie płakałaś jak dziecko. Tym razem ze szczęścia.
Piosenka dobiegła końca. Głos Justina umilkł. Wstałaś z krzesła i przytuliłaś go z całej siły, rozpłakując się na jego ramieniu. W ręku został ci liść kwiata. Schowałaś go do kieszeni.
- Dziękuje - wyszeptałaś.
- Ja dziękuje za wsparcie. - wtulił się w ciebie i lekko pocałował twoje czoło.
Odsunęłaś się i lekko się uśmiechnęłaś. Nie chciałaś tego robić, ale nie miałaś wyboru. Ruszyłaś w stronę drzwi i kiedy już miałaś zamiar wyjść, usłyszałaś za sobą głos.
- Dokąd idziesz?
- Muszę wracać do domu. Nie chcę ci już przeszkadzać, pewnie jesteś zmęczony. No wiesz, dwa koncerty w jeden dzień. - zaśmiałaś się.
- Mogę dać jeszcze jeden jeśli nie pójdziesz. - podszedł bliżej.
- Ale...
- Co ja sie będę. Do środka młoda panno! - złapał cię za nadgarstek i przyciągnął do siebie - nie puszcze cię w nocy samej.
- Dobra tato, spokojnie - usiadłaś na kanapie. Byłaś tak cholernie szczęśliwa, że nawet nie potrafiłaś tego okazać.
- Jesteś zmęczona? Może głodna? - spojrzał na ciebie
- Jestem troche zmęczona.
- Chodź, prześpisz się u mnie. - wstałaś i ruszyłaś za nim. Justin pościelił ci łóżko w sypialni i pomógł ci się położyć. Kiedy już miał zamiar odchodzić, zatrzymałaś go.
- A ty?
- Co ja? - spojrzał na ciebie.
- Gdzie ty będziesz spał?
- Prześpie się na kanapie. Nie musisz się mną martwić.- Wyszedł i zamknął drzwi.
Minęło tylko pare sekund abyś już zaczęła tęsknić. Dostrzegłaś teraz detale. Ściany były fioletowe, na plakatach był Justin, kołdra pachniała całkiem jak on, słodko. Na tym łóżku leżał Justin w filmie Never Say Never. Pościel była w spidermana a piżama która obok ciebie, w supermena. Wstałaś i wyszłaś z pokoju, wchodząc do Justina.
- Supermenie, zapomniałeś piżamy - zaśmiałaś się i rzuciłaś mu ubranie.
- O dziękuje. Troche było mi zimno. Myślałem że już śpisz - wstał i ukazał swoją gołą klate, na którą po chwili nałożył koszulkę.
- Nie moge. Nie moge spać.
Przewróciłaś oczami, nie wierząc że to robisz, ale warto było spróbować.
- Justin... - chłopak spojrzał na ciebie - mogę z tobą spać? boję się sama.
Bieber lekko się zdziwił, ale po chwili odchylił kołdrę i pozwolił ci się pod nią położyć.
- Dziękuje.
Justin cię przykrył kołdrą i objął ramieniem. Pierwszy raz poczułaś się tak bardzo bezpieczna. Usnęłaś. Chłopak był w całkowitym szoku. Jego fanka, która wydawała się na początku nieco szalona, okazała się najprawdziwszą belieber jaką kiedykolwiek widział. Nie liczyły się dla ciebie zdjęcia, czy autograf aby pochwalić się innym. Ty byłaś tutaj, z nim. Oczami i sercem.
Justin nigdy nie doznał takiego uczucia. Czuł to jak bardzo go kochasz. Nie kazałaś mu zachowywać się jak gwiazda, pokazałaś mu że kochasz go za to jakim jest.
KOLEJNEGO DNIA
wstałaś z samego rana i pobiegłaś do sklepu. Za niewielkie pieniądze które miały ci służyć jako podróż powrotna, kupiłaś troche jedzenia. Wróciłaś do przyczepy i przygotowałaś ulubione danie Justina. Obudził się w samą porę kiedy już wszystko było gotowe.
- Skąd wiesz co lubie? - zapytał zaspanym głosem, wciąż nie otwierając oczu.
- Bo wiem co lubi Justin Bieber.
- Ah tak... - szepnął z lekkim rozczarowaniem.
- Ej. - podniosłaś głos - wiem co lubi Justin Bieber bo to ty nim jesteś. Kocham Justina Biebera, bo to TY. - podkreśliłaś.
Chłopak przejechał nerowo językiem po swoich ustach i opuścił głowę w dół, nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy już otworzył usta, do busu wszedł jego ochroniarz.
- Kenny? Co sie dzieje? - zdziwił sie Justin
- Szukają cię. To znaczy policja cię szuka - spojrzał na ciebie.
- Policja? - powtórzyłaś.
- Ktoś zgłosił zaginięcie.
- Mama. - westchnęłaś i wstałaś. Po chwili weszła policja i cię zabrała - Kocham cię Justin - krzyknęłaś i wsiadłaś w radiowóz.
Minęło kilka dni. Nie mogłaś zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Opowiedziałaś o wszystkim mamie, jednak wiedziałaś że nie za bardzo ci wierzy. Pisałaś do Justina na twitterze, ale nie dostałaś żadnej odpowiedzi. Jak zwykle.
Pewnego poranka siedząc w internecie natknęłaś się na nowy filmik Justina na którym gra w piłkę. Pobiegłaś do mamy i jej to pokazałaś, cicho wzdychając.
- Czego on nie umie - powiedziałaś z dumą w oczach.
- Nie umie cię znaleść.
- Mamo - zadrwiłaś - on mnie nawet nie szuka. - przewróciłaś oczami - jestem taka sama jak milion innych belieber. Po co ma szukać czegoś, skoro to samo ma pod ręką?
- Believe córeczko.
- Mamo...przestań cytować Justina.
- Never say never.
- dość. - wyszłaś z kuchni i zamknęłaś się w pokoju.
Kolejnego dnia do sieci trafił nowy filmik. Justin. Justin siedział w swoim tour busie i płakał. Na sam widok kroiło ci się serce. Kiedy się przyjrzałaś, rozpoznałaś każdy kont w którym jeszcze kilka tygodni temu byłaś. W koncie przy kanapie stał kwiat, który był twoim wiankiem. Był zwiędły. Jego gałęzie były suche i opadały ku ziemi. Sięgnęłaś do kieszeni w starych spodniach i dostrzegłaś liść, który udało ci się przypadkowo wyrwać. Otworzyłaś naszyjnik z sercem który miałaś na szyi i go do niego schowałaś.
Z następnymi tygodniami było coraz gorzej. Justin odwoływał koncerty, lub je skrócał o połowę. Nie udzielał wywiadów i chował twarz przed kamerami. Nikt nie widział jego uśmiechu.
"Nie potrafie tak dłużej" - napisał na swoim twitterze, a po tym tweecie na żadnej stronie już się nie udzielał.
Po kilku tygodniach przerwy którą sobie sam zrobił nadszedł czas na koncert. Nie biegał po scenie jak kiedyś, nie było widać u niego energii, którą zawsze dzielił się ze swoją publicznością. Nie śpiewał kilku piosenek.
Kiedy show dobiegało końca, padło głośne pytanie ze strony beliebers.
- Justin, dlaczego nie wybierasz one less lonely girl?
Chłopak rozejrzał się po tłumie i złapał się za kark.
- Bo już ją znalazłem. - powiedział cicho, a po chwili przyłożył mikrofon do ust - znalazłem już swoją one less lonely girl.
Publiczność umilkła.
- Zakochałem sie. - przymrużył oczy. - A nasza miłość jest jak kwiat. Wysycha kiedy nie ma swojej drugiej części.- Przetarł oczy jakby ocierał właśnie tone łez - Już rozumiem. Beliebers kochają Justina Biebera, bo ja nim jestem. Przepraszam - Odłożył mikrofon na scene i ją opuścił.
Cały koncert obserwowałaś z tour busu Justina do którego znów zaprowadził cię fredo. Po jakimś czasie usłyszałaś powolne kroki w twoją stronę i mocny trzask drzwiami. Próg drzwi minął Justin który zamiast cię zauważyć, szedł z opuszczoną głową i usiadł na drugim końcu kanapy. Nie widział cię, ale tak było ci łatwiej. Przysunęłaś się bliżej i objęłaś go ramionami na co drgnął. Spojrzał na ciebie a po chwili wtulił się w ciebie niczym małe dziecko. Odchylił kosmyk twoich włosów i wyszeptał:
- Czy zostaniesz moją one less lonely girl?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)