Pierwszy dzień w szkole był niezwykle trudny. Nowe środowisko, nowe twarze, wyższy poziom nauki. Wszystko wydawało się tylko koszmarem, a ty miałaś wrażenie że jesteś jedyną osobą która nie widzi w swoim życiu żadnych zalet.
Zaraz po wejściu do nowych murów, szybko się zraziłaś. Chude, piękne dziewczyny, które po cichu śmiały się z twojej przeciętnej sylwetki i ON.
Wpadłaś na niego.
Chłopak mocno tobą potrząsnął i zaczął głośno przeklinać. Każde słowo z jego ust brzmiało jakby wymyślał dla ciebie odpowiednią obelgę. A po chwili pobiegł dalej i znikł.
Był wysoki i chudy. Jego twarz była lekko rozciągnięta, i mocno zarysowana. Włosy postawione były na żelu, a oczy wyglądały jak czekolada. Z czasem dowiedziałaś się że ma na imię Justin. Od nikogo nie czułaś takiej nienawiści jak od niego.
Po wszystkich przeżyciach szkolnych, wróciłaś do domu i zamknęłaś się w pokoju. Rodzice nawet nie zwrócili uwagi że płaczesz. Po raz pierwszy spojrzałaś na żyletkę, a już po chwili trzymałaś ją w dłoniach. Przyłożyłaś ją mocno do nadgarstka i zamknęłaś oczy.
- Za to że nie mam najlepszego przyjaciela - wyszeptałaś i zrobiłaś pierwszą kreskę - Za to że nie jestem chuda. - druga kreska - Za to że jestem słaba - trzecia. - za to że nikt mi nie ufa -czwarta - za to że nigdy nie spełnie swoich marzeń - piąta - za to że wszyscy mnie nienawidzą - szósta - za to że nikt mnie nie kocha. - ostania i najgłębsza.
*Kilka miesięcy później*
To był kolejny nudny dzień.
Śniadanie było takie same jak zawsze, rodzice ignorowali cię jak co dzień, a pogoda znów zawodziła.
Kiedy już zjadłaś posiłek, złapałaś za plecak który leżał obok drzwi i wyszłaś z domu. Wsiadłaś na rower i podjechałaś pod szkołę. Lekcje się jeszcze nie zaczęły więc uczniowie biegali przed budynkiem, lub po prostu gadali w dużych grupkach. Stanęłaś przy murze i oparłaś się o niego głową. Znów miałaś wrażenie że wszyscy na ciebie patrzą, więc głęboko westchnęłaś i zamknęłaś oczy. Kiedy dzwonek zadzwonił, zerwałaś się szybko i wyszłaś zza roku wpadając na kogoś.
- Przepraszam - zaczęłaś zbierać jego książki z ziemi, kiedy nagle chłopak przykucnął i złapał je pierwszy, spoglądając w twoje oczy.
- Znowu ty - westchnął i spojrzał w dół, zauważając przy tym siedem blizn na twoim nadgarstku. Znów wrócił do twoich oczu i głęboko w nie popatrzył - Przepraszam to moja wina - powiedział zupełnie innym tonem głosu niż zwykle, po czym wstał i wystawił dłoń w twoim kierunku - jestem Justin.
Od tamtej pory częściej ze sobą rozmawialiście i chociaż on wiedział o tobie więcej niż powinien, ty nie wiedziałaś o nim praktycznie nic. Znał twoje sekrety, często mu się wyżalałaś, jednak ani ty ani on ani słowem nie wspomnieliście o twoich bliznach.
Pewnego wieczoru do ciebie zadzwonił i powiadomił cię o siedmiodniowej szkolnej wycieczce.Rodzice zgodzili się żebyś jechała, więc już kolejnego dnia czekałaś z torbą w umówionym miejscu, jednak nikogo jeszcze nie było.
- Hej - przyszedł zadowolony Justin, zacierając dłonie.
- Gdzie wszyscy? - spytałaś niepewnie.
- Zapomniałem dodać że to jest taka osobna wycieczka, we dwoje - zaśmiał się i wziął twoją ciężką torbę na swoje ramię.
- Żartujesz? Rodzice mnie zabiją
- Nie dowiedzą się.
- A jeśli mama zadzwoni do szkoły?
- Mam znajomości z nauczycielami, nie wygadają się - puścił ci oczko - chodź już bo ktoś na nas czeka - złapał cię pod ramię i ruszyliście do samochodu, który stał kilka ulic dalej. Justin zajął miejsce kierowcy a ty usiadłaś obok.
- Gotowa? - uśmiechnął się.
- Gotowa. - odpowiedziałaś i zapięłaś pasy.
Justin odpalił gaz i ruszył szybkim tempem ku nieznanej ci drogi. Co chwile zmieniał stacje radiowe, próbując trafić w twój gust, ale mu się nie udało, więc zrezygnowany sam zaczął śpiewać.
To było dość dziwne, bo to była twoja ulubiona piosenka.
Po chwili śpiewaliście już razem w niebo głosy, śmiejąc się bez przerwy na pustej drodze.
Po kilku godzinach zatrzymaliście się przed niewielkim jednorodzinnym domkiem. Justin wyszedł z samochodu i wyjął z bagażnika twoją walizkę, po czym otworzył ci drzwi żebyś mogła wyjść z samochodu.
- Dziękuje - lekko się zarumieniłaś i wysiadłaś.
Chłopak pokierował cię wzrokiem i po chwili razem weszliście do domku. Był piękny. Wystrojony był kolorowymi światełkami, a meble zrobione były w twoim ulubionym stylu. Przy fotelach w kącie, stał ciepły kominek, a za nimi wisiała wielka firana.
Spojrzałaś na dumnego chłopaka, a on przytaknął głową.
Podeszłaś do firany i ją odsłoniłaś. Za nią malował się piękny krajobraz. Wielkie jezioro, i ogromny księżyc, który oświetlał teraz całą waszą 'plażę'. Kolorowe Światełka powoli zaczęły się zapalać, a na sam ich widok z twoich oczu pociekły łzy.
- Justin....dziękuje - mocno go przytuliłaś.
- To nie wszystko - uśmiechnął się szeroko, a po chwili zagwizdał.
Pod twoje nogi podbiegł pies twojej ulubionej rasy i polizał cię po zimnym udzie.
- Patrz,polubił cię- zaśmiał się i pogłaskał go za uchem - masz przyjaciela - spojrzał znacząco w twoje oczy.
Kolejnego ranka obudziłaś się w niewielkim pokoju. Pachniało tam kwiatami i świeżością. Po chwili do twoich drzwi zapukał Justin. Rzucił ci ubrania i wyszeptał że ma niespodziankę.
Ubrałaś się i weszłaś do salonu. Jednak chłopaka tam nie było. Rozglądałaś się po domu, aż ocknął cię głośny trąb samochodu. Wyszłaś na zewnątrz i dostrzegłaś Justina, który czeka już w samochodzie. Wsiadałaś, i znów ruszyliście po kolejne przygody.
Zatrzymaliście się na nieznajomej drodze i wysiedliście zdezorientowani. Bieber złapał cię za rękę i przebiegł z tobą kilka ulic, aby po jakimś czasie znaleźć się w wesołym miasteczku.
- Justin - zaśmiałaś się
- Shh - przyłożył palec do ust - chcesz wejść?
- chcę.
- Ja też, ale wiesz co? nie wziąłem portfela.
- Co? Jak to? To wracamy. - zawróciłaś, ale chłopak pociągnął cię za rękę.
- Po prostu rób to co ja - schylił się wciąż nie puszczając twojej drżącej ręki i przemknął się pod budką biletową.
Kiedy weszliście już na teren, z ulgą wypuściłaś powietrze.
- Wiesz co...- pogrzebał w kieszeniach a po chwili wyciągnął pełny portfel - kłamałem.
- Justin! - uderzyłaś go w ramię.
- No co..musiałem cię trochę zdemoralizować, jesteś zbyt grzeczna - zaśmiał się - Nie gniewaj się, chodź.
Twoja złość minęła w kilka chwil, nie potrafiłaś się na niego gniewać.
Weszliście do pomieszczenia które wybrał Justin, nie wiedziałaś gdzie jesteście bo zakrył ci dłońmi oczy.
Kiedy je zdjął, staliście w sali luster, a chłopak ustawił cię przed pomniejszającym.
- Widzisz to? - złapał cię w talii - Spójrz jaka jesteś chuda.
Popatrzyłaś chwilę w lustro i lekko się uśmiechnęłaś. Tutaj nie myślałaś o swojej sylwetce. Zapomniałaś że to lustro kłamie, i w rzeczywistości wyglądasz inaczej. Zapomniałaś o wszystkim.
Wieczorem podczas kąpieli zauważyłaś że na nadgarstku nie ma dwóch blizn.
Kolejnego ranka obudził cię krzyk Justina. Zerwałaś się z łóżka i pobiegłaś za jego głosem. Znalazłaś go jak zwykle przy samochodzie, jednak na jego nodze leżało samochodowe koło a sam podtrzymywał cięzki samochód na barkach.
- Wymieniałeś koło? - założyłaś rękę na rękę i się zaśmiałaś.
- Może - zmarszczył z bólu brwi.
- Może ci pomóc?
- Możesz pomóc skarbie - powiedział niemal błagalnym głosem,
Podeszłąś do niego, zdjęłaś z jego ud koło i pomogłaś mu trzymać samochód. Chłopak spojrzał na ciebie z dumą i dalej przejął już władzę.
- Cholera, silna jesteś - puścił ci oczko.
Wieczorem usiedliście przy ognisku które zrobiliście na plaży i jedliście pianki. Justina mina wskazywała że jego humor nie był najlepszy.
- Co się dzieje? - odłożyłaś jedzenie i spojrzałaś w jego oczy.
- Wiem o tobie wszystko, a ty o mnie nic. - westchnął - Pewnie myślisz że ci nie ufam,
- Nie, wcale tak nie myślę.
- Ale pewnie chciałabyś wiedzieć o mnie więcej.
- Chciałabym.
- Nie wiem od czego zacząć.
- Najlepiej od początku - odpowiedziałaś szybko i usiadłaś wygodniej, będąc ciekawa co chłopak ma ci do powiedzenia.
- Hmm, a więc pierwsze nasze spotkanie....
- Dużo przeklinasz - zaśmialiście się.
- Już cię za to przepraszałem. Myślę że mogę ci powiedzieć dlaczego tak zareagowałem.
- Słucham.
- Moja matka....Moja matka ma problem. Jest alkoholiczką. Codziennie muszę jej pilnować, a czasami nawet wybiegać z lekcji.
- Dlaczego teraz cię przy niej nie ma?
- Pamiętasz dzień w którym wpadliśmy na siebie po raz drugi?
- Pamiętam.
- Tego ranka odeszła.
- Przykro mi...
- Postanowiłem że pomogę teraz komuś innemu, i spotkałem ciebie....
Wstałaś i mocno go przytuliłaś.
Następny ranek. Obudziłaś się w ramionach Justina na poszarpanym łóżku. Ostatni wieczór był jednym z najlepszych wieczorów jakie przeżyłaś. Chłopak był delikatny i czuły. Teraz Jeszcze słodko spał, więc przykryłaś go kocem i pojechałaś do lekarza.
Weszłaś do gabinetu i zajęłaś miejsce.
- O co chodzi? - zapytał.
- Moje nadgarstki.
- Znowu się okaleczasz?
- Nie...One..
- Co?
- Pamięta pan kiedy pan powiedział że te blizny są zbyt głębokie żeby mogły zniknąć?
- Dokładnie.
Wystawiłaś nadgarstek w stronę doktora i pokazałaś tylko trzy blizny które zostały. Mężczyzna przejechał po nich palcami a po chwili spojrzał w twoje oczy.
- To...niemożliwe....
- O co chodzi?
Lekarz wstał i podszedł do gabloty z lekami, patrząc na ściany.
- Masz kogoś z kim spędzasz czas?
- Mam...ale nie rozumiem..
- To bardzo rzadki przypadek kiedy ludzie działają jak lekarstwo. - przerwał ci - osoba z którą spędzasz czas, robi wszystko aby to znikało.
W tej chwili wszystko nabrało sensu.
"Za to że nie mam przyjaciela" - dostałaś psa, blizna zniknęła
"Za to że jestem gruba" - Justin zabrał cię do miejsca gdzie byłaś chuda i pokazał że jesteś idealna dla niego, blizna zniknęła.
"Za to że jestem słaba" Justin prosił o pomoc w samochodzie, chociaż sam sobie dawał radę i powiedział że jesteś silna, blizna znikneła.
" Za to że nikt mi nie ufa" - poznałaś sekret Justina, blizna zniknęła.
- Jak to możliwe? - zapytałaś.
- To terapia silna emocjonalnie jak i fizycznie. Pracuje tylko twoje serce i skóra. Za każdym razem kiedy w siebie uwierzysz lub zrobisz to co chciałaś, zapominasz o ciężkich chwilach, więc twoje serce też o nich zapomina, sprawiając że blizny znikają. Pomóc mogą tylko osoby które dużo w życiu przeszły.
Wyszłaś z gabinetu będąc w ciężkim szoku. To było jak magia.
Wróciłaś do domku, Justin już na ciebie czekał. Stał w salonie bez koszulki i rozczochranymi włosami. Kiedy cię zobaczył mocno cię przytulił.
- Martwiłem się - wyszeptał.
Wtuliłaś się w jego ramiona i złożyłaś pocałunek na policzku.
- Dziękuje.
Twoje marznia spełnił jeden chłopak. Ten dom, jezioro, spokój, pies, poczucie wyjątkowej.
Tego samego dnia wróciliście do szkoły, bo Bieber powiedział że jeden z nauczycieli oznajmił że nie może już was kryć. Po wejściu przez nudne drzwi dostrzegłaś wszystkich uczniów, którzy zaczęli klaskać na twój widok. Otworzyłaś szeroko oczy i szepnęłaś justinowi w ucho:
- O co im chodzi?
- Kochają cię - złapał cię za rękę z której zniknęła kolejna blizna i ruszyliście do klas.
Wieczorem, kiedy byłaś już w swoim domu, zadzwoniłaś do Justina.
- Cześć - uśmiechnęłaś się do słuchawki.
- Cześć skarbie - powiedział zaspanym głosem.
- Chciałam ci tylko coś powiedzieć.
- Tak?
- Kocham cię.
- Też cię kocham.
- Dobranoc - zarumieniłaś się i usnęłaś.
Rano pobiegłaś do łazienki, ostatnia blizna nie znikła. Czyli to co mówił było kłamstwem....Nie kocha cię.....
Wykorzystał cię? Uprawialiście seks, ale bez uczucia? Co on sobie myślał? Cholera...Jest taki jak inny. Zrobiłaś na swoim nadgarstku kolejną kreskę, która była głębsza od pozostałych, za to że takie cholerne dupki jak on jeszcze żyją i że on musiał być tym kolejnym który cię zranił.
Napisałaś do niego sms o tym że jest beznadziejny i jak bardzo cię skrzywdził. Nie odpisał.
"No tak, boi się prawdy" - pomyślałaś.
Znów pojechałaś do lekarza, aby się mu wypłakać. Był jedyną osobą która potrafiła ci pomóc w trudnych momentach.
Tym razem doktor siedział na korytarzu pod swoim gabinetem.
- Proszę pana. Wszystko było kłamstwem! Nic dla niego nie znacze, wykorzystał mnie.
- Nie możliwe kochanie, to jest tak magia. To jest powiązane z uczuciami i nie mógł pomóc przypadkowej osobie, do której nic nie czuł.
- Ale ona nie znikła - pokazałaś starą bliznę.
- Wiesz to czasami jest tak że nie działa....Widocznie kochał cię bardziej niż głębokość tej rany. Wiesz że "magia" nie działa w przypadku miłości.
- Oh....A dlaczego pan tu siedzi?
- Mamy pacjenta w ciężkim stanie.Czekam na niego. - westchnął - oj przepraszam, jedzie.
W tej chwili minął cię szpitalny wózek na którym leżał chłopak. To był Justin.
- BOŻE! - krzyknęłaś, rzucając się na jego szyję.
Lekarze odciągali cię siłą. Wybuchnęłaś silnym płaczem, i patrzyłaś jak śpieszą się z nim na salę operacyjną. Siedziałaś zapłakana czekając na to co się stanie. Po godzinie, wyszedł doktor.
- I jak? - wstałaś i zapytałaś z nadzieją w zapłakanym głosie.
Doktor odsłonił twój nadgarstek, na którym właśnie znikała nowa rana.
- Odszedł.