Jest wieczór. Siedzisz samotnie w parku na oparciu ławki i z podniesioną głową obserwujesz chmury, które gną w stronę pełnego księżyca, który oświetlał twoją młodą twarz. Wiatr rozwiewał twoje długie włosy, a ziemne powietrze ocierało się o twoje gołe ramiona. Poczułaś mocny ucisk w biodrach. Wiedziałaś kto to.
- Cześć skarbie - ucałował twój czerwony policzek.
- Justin, wystraszyłeś mnie.
- Przepraszam - usiadł obok ciebie - wiesz że nie chciałem
- Wiem - przetarłaś nerwowo ręce
- Co się stało?
- Wiesz jakie są moje oczy.... - wskazałaś na wielki bilbord przed wami - nie widze co tam pisze.
- Skarbie - westchnął Justin i przed tobą klęknął - szkoda że nie widzisz - położył rękę na twoim kolanie - mam dla ciebie prezent - wyjął z kieszeni bluzy czarne pudełko.
- Justin....chyba nie chcesz....
- otwórz - przerwał ci
- Wiesz że mój tata nie zgodzi się na ślub.
- Kochanie - przyłożył swoją ciepłą dłoń do twojego zimnego policzka. - otwórz.
Wzięłaś pudełko do rąk i je otworzyłaś.
- Justin - zaśmiałaś się - wiesz że nienawidzę okularów
Chłopak wziął je do ręki i nałożył na twój nos.
- A ja nienawidzę kiedy człowiek okłamuje sam siebie. Kiedy nie może zaakceptować tego kim naprawdę jest - odgarnął kosmyk włosów który opadał ci na twarz - skarbie, jesteś piękna.
Na twojej twarzy pojawił się uśmiech. Justin musnął czule twoje usta.
- Teraz widzisz bilbord?
Oderwałaś wzrok od jego czekoladowych oczu, które dopiero teraz idealnie widziałaś i skierowałaś go przed siebie. Zakryłaś dłonią usta. Na wielkim plakacie wisiało twoje zdjęcie. Twoje i Justina, a pod nim napis "Na zawsze". Objęłaś go ramionami i nawet nie kontrolowałaś łez które intensywnie spływały po twoich policzkach. To była najbardziej magiczna chwila w twoim życiu.
- Zawsze będę sobą, obiecuje - przycisnęłaś do twarzy okulary które przed chwilą otrzymałaś.
KILKA LAT PÓŹNIEJ znów siedzisz w parku. Na tej samej ławce. Znów jest wieczór. Znów obserwujesz pełny księżyc, który rozjaśnia twoją pomarszczoną twarz. Skierowałaś swoje oczy w chmury. Nie poruszały się. Cały świat jakby się zatrzymał. Twój telefon nagle zawibrował. Wyjęłaś go z kieszeni bluzy, która należała do Justina i spojrzałaś na tapete. Były na niej dwie stare twarze, wgapiające się w swoje oczy. Byli zakochani. Byli tobą i Justinem. Uśmiechnęłaś się i nacisnęłaś zieloną słuchawkę.
- Tak?
- Babciu? gdzie jesteś?
- Jesteś z dziadkiem Justinem w parku, kochanie.
- Babciu, ale przecież dziadek już nie żyje....
- On zawsze z nami jest - spojrzałaś na jasno świecącą gwiazdę na ciemnym niebie.
- Wracaj do domu. Martwimy sie.
Rozłączyłaś się i spojrzałaś przed siebie. Na bilbord. Nadal na nim byliście. Wasza miłośc była właśnie jak ten wielki słup na którym wisiał wasz plakat. Niezniszczalna. Na zawsze.
- Zawsze będę sobą, obiecuje - znów przycisnęłaś palcem okulary do twarzy, które dostałaś kilka lat temu od swojego ukochanego.
Nie minęło kilka dni, a już byliście razem. Znów razem. Na górze. Na zawsze.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
niedziela, 28 kwietnia 2013
Imagine 14
"Konczę z muzyką. Już nikt NIGDY nie usłyszy mojego głosu." - Napisał pewnego dnia Bieber na swoim koncie na twitterze.
Pod tym pojawiło się mnóstwo pytań. Dlaczego chłopak, który spełnił swoje marzenia, który jest przykładem dla milionów ludzi, nie chce się odzywać?
Już tydzień później pojawił się w wywiadzie, aby wszystko wytłumaczyć.
- To prawda że nigdy się nie odezwiesz?
Bieber przytaknął.
- Nawet jeśli wepchnę Ci gitarę w ręke, nie zaśpiewasz ani słowa?
Znów przytaknął.
Mijały dni, miesiące. Justin siedział w ciszy. Kiedy ucichł, razem z nim zniknął uśmiech z twojej twarzy i tak jak jego głos, miał już nigdy nie powrócić.
Pewnego dnia pojechałaś do Kanady. Weszłaś do znajomej knajpki, która pojawiła się w filmie NEVER SAY NEVER i podeszłaś do lady. Rozejrzałaś się wokół. Nikogo nie było. Nikogo prócz samotnego nastolatka, który wpatruje się w rozciągający się obraz za oknem. Podeszłaś bliżej i usiadłaś naprzeciwko.
- Myślałeś że Cię nie rozpoznam?
Chłopak zdjął kaptur i swoje przeciwsłoneczne okulary, patrząc w twoje oczy. Wiedziałaś że chce spytać skąd wiedziałaś że to on.
- Wiem, bo jestem Belieber.
Byłaś już jedną z nielicznych, które dotrzymały swojej obietnicy i zostały na zawsze. Bieber mocno cię przytulił.
- Przyjmuje przeprosiny - wyszeptałaś my do ucha, a na swoim ramieniu poczułaś mokre łzy.
Kiedy miałaś zamiar wstać, chłopak złapał cię za nadgarstek, a w dłoń włożył kartkę.
"Jutro, tutaj, godzina 12:00"
Uśmiechnęłaś się i wyszłaś.
Kolejnego dnia byłaś punktualnie. Wchodząc do małego baru, od razu dostrzegłaś przy stoliku Justina który szeroko uśmiechał się w twoją stronę. Był ubrany jak w 2009 roku. Czapka z daszkiem, fioletowa bluza, czarne spodnie i fioletowe supry. Na sam ten widok poczułaś w sercu mocny ucisk wspomnień z tamtych niesamowitych czasów i mokry płyn który spływał ci właśnie po policzkach.
Justin poznał twoje imię, twoją historię. Dowiedział się dlaczego jesteś belieber i dlaczego będziesz nią na zawsze. Wymieniliście się numerami i wieczorem pisaliście sms.
Minęło kilka miesięcy. Rozumieliście się bez słów. Przyzwyczaiłaś się do ciszy i sama zaczęłaś z niej korzystać.
Zaręczyny, wspólne mieszkanie. Żyliście już jako małżeństwo. Słów używałaś tylko w momencie kiedy wołałaś go na obiad. Krzyczałaś "Drew" ponieważ Justin nie lubił swojego imienia, które kojarzyło mu się z karierą.
Macie około 50 lat. Jest wieczór. Leżycie w łóżku i trzymacie się za ręce. Justin spojrzał w twoje zmęczone starością oczy i ucałował pomarszczony policzek.
- Kocham cię - wyszeptał wciąż tak samo zmysłowym głosem, jak za nastoletnich lat.
Uśmiechnęłaś się i usnęłaś w jego ramionach.
Rano spojrzałaś na swojego męża. Wydawałoby się że śpi, ale po tym że nigdy się nie odzywał, potrafiłaś rozpoznać wszystko co chce ci powiedzieć.
- Dobranoc skarbie - przejchałaś ręką po jego martwym sercu.
Obok niego leżał list, który otworzyłaś.
"Przepraszam za każde słowo którego nie powiedziałem, ale ostatnich jestem pewnien - Kocham Cię.
Chciałem zobaczyć kto będzie na zawsze. I choć moje oczy są zamknięte, widze że na zawsze jesteś TY".
Pod tym pojawiło się mnóstwo pytań. Dlaczego chłopak, który spełnił swoje marzenia, który jest przykładem dla milionów ludzi, nie chce się odzywać?
Już tydzień później pojawił się w wywiadzie, aby wszystko wytłumaczyć.
- To prawda że nigdy się nie odezwiesz?
Bieber przytaknął.
- Nawet jeśli wepchnę Ci gitarę w ręke, nie zaśpiewasz ani słowa?
Znów przytaknął.
Mijały dni, miesiące. Justin siedział w ciszy. Kiedy ucichł, razem z nim zniknął uśmiech z twojej twarzy i tak jak jego głos, miał już nigdy nie powrócić.
Pewnego dnia pojechałaś do Kanady. Weszłaś do znajomej knajpki, która pojawiła się w filmie NEVER SAY NEVER i podeszłaś do lady. Rozejrzałaś się wokół. Nikogo nie było. Nikogo prócz samotnego nastolatka, który wpatruje się w rozciągający się obraz za oknem. Podeszłaś bliżej i usiadłaś naprzeciwko.
- Myślałeś że Cię nie rozpoznam?
Chłopak zdjął kaptur i swoje przeciwsłoneczne okulary, patrząc w twoje oczy. Wiedziałaś że chce spytać skąd wiedziałaś że to on.
- Wiem, bo jestem Belieber.
Byłaś już jedną z nielicznych, które dotrzymały swojej obietnicy i zostały na zawsze. Bieber mocno cię przytulił.
- Przyjmuje przeprosiny - wyszeptałaś my do ucha, a na swoim ramieniu poczułaś mokre łzy.
Kiedy miałaś zamiar wstać, chłopak złapał cię za nadgarstek, a w dłoń włożył kartkę.
"Jutro, tutaj, godzina 12:00"
Uśmiechnęłaś się i wyszłaś.
Kolejnego dnia byłaś punktualnie. Wchodząc do małego baru, od razu dostrzegłaś przy stoliku Justina który szeroko uśmiechał się w twoją stronę. Był ubrany jak w 2009 roku. Czapka z daszkiem, fioletowa bluza, czarne spodnie i fioletowe supry. Na sam ten widok poczułaś w sercu mocny ucisk wspomnień z tamtych niesamowitych czasów i mokry płyn który spływał ci właśnie po policzkach.
Justin poznał twoje imię, twoją historię. Dowiedział się dlaczego jesteś belieber i dlaczego będziesz nią na zawsze. Wymieniliście się numerami i wieczorem pisaliście sms.
Minęło kilka miesięcy. Rozumieliście się bez słów. Przyzwyczaiłaś się do ciszy i sama zaczęłaś z niej korzystać.
Zaręczyny, wspólne mieszkanie. Żyliście już jako małżeństwo. Słów używałaś tylko w momencie kiedy wołałaś go na obiad. Krzyczałaś "Drew" ponieważ Justin nie lubił swojego imienia, które kojarzyło mu się z karierą.
Macie około 50 lat. Jest wieczór. Leżycie w łóżku i trzymacie się za ręce. Justin spojrzał w twoje zmęczone starością oczy i ucałował pomarszczony policzek.
- Kocham cię - wyszeptał wciąż tak samo zmysłowym głosem, jak za nastoletnich lat.
Uśmiechnęłaś się i usnęłaś w jego ramionach.
Rano spojrzałaś na swojego męża. Wydawałoby się że śpi, ale po tym że nigdy się nie odzywał, potrafiłaś rozpoznać wszystko co chce ci powiedzieć.
- Dobranoc skarbie - przejchałaś ręką po jego martwym sercu.
Obok niego leżał list, który otworzyłaś.
"Przepraszam za każde słowo którego nie powiedziałem, ale ostatnich jestem pewnien - Kocham Cię.
Chciałem zobaczyć kto będzie na zawsze. I choć moje oczy są zamknięte, widze że na zawsze jesteś TY".
piątek, 26 kwietnia 2013
IMAGINE 13
Spacerujesz po parku. Myślisz o swojej przyszłości, która z dnia na dzień jest coraz bardziej zamglona. Twój telefon nagle zawibrował. Wystarczyło że spojrzałaś na numer a już się uśmiechnęłaś.
- Gdzie jesteś? - po drugiej stronie słuchawki usłyszałaś zmartwiony głos Justina.
- W parku.
- Już idę. - rozłączył się.
Nawet nie musiał pytać gdzie jesteś. Wiedział że siedzisz pod waszym ulubionym drzewem, na którym kilka lat temu wyryliście swoje inicjały. Minęło może z 10 minut, a za swoimi plecami już usłyszałaś anielski śpiew.
- Everythings gonna be alright.....
Uśmiechnęłaś się i spojrzałaś na Justina który stoi za tobą z bukietem róż. Podszedł bliżej i lekko musnął twoje usta, a przez ten czas wzięłaś z jego rąk kwiaty.
- Zrobiłaś test? - przybliżył swoje czoło do twojego i złapał cię za rękę.
- Nie....Boje się.
- Jestem przy tobie - znów cię pocałował - Hej nie martw się, poradzimy sobie.
- Justin....Mam 16 lat. Jak wyobrażasz sobie mnie....nas z dzieckiem?
- Jak sobie wyobrażam? Wyobrażam sobie, jak za kilka miesięcy będziemy chodzić po tym parku z wózkiem i bawić się z naszym dzieckiem. A za kilka lat z większą ilością naszej współpracy.-pocałował cię w czoło.
Uśmiechnęłaś się. On był niesamowity. Miał niesamowity wpływ na twój nastrój. Justin złapał twoją rękę i wsiedliście do jego auta. Po chwili byliście już w jego domu i staliście pod drzwiami łazienki.
- Jesteś pewna że chcesz iść sama?
- Tak - puściłaś jego ręke i weszłaś do toalety. Wyjęłaś z małej torebki test ciążowy. Postąpiłaś według instrukcji. Pozostało już tylko czekanie. 15 minut które trwało jak wieczność. Justin ciągle stał pod drzwiami.
- Mogę wejść? - zapukał.
Nie odpowiedziałaś. Justin wszedł i objął cię ramionami. Płakałaś. Chłopak spojrzał na test.
- Skarbie, będziemy rodzicami. Dlaczego płaczesz? - udawał szczęśliwego, chociaż było mu równie ciężko jak tobie.
Wybuchłaś jeszcze większym płaczem. Justin złapał cię za plecy, a drugą ręką pod nogi i zaniósł cię niczym panne młodą do sypialni. Odkryłaś twarz, którą cały czas zasłaniałaś i dostrzegłaś wyścielone pod wami płatki róż.
- Justin - szeroko się uśmiechnęłaś.
Chłopak postawił cię na ziemi i przed tobą klęknął.
- To jak cię kocham....nie potrafię wyrazić słowami.
Zakryłaś rękoma usta, Justin szybko je zdjął.
- Przestań, się chować, chce widzieć ten uśmiech. - zaśmiał się i złapał twoją dłoń - Kochanie....Wyjdziesz za mnie? - wyjął zza pleców gigantyczny brylantowy pierścionek.
- Justin....- zaczęłaś znowu płakać - mój tata.....
- Przecież twój tata jest w więzieniu.
- Mimo wszystko....znienawidzi mnie...
Pękło ci serce że to powiedziałaś. Justin wstał i podszedł do szafki. Wyjął z niej kilka listów i podał je w twoje ręce. Kiedy je otworzyłaś momentalnie rzuciłaś się na swojego chłopaka. Chłopak prosił twojego ojca o zgodę już dawno temu, a ten się zgodził. Znów nie mogłaś powstrzymać łez. Justin założył diamentowy pierścionek na twój palec i przycisnął cię do siebie za biodra. Pogrążyliście się w pocałunku.
- Od zawsze na zawsze - wyszeptał w twoje ucho.
Niecałe 9 miesięcy później, urodziła się wam dziewczynka. Nazwaliście ją połączeniem swoich imion. Codziennie chodziliście z nią po parku, jak obiecał Justin. Mijały lata. Przybyło wam dwójkę dzieci. Jerry i Lolly. Justin był przy każdym porodzie. Trzymał cię za ręke i pozwalał ściskać ci ją do woli. W każdą rocznicę zaręczyn w waszej sypalni leżały płatki róż. Kochaliście się ponad wszystko.
To już 50 rocznica waszego ślubu. Idziesz do pokoju z uśmiechem, jak co rok. Na łóżku leży twój kochany.
- Justin? - uśmiechasz się i kładziesz się obok niego.
- Tak skarbie?
- To już czas?
- Chyba tak.
- A gdzie to czujesz?
- W sercu kochanie - spojrzał w twoje oczy.
- Więc to prawda. - uśmiechnęliście się do siebie i złapaliście za rękę.
- Od zawsze na zawsze - wyszeptał
Przytaknęłaś głową. Zamknęliście oczy. Zamknęliście je na wieczność. Usnęliście razem. Zakochani. Wciąż młodzi. W duchu.
czwartek, 25 kwietnia 2013
IMAGINE 12
To miał być twój najlepszy dzień w życiu. Dostałaś się na najlepszy uniwersytet w mieście. Wychodząc ze swojego auta, spojrzałaś na plan lekcji i wzięłaś łyka coca coli, którą miałaś w ręku. Idąc przed siebie dostrzegłaś wysokiego chłopaka, który po chwili się odwrócił i wylał na ciebie twój napój.
- Cholera! - krzyknęłaś, wycierając swój mokry dekolt.
- Dlaczego się denerwujesz? Tak ci lepiej - łobuzersko się uśmiechnął.
Przewróciłaś oczami i ominęłaś go, lekko udejrzając ramieniem o jego mięsień.
- Gdzieś ci się spieszy? Lekcji jeszcze nie ma. - Krzyknął.
W tej chwili się zatrzymałaś i do niego wróciłaś.
- Przeproś mnie. - powiedziałaś stanowczo.
- Co?
- Przeproś mnie. - krzyknęłaś głośniej
- Dlaczego miałbym to robić? Serio. Tak jest lepiej. Powinnaś mi dziękować - przysunął się do ciebie.
- Znam wiele takich jak ty. Odkupisz mi tą cole i Będziesz mnie przepraszał do końca życia.
- Czy to groźba? - zaśmiał się.
- Przeproś mnie albo zacznę krzyczeć. Teraz ci grożę.
- Krzycz, a zacznę krzyczeć razem z tobą. To obietnica.
W tej chwili otworzyłaś szeroko usta i wydAałaś z siebie głośny pisk. Wszystkie spojrzenia skierowały się na ciebie. Chłopak wydawał się nie ruszony, a po chwili zaczął krzyczeć głośniej od ciebie.
- Myślałem że umiesz lepiej - zaśmiał się
Znów mając zamiar go wyminąć poczułaś mocny uścisk ręki na swoim ramieniu.
- Jestem Justin.
*Kolejny dzień*
Podjechałaś pod szkołę i wysiadłaś z auta. Trzasnęłaś drzwiami i ruszyłaś w stronę budynku.
- Przepraszam - przed twoimi oczami pojawił się Justin z puszką coca coli.
Lekko się uśmiechnęłaś i wzięłaś od niego prezent.
Okazało się że macie razem pare lekcji. Na każdej siedzieliście razem.
*Dzeń 3*
Pod twoim domem pojawił się nieznajomy samochód. Kiedy zeszłaś na dół kierując się do swojego auta, z czarnego volvo wysiadł Justin.
- Od teraz ja cię zawożę. - uśmiechnął się.
Wsiedliście do samochodu i już po chwili byliście pod szkołą. Justin złapał cię za nadgarstek i zaprowadził w miejsce gdzie dwa dni temu się poznaliście.
- Przzepraszam - wyjął zza siebie puszkę coli.
Znów siedzieliście razem. Na lekcjach. Na przerwach. Na stołówce.
*Dzień 4*
Bieber wręczył ci kolejną puszkę coli. W tym miejscu co zawsze. O tym samym czasie.
Opowiedział ci o swojej miłości do muzyki. Już wiedziałaś dlaczego tak głośno krzyczy.
- Zaśpiewaj dla mnie
- Nie, nie robiłem tego od śmierci rodziców.
- Proszę.
- Zaśpiewam, ale nie teraz.
- Obiecujesz?
- Oboecuję.
*Dzień 5*
Cola. Znów kolejna cola. Już miałaś ich dosyć. Twój brzuch źle na nie reagował. Zamiast iść do szkoły Justin zakrył ci oczy opaską i prowadził do nieznanego ci miejsca. Kiedy zdjął opaskę, twojemu obrazowi pokazał się niesamowity las który ścielił się u twoich stóp. Staliście na wzgórzu.
- Tutaj możesz krzyczeć do woli. - uśmiechnął się i złapał twoją rękę.
*Dzień 6*
Kolejna puszka znanego ci już dobrze picia. Mimo że zawsze wyglądał na szczęśliwego, nigdy nie uśmiechał się tak szczerze jak wtedy kiedy wręczał ci colę. Nie potrafiłas mu odmówić. Justin złapał cię za rękę i ruszyliście w kierunku szkoły. Nie uczyłas się. Wieczorami wychodziłaś z Bieberem na dwór. Leżeliście na trawie i patrzyliście w gwiazdy.
- Co byś zmieniła w swoim życiu?
- Chyba nic - spojrzałaś na niego. A Ty?
- Ja bym zmienił twoje nazwisko. - uśmiechnął się.
*Noc*
Obudził cię telefon. Szybko za niego złapałaś i nacisnęłaś zieloną słuchawkę.
- Kocham cię - usłyszałaś słodki głos, który rozpoznałabyś wszędzie.
Na twojej twarzy wymalował się uśmiech.
- Ja ciebie też.
*Dzień 7*
Obudziłaś się i wyjrzałaś przez okno. Justina samochodu nie było widać. Przetarłaś oczy i szybko się ubrałaś. Zeszłaś na dół po schoodach i dostrzegłaś rodziców ktrórzy oglądają telewizję.
Podeszłaś bliżej i dostrzegłaś nowe wiadomości.
*- Nastoletni Justin B. od lat lat walczył z rakiem. Wczoraj niestety przegrał walkę. Uczęszczał do najlepszego iniwersetytu w mieście. Przed śmiercią prosił o puszczenie tego nagrania. *
W tej chwili w telewizji ukazała ci się twarz Justina który z przekrwionymi oczami patrzy w kamerę. Mimo trudności jakie sprawiało mu uśmiechnięcie się, zrobił to. W ręku trzymał gitarę.
- Obiecałem komuś że zaśpiewam. - powiedział - Dziś to zrobię. - poruszył ręką o struny i wydał ze swoich ust dźwięk który rozprowadził się po całym twoim ciele. Nie wiedziałas kiedy po twoich policzkach spłonęły łzy. Mimo że serce właśnie pękło ci na kawałki, obejrzałaś do końca. Kiedy przestał grać, to tak jakbyś przestała też oddychać.
- To nie prawda. - wybiegłaś z domu i wsiadłaś do samochodu. Podjeachałaś pod szkołę i stanęłaś w miejscu w którym poznałaś swojego anioła. Na ziemi leżała puszka coli i kartka. Ze łzami w oczach ją podniosłaś.
"Miałem cię przepraszać aż do śmierci. Chyba mi się udało. Kocham Cię - Justin"
- Cholera! - krzyknęłaś, wycierając swój mokry dekolt.
- Dlaczego się denerwujesz? Tak ci lepiej - łobuzersko się uśmiechnął.
Przewróciłaś oczami i ominęłaś go, lekko udejrzając ramieniem o jego mięsień.
- Gdzieś ci się spieszy? Lekcji jeszcze nie ma. - Krzyknął.
W tej chwili się zatrzymałaś i do niego wróciłaś.
- Przeproś mnie. - powiedziałaś stanowczo.
- Co?
- Przeproś mnie. - krzyknęłaś głośniej
- Dlaczego miałbym to robić? Serio. Tak jest lepiej. Powinnaś mi dziękować - przysunął się do ciebie.
- Znam wiele takich jak ty. Odkupisz mi tą cole i Będziesz mnie przepraszał do końca życia.
- Czy to groźba? - zaśmiał się.
- Przeproś mnie albo zacznę krzyczeć. Teraz ci grożę.
- Krzycz, a zacznę krzyczeć razem z tobą. To obietnica.
W tej chwili otworzyłaś szeroko usta i wydAałaś z siebie głośny pisk. Wszystkie spojrzenia skierowały się na ciebie. Chłopak wydawał się nie ruszony, a po chwili zaczął krzyczeć głośniej od ciebie.
- Myślałem że umiesz lepiej - zaśmiał się
Znów mając zamiar go wyminąć poczułaś mocny uścisk ręki na swoim ramieniu.
- Jestem Justin.
*Kolejny dzień*
Podjechałaś pod szkołę i wysiadłaś z auta. Trzasnęłaś drzwiami i ruszyłaś w stronę budynku.
- Przepraszam - przed twoimi oczami pojawił się Justin z puszką coca coli.
Lekko się uśmiechnęłaś i wzięłaś od niego prezent.
Okazało się że macie razem pare lekcji. Na każdej siedzieliście razem.
*Dzeń 3*
Pod twoim domem pojawił się nieznajomy samochód. Kiedy zeszłaś na dół kierując się do swojego auta, z czarnego volvo wysiadł Justin.
- Od teraz ja cię zawożę. - uśmiechnął się.
Wsiedliście do samochodu i już po chwili byliście pod szkołą. Justin złapał cię za nadgarstek i zaprowadził w miejsce gdzie dwa dni temu się poznaliście.
- Przzepraszam - wyjął zza siebie puszkę coli.
Znów siedzieliście razem. Na lekcjach. Na przerwach. Na stołówce.
*Dzień 4*
Bieber wręczył ci kolejną puszkę coli. W tym miejscu co zawsze. O tym samym czasie.
Opowiedział ci o swojej miłości do muzyki. Już wiedziałaś dlaczego tak głośno krzyczy.
- Zaśpiewaj dla mnie
- Nie, nie robiłem tego od śmierci rodziców.
- Proszę.
- Zaśpiewam, ale nie teraz.
- Obiecujesz?
- Oboecuję.
*Dzień 5*
Cola. Znów kolejna cola. Już miałaś ich dosyć. Twój brzuch źle na nie reagował. Zamiast iść do szkoły Justin zakrył ci oczy opaską i prowadził do nieznanego ci miejsca. Kiedy zdjął opaskę, twojemu obrazowi pokazał się niesamowity las który ścielił się u twoich stóp. Staliście na wzgórzu.
- Tutaj możesz krzyczeć do woli. - uśmiechnął się i złapał twoją rękę.
*Dzień 6*
Kolejna puszka znanego ci już dobrze picia. Mimo że zawsze wyglądał na szczęśliwego, nigdy nie uśmiechał się tak szczerze jak wtedy kiedy wręczał ci colę. Nie potrafiłas mu odmówić. Justin złapał cię za rękę i ruszyliście w kierunku szkoły. Nie uczyłas się. Wieczorami wychodziłaś z Bieberem na dwór. Leżeliście na trawie i patrzyliście w gwiazdy.
- Co byś zmieniła w swoim życiu?
- Chyba nic - spojrzałaś na niego. A Ty?
- Ja bym zmienił twoje nazwisko. - uśmiechnął się.
*Noc*
Obudził cię telefon. Szybko za niego złapałaś i nacisnęłaś zieloną słuchawkę.
- Kocham cię - usłyszałaś słodki głos, który rozpoznałabyś wszędzie.
Na twojej twarzy wymalował się uśmiech.
- Ja ciebie też.
*Dzień 7*
Obudziłaś się i wyjrzałaś przez okno. Justina samochodu nie było widać. Przetarłaś oczy i szybko się ubrałaś. Zeszłaś na dół po schoodach i dostrzegłaś rodziców ktrórzy oglądają telewizję.
Podeszłaś bliżej i dostrzegłaś nowe wiadomości.
*- Nastoletni Justin B. od lat lat walczył z rakiem. Wczoraj niestety przegrał walkę. Uczęszczał do najlepszego iniwersetytu w mieście. Przed śmiercią prosił o puszczenie tego nagrania. *
W tej chwili w telewizji ukazała ci się twarz Justina który z przekrwionymi oczami patrzy w kamerę. Mimo trudności jakie sprawiało mu uśmiechnięcie się, zrobił to. W ręku trzymał gitarę.
- Obiecałem komuś że zaśpiewam. - powiedział - Dziś to zrobię. - poruszył ręką o struny i wydał ze swoich ust dźwięk który rozprowadził się po całym twoim ciele. Nie wiedziałas kiedy po twoich policzkach spłonęły łzy. Mimo że serce właśnie pękło ci na kawałki, obejrzałaś do końca. Kiedy przestał grać, to tak jakbyś przestała też oddychać.
- To nie prawda. - wybiegłaś z domu i wsiadłaś do samochodu. Podjeachałaś pod szkołę i stanęłaś w miejscu w którym poznałaś swojego anioła. Na ziemi leżała puszka coli i kartka. Ze łzami w oczach ją podniosłaś.
"Miałem cię przepraszać aż do śmierci. Chyba mi się udało. Kocham Cię - Justin"
wtorek, 23 kwietnia 2013
IMAGINE 11
Justin Bieber przyjechał tydzień wcześniej do Polski, aby zagrać już drugi koncert.
PIERWSZEGO DNIA
Wybrałaś się na spacer do pobliskiego parku. Założyłaś słuchawki na uszy i włączyłaś "AS LONG AS YOU LOVE ME". Przemykając przez kolejne alejki, podeszłaś do jeziora i przy nim stanęłaś. Momenalnie się uśmiechnęłaś, bo przypomniało ci się kiedy będąc małym dzieckiem spędzałaś tutaj mnóstwo czasu z rodzicami. Schyliłaś się i zamoczyłaś rękę w zimnej wodzie. Z jej wnętrza popłynęło kilka bąbelek i po raz ostatni mocno się poruszyła. Dostrzegłaś kolorową koszule która opada na dno. Zdjęłaś bluzę i wskoczyłaś w wodę. Złapałaś nieprzypomnego człowieka pod ramię i wypłynęłaś z nim na brzeg. Rozpięłaś jego koszulę i zrobiłaś kilka pchnięć rękoma w klatkę piersiową, po czym przyłożyłaś swoje usta do jego ust. Otworzyłaś oczy, którymi dopiero coś widziałaś i zrozumiałaś że właśnie całujesz nieprzytomnego Justina Biebera. Odsunęłaś głowę, byłaś w takim szoku że zamiast ratować mu życie, kucałaś obok niego i przyglądałaś się jego idealnej twarzy. Jego idealnej klacie, którą dopiero teraz dostrzegłaś. Jego zamkniętym oczom, które zmotywowały cię do ponownej rakcji. Znów przycisnęłaś ręce do jego serca i nacisnęłaś na nie kilka razy. Odchyliłaś jego usta i wpuściłaś do nich powietrze. Zrobiłaś tak jeszcze kilka razy, aż w końcu usłyszałaś głośny kaszel. Chłopak usiósł się na łokciach i popatrzył w twoje oczy.
- Co się stało? Kim jesteś? - zmarszczył brwi
- Miałeś wypadek..
- Wypadek?
- Tak.
- Czyli że mnie uratowałaś?
- Tak trochę - uśmiechnęłaś się niepewnie.
Chłopak spojrzał w lewo a potem w prawo. Wyglądał na kompletnie zdezorientowanego.
- Co się dzieje Justin?
- Justin? - spojrzał na ciebie ze zdziwieniem. - Kim jest Justin?
Chłopak najwyraźniej stracił pamięć. Nie miałaś pojęcia co teraz zrobić. Kiedy weźmiesz go do szpitala, stracisz go. A to była twoja jedyna szansa. Ale co jeśli to coś poważnego? Pomogłaś mu wstać i nałożyłaś na niego bluzę. Zaprowadziłaś do domu. Zadzwoniłaś po wujka, który kiedyś był lekarzem. Przyjechał od razu po telefonie. Po tym jak go zbadał, zaciągnął cię na bok.
- To Silny szok spowodował że stracił pamięć. To czy ją odzyska, zależy od ciebie. Jest teraz twoją marionetką.
Po tych słowach otworzyłaś szeroko oczy i wreszcie pozwoliłaś ciężkim łzą, wycostać się na zewnątrz. Gdzie on teraz będzie spał? Twoja mama nie może się dowiedzieć. Chłopak chodził za tobą krok w krok. Nie wiedział o co chodzi. Trzymał się ciebie jakbyś była jego matką. Kiedy nadszedł wieczór, przyszykowałaś łóżko. Justin musiał spać z tobą, ale to nie było dla ciebie takie złe. Gorzej jak mama wejdzie. Wytłumaczyłaś mu że kiedy usłyszy pukanie do drzwi, musi chować się pod kołdre. Wiedziałaś że Justin rzadko śpi w nocy, więc będzie pamiętał. Zdjął koszulkę i położył się obok ciebie. Jednak o swojej cudownej klacie pamiętał. Łóżko było dosyć małe, więc kiedy się kręcił, przecierał się o ciebie swoim ciepłym ciałem. NIE SPAŁAŚ CAŁĄ NOC.
DRUGIEGO DNIA
Obudził cię ciężki oddech. Kiedy otworzyłaś oczy, dostrzegłaś Justina który przygląda ci się ze zdziwieniem.
- Kim jesteś? Gdzie ja jestem? - zapytał.
Natychmiast złapałaś za telefon i zadzwoniłaś do wujka.
- To groźniejszy przypadek. Chłopak codziennie będzie zapominał co się działo poprzedniego dnia.
- Co mam zrobć?
- Jest sposób żeby sobie przypomniał. Musisz mu pokazać lub powiedzieć coś co kojarzyło mu się z porzednim dniem. Masz tylko siedem dni, aby wszystko mu przypomnieć. Siódmego dnia zapamięta wszystko co mu powtarzałaś.
- Jasne. - rozłączyłaś się i poszłaś do łazienki. Po chwili wróciłaś z wielkim wiadrem wody i oblałaś nim Justina.
Chłopak zadrżał i pierwsze co zrobił to przetarł swoje mokre włosy. Krople wody spływały po jego umięśnionym ciele.
- Moja bohaterka! - krzyknął i już po chwili staliście w uścisku.
*KILKA GODZIN PÓŹNIEJ*
Postanowiłaś zacząć przypominanie życia Justina od jego dzieciństwa. Wyjęłaś wielki album ze zdjęciami, które drukowałaś z internetu i usiedliście na kanapie w salonie. Twoja mama była w pracy więc miałaś dużo czasu. Otworzyłaś pierwszą stronę i wskazałaś na zdjęcie gdzie Justin grał na bębenkach. Później na gitarze. Na perkusji. Na keybordzie. Na pianinie. Nie sądziłaś że kiedykolwiek będziesz wiedziała lepiej o życiu Justina niż on sam. Chłopak był zachwycony. Przypomniał sobie jaką miłością darzył muzykę.
- Mogę cię o coś spytać? - zapytał lekko zachrypniętym głosem.
- Jasne.
- Jesteś moją dziewczyną?
- Nie - już po chwili zaczęłaś żałować że to powiedziałaś.
- Więc skąd tyle o mnie wiesz?
Chwilę zastanowiłaś się co odpowiedzieć, ale nie chciałaś jeszcze mu mówić, że jest sławny. Odszedłby.
- Bo cię kocham.
Wstałaś z kanapy i odłożyłaś album.
TRZECIEGO DNIA
Obudziłaś się przed Justinem. Podniosłaś się na nogi i już po chwili nad nim stałaś. Wylałaś na niego wiadro z wodą a potem obrzuciłaś go zdjęciami które wczoraj mu pokazywałaś. Twojej mamy znów nie było w domu. Zaprowadziłaś Justina do salonu i pokazałaś filmiki na you tube z nastoletnich lat. Kiedy grał na gitarze przed teatrem. Justin Dostrzegł gitarę która leżała w koncie pokoju i zaczął grać "i'll be". Z twoich oczu pociekły łzy.
CZWARTEGO DNIA
Kiedy Justin się obudził najpierw poczuł zimną wodę na skórze, jak codziennie. Kiedy przetarł oczy na ścianach dostrzegł swoje zdjęcia od niemowlęcia do czternastolatka. Po jego policzkach popłynęły łzy. Na ten widok, serce rozpadło ci się na kawałeczki. Dzisiaj miałaś zamiar pokazać mu jego rodzinę. Kiedy zaczęłaś opowiadać o jego mamie, on dokańczał każde zdanie. Kochał ją ponad wszystko. Wystarczyło jedno słowo o niej, aby wszystko sobie przypomniał.
PIĄTEGO DNIA
Wylałaś na niego wodę. Resztę przypomniał sobie sam po spojrzeniu na ściany. Wymówiłaś słowo "mama" co też przywróciło mu pamięć.
Włączyłaś płytę "My World". Później "Under The Mistletoe". Następnie "Believe". A na sam koniec "Believe Acustic". Pokazałaś mu film "Never Say Never". Justin był w szkoku. Obserwował siebie na ekranie i co chwilę pytał czy to napewno on. Ze śmiechem potwierdzałaś każde jego zdanie.
- Więc jestem sławny?
Spojrzałaś na niego.
- Jesteś najsławniejszym piosenkarzem na całym świecie.
- Mam fanki?
- Masz beliebers.
- Co to są beliebers?
- Osoby które oddały by za ciebie życie.
Justin się uśmiechnął i otarł łzę która spłynęła mu po policzku. Mocno go przytuliłaś.
SZÓSTEGO DNIA
Wylałaś już mniejszą część wody. Włączyłaś płytę "My World". Justin wstał i nucił pod nosem nową piosenkę. Usiadłaś smutna w salonie i próbowałaś włączyć nie działający telefon.
- Co się stało? - usiadł obok ciebie.
- Telfon.. - westchnęłaś - nie działa.
- Wskoczyłaś z nim do wody żeby mnie uratować?
- Tak..
- Nie martw się. Kupie ci nowy.
- Nie chodzi o telefon. Miałam tam wszystkie twoje piosenki.
- Teraz ja będę ci śpiewał - uśmiechnął się i mocno cię przytulił.
*WIECZOREM*
Zrobiłaś kolację i zawołałaś Justina. Był pod wrażeniem twoich zdolności kulinarskich.
- Jesteś wspaniała.
- Przestań to jest okropne - zaśmiałaś się
- To czemu to jem? - wziął kolejnego gryza.
- Bo nie masz innego wyboru.
- Jesteś pewna? - odłożył widelec
- Tak - uśmiechnęłaś się.
- Ooo nie - chłopak wstał i podniósł cię na rękach, zaniósł do sypialni i położył na łóżko. Zaczął cię intensywnie łaskotać, na co zareagowałaś głośnym śmiechem.
- Justin, dość - wyjąkałaś nadal się śmiejąc.
Chłopak na chwilę przestał. Nachylił się nad tobą i z delikatnością musnął twoje usta.
- Też cię kocham shawty.
W tej chwili oniemiałaś. Powiedziałaś mu to drugiego dnia prawda? Nawet mu tego nie przypominałaś. Jak mógł to zapamiętać?
Przyciągnęłaś go bliżej siebie i po chwili oboje leżeliście na łóżku.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Tak? - spojrzałaś w jego stronę.
- Chciałbym rzucić karierę. Moglibyśmy być wtedy razem...
- Nie Justin. Nie rzucaj dla mnie kariery! Pracowałeś na to całe życie.
- Nie zmienisz mojego zdania.
W tej chwili głęboko westchnęłaś. Beliebers. Twoja rodzina. Nie zrobisz im tego. Nie odbierzesz im ich idola. Ich Boga.
- Ide spać. - odwróciłaś się do niego plecami. Justin przysunął się blisko ciebie. Położył rękę na twoim biodrze i pocałował cię w szyję.
- Dobranoc kochanie.
Udałałaś że śpisz, a tak naprawdę nie zmrużyłaś oka.
DZIEŃ SIÓDMY
Z samego rana wstałaś. Pościeliłaś miejsce na którym spałaś i przykryłaś Justina kołdrą. Zabrałaś z pokoju wszystkie swoje rzeczy i wyniosłaś je do pokoju matki. Tym razem nie oblejesz go wodą. Nie chcesz żeby rzucił karierę, więc nie możesz mu o sobie przyomnieć. Założyłaś fartuch i wróciłaś do swojej sypialnii.
- Dzień Dobry Panie Bieber.
Justin przetarł oczy i na ciebie spojrzał.
- Kim pani jest?
- Pokojówką proszę pana. - fałszywie się uśmiechnęłaś. - Proszę się szybko ubierać, dzisiaj ma pan koncert. - rzuciłaś mu ubrania.
- Ah tak. Dziękuje.
Wyszłaś z pokoju i zamknęłaś drzwi. W koszuli Justina znalazłaś numer Scootera. Zadzwoniłaś do niego i podałaś swój adres pod który miał przyjechać. Wytłumaczyłaś mu że Justin chciał odpocząć od świata i zatrzymał się w hotelu. Po chwili Justin wyszedł i podał ci rękę.
- Dziękuje za ciepłe przyjęcie. - lekko się uśmiechnął.
- Nie ma sprawy, proszę polecać nasz hotel wśród znajomych. Chętnie przyjmiemy nowych gości. - uścisnęłaś lekko jego rękę.
Justin wyszedł z twojego domu i wsiadł do eleganckiego samochodu który stał pod twoim domem. Wieczorem grał koncert. Wyjechał następnego dnia. Justin już cię nie pamiętał. Znów weszłaś do sypialni i spojrzałaś na półkę przy łóżku. Leżała tam karteczka. Podniosłaś ją i zaczęłaś czytać.
" Wiem że jutro nie oblejesz mnie wodą. Wiem że nie pozwolisz mi odejść od kariery. Wiem że jesteś wspaniałą osobą. Mimo że mój mózg jutro nie będzie cię pamiętał, serce będzie wspominać cię codziennie. Kocham cię. - Justin."
PIERWSZEGO DNIA
Wybrałaś się na spacer do pobliskiego parku. Założyłaś słuchawki na uszy i włączyłaś "AS LONG AS YOU LOVE ME". Przemykając przez kolejne alejki, podeszłaś do jeziora i przy nim stanęłaś. Momenalnie się uśmiechnęłaś, bo przypomniało ci się kiedy będąc małym dzieckiem spędzałaś tutaj mnóstwo czasu z rodzicami. Schyliłaś się i zamoczyłaś rękę w zimnej wodzie. Z jej wnętrza popłynęło kilka bąbelek i po raz ostatni mocno się poruszyła. Dostrzegłaś kolorową koszule która opada na dno. Zdjęłaś bluzę i wskoczyłaś w wodę. Złapałaś nieprzypomnego człowieka pod ramię i wypłynęłaś z nim na brzeg. Rozpięłaś jego koszulę i zrobiłaś kilka pchnięć rękoma w klatkę piersiową, po czym przyłożyłaś swoje usta do jego ust. Otworzyłaś oczy, którymi dopiero coś widziałaś i zrozumiałaś że właśnie całujesz nieprzytomnego Justina Biebera. Odsunęłaś głowę, byłaś w takim szoku że zamiast ratować mu życie, kucałaś obok niego i przyglądałaś się jego idealnej twarzy. Jego idealnej klacie, którą dopiero teraz dostrzegłaś. Jego zamkniętym oczom, które zmotywowały cię do ponownej rakcji. Znów przycisnęłaś ręce do jego serca i nacisnęłaś na nie kilka razy. Odchyliłaś jego usta i wpuściłaś do nich powietrze. Zrobiłaś tak jeszcze kilka razy, aż w końcu usłyszałaś głośny kaszel. Chłopak usiósł się na łokciach i popatrzył w twoje oczy.
- Co się stało? Kim jesteś? - zmarszczył brwi
- Miałeś wypadek..
- Wypadek?
- Tak.
- Czyli że mnie uratowałaś?
- Tak trochę - uśmiechnęłaś się niepewnie.
Chłopak spojrzał w lewo a potem w prawo. Wyglądał na kompletnie zdezorientowanego.
- Co się dzieje Justin?
- Justin? - spojrzał na ciebie ze zdziwieniem. - Kim jest Justin?
Chłopak najwyraźniej stracił pamięć. Nie miałaś pojęcia co teraz zrobić. Kiedy weźmiesz go do szpitala, stracisz go. A to była twoja jedyna szansa. Ale co jeśli to coś poważnego? Pomogłaś mu wstać i nałożyłaś na niego bluzę. Zaprowadziłaś do domu. Zadzwoniłaś po wujka, który kiedyś był lekarzem. Przyjechał od razu po telefonie. Po tym jak go zbadał, zaciągnął cię na bok.
- To Silny szok spowodował że stracił pamięć. To czy ją odzyska, zależy od ciebie. Jest teraz twoją marionetką.
Po tych słowach otworzyłaś szeroko oczy i wreszcie pozwoliłaś ciężkim łzą, wycostać się na zewnątrz. Gdzie on teraz będzie spał? Twoja mama nie może się dowiedzieć. Chłopak chodził za tobą krok w krok. Nie wiedział o co chodzi. Trzymał się ciebie jakbyś była jego matką. Kiedy nadszedł wieczór, przyszykowałaś łóżko. Justin musiał spać z tobą, ale to nie było dla ciebie takie złe. Gorzej jak mama wejdzie. Wytłumaczyłaś mu że kiedy usłyszy pukanie do drzwi, musi chować się pod kołdre. Wiedziałaś że Justin rzadko śpi w nocy, więc będzie pamiętał. Zdjął koszulkę i położył się obok ciebie. Jednak o swojej cudownej klacie pamiętał. Łóżko było dosyć małe, więc kiedy się kręcił, przecierał się o ciebie swoim ciepłym ciałem. NIE SPAŁAŚ CAŁĄ NOC.
DRUGIEGO DNIA
Obudził cię ciężki oddech. Kiedy otworzyłaś oczy, dostrzegłaś Justina który przygląda ci się ze zdziwieniem.
- Kim jesteś? Gdzie ja jestem? - zapytał.
Natychmiast złapałaś za telefon i zadzwoniłaś do wujka.
- To groźniejszy przypadek. Chłopak codziennie będzie zapominał co się działo poprzedniego dnia.
- Co mam zrobć?
- Jest sposób żeby sobie przypomniał. Musisz mu pokazać lub powiedzieć coś co kojarzyło mu się z porzednim dniem. Masz tylko siedem dni, aby wszystko mu przypomnieć. Siódmego dnia zapamięta wszystko co mu powtarzałaś.
- Jasne. - rozłączyłaś się i poszłaś do łazienki. Po chwili wróciłaś z wielkim wiadrem wody i oblałaś nim Justina.
Chłopak zadrżał i pierwsze co zrobił to przetarł swoje mokre włosy. Krople wody spływały po jego umięśnionym ciele.
- Moja bohaterka! - krzyknął i już po chwili staliście w uścisku.
*KILKA GODZIN PÓŹNIEJ*
Postanowiłaś zacząć przypominanie życia Justina od jego dzieciństwa. Wyjęłaś wielki album ze zdjęciami, które drukowałaś z internetu i usiedliście na kanapie w salonie. Twoja mama była w pracy więc miałaś dużo czasu. Otworzyłaś pierwszą stronę i wskazałaś na zdjęcie gdzie Justin grał na bębenkach. Później na gitarze. Na perkusji. Na keybordzie. Na pianinie. Nie sądziłaś że kiedykolwiek będziesz wiedziała lepiej o życiu Justina niż on sam. Chłopak był zachwycony. Przypomniał sobie jaką miłością darzył muzykę.
- Mogę cię o coś spytać? - zapytał lekko zachrypniętym głosem.
- Jasne.
- Jesteś moją dziewczyną?
- Nie - już po chwili zaczęłaś żałować że to powiedziałaś.
- Więc skąd tyle o mnie wiesz?
Chwilę zastanowiłaś się co odpowiedzieć, ale nie chciałaś jeszcze mu mówić, że jest sławny. Odszedłby.
- Bo cię kocham.
Wstałaś z kanapy i odłożyłaś album.
TRZECIEGO DNIA
Obudziłaś się przed Justinem. Podniosłaś się na nogi i już po chwili nad nim stałaś. Wylałaś na niego wiadro z wodą a potem obrzuciłaś go zdjęciami które wczoraj mu pokazywałaś. Twojej mamy znów nie było w domu. Zaprowadziłaś Justina do salonu i pokazałaś filmiki na you tube z nastoletnich lat. Kiedy grał na gitarze przed teatrem. Justin Dostrzegł gitarę która leżała w koncie pokoju i zaczął grać "i'll be". Z twoich oczu pociekły łzy.
CZWARTEGO DNIA
Kiedy Justin się obudził najpierw poczuł zimną wodę na skórze, jak codziennie. Kiedy przetarł oczy na ścianach dostrzegł swoje zdjęcia od niemowlęcia do czternastolatka. Po jego policzkach popłynęły łzy. Na ten widok, serce rozpadło ci się na kawałeczki. Dzisiaj miałaś zamiar pokazać mu jego rodzinę. Kiedy zaczęłaś opowiadać o jego mamie, on dokańczał każde zdanie. Kochał ją ponad wszystko. Wystarczyło jedno słowo o niej, aby wszystko sobie przypomniał.
PIĄTEGO DNIA
Wylałaś na niego wodę. Resztę przypomniał sobie sam po spojrzeniu na ściany. Wymówiłaś słowo "mama" co też przywróciło mu pamięć.
Włączyłaś płytę "My World". Później "Under The Mistletoe". Następnie "Believe". A na sam koniec "Believe Acustic". Pokazałaś mu film "Never Say Never". Justin był w szkoku. Obserwował siebie na ekranie i co chwilę pytał czy to napewno on. Ze śmiechem potwierdzałaś każde jego zdanie.
- Więc jestem sławny?
Spojrzałaś na niego.
- Jesteś najsławniejszym piosenkarzem na całym świecie.
- Mam fanki?
- Masz beliebers.
- Co to są beliebers?
- Osoby które oddały by za ciebie życie.
Justin się uśmiechnął i otarł łzę która spłynęła mu po policzku. Mocno go przytuliłaś.
SZÓSTEGO DNIA
Wylałaś już mniejszą część wody. Włączyłaś płytę "My World". Justin wstał i nucił pod nosem nową piosenkę. Usiadłaś smutna w salonie i próbowałaś włączyć nie działający telefon.
- Co się stało? - usiadł obok ciebie.
- Telfon.. - westchnęłaś - nie działa.
- Wskoczyłaś z nim do wody żeby mnie uratować?
- Tak..
- Nie martw się. Kupie ci nowy.
- Nie chodzi o telefon. Miałam tam wszystkie twoje piosenki.
- Teraz ja będę ci śpiewał - uśmiechnął się i mocno cię przytulił.
*WIECZOREM*
Zrobiłaś kolację i zawołałaś Justina. Był pod wrażeniem twoich zdolności kulinarskich.
- Jesteś wspaniała.
- Przestań to jest okropne - zaśmiałaś się
- To czemu to jem? - wziął kolejnego gryza.
- Bo nie masz innego wyboru.
- Jesteś pewna? - odłożył widelec
- Tak - uśmiechnęłaś się.
- Ooo nie - chłopak wstał i podniósł cię na rękach, zaniósł do sypialni i położył na łóżko. Zaczął cię intensywnie łaskotać, na co zareagowałaś głośnym śmiechem.
- Justin, dość - wyjąkałaś nadal się śmiejąc.
Chłopak na chwilę przestał. Nachylił się nad tobą i z delikatnością musnął twoje usta.
- Też cię kocham shawty.
W tej chwili oniemiałaś. Powiedziałaś mu to drugiego dnia prawda? Nawet mu tego nie przypominałaś. Jak mógł to zapamiętać?
Przyciągnęłaś go bliżej siebie i po chwili oboje leżeliście na łóżku.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Tak? - spojrzałaś w jego stronę.
- Chciałbym rzucić karierę. Moglibyśmy być wtedy razem...
- Nie Justin. Nie rzucaj dla mnie kariery! Pracowałeś na to całe życie.
- Nie zmienisz mojego zdania.
W tej chwili głęboko westchnęłaś. Beliebers. Twoja rodzina. Nie zrobisz im tego. Nie odbierzesz im ich idola. Ich Boga.
- Ide spać. - odwróciłaś się do niego plecami. Justin przysunął się blisko ciebie. Położył rękę na twoim biodrze i pocałował cię w szyję.
- Dobranoc kochanie.
Udałałaś że śpisz, a tak naprawdę nie zmrużyłaś oka.
DZIEŃ SIÓDMY
Z samego rana wstałaś. Pościeliłaś miejsce na którym spałaś i przykryłaś Justina kołdrą. Zabrałaś z pokoju wszystkie swoje rzeczy i wyniosłaś je do pokoju matki. Tym razem nie oblejesz go wodą. Nie chcesz żeby rzucił karierę, więc nie możesz mu o sobie przyomnieć. Założyłaś fartuch i wróciłaś do swojej sypialnii.
- Dzień Dobry Panie Bieber.
Justin przetarł oczy i na ciebie spojrzał.
- Kim pani jest?
- Pokojówką proszę pana. - fałszywie się uśmiechnęłaś. - Proszę się szybko ubierać, dzisiaj ma pan koncert. - rzuciłaś mu ubrania.
- Ah tak. Dziękuje.
Wyszłaś z pokoju i zamknęłaś drzwi. W koszuli Justina znalazłaś numer Scootera. Zadzwoniłaś do niego i podałaś swój adres pod który miał przyjechać. Wytłumaczyłaś mu że Justin chciał odpocząć od świata i zatrzymał się w hotelu. Po chwili Justin wyszedł i podał ci rękę.
- Dziękuje za ciepłe przyjęcie. - lekko się uśmiechnął.
- Nie ma sprawy, proszę polecać nasz hotel wśród znajomych. Chętnie przyjmiemy nowych gości. - uścisnęłaś lekko jego rękę.
Justin wyszedł z twojego domu i wsiadł do eleganckiego samochodu który stał pod twoim domem. Wieczorem grał koncert. Wyjechał następnego dnia. Justin już cię nie pamiętał. Znów weszłaś do sypialni i spojrzałaś na półkę przy łóżku. Leżała tam karteczka. Podniosłaś ją i zaczęłaś czytać.
" Wiem że jutro nie oblejesz mnie wodą. Wiem że nie pozwolisz mi odejść od kariery. Wiem że jesteś wspaniałą osobą. Mimo że mój mózg jutro nie będzie cię pamiętał, serce będzie wspominać cię codziennie. Kocham cię. - Justin."
IMAGINE 10
DZIEŃ 1
Jest wieczór. Siedzisz na parapecie i myślisz o Justinie. "Jest wykończony, musi odpocząć. Napewno ma dość tego życia. Chciałby być normalnym nastolatkiem..."
Na niebie widzisz spadającą gwiazdę. W tej chwili po policzku spada ci łza.
- Chciałabym żeby Scooter nie odkrył Justina. Żeby Justin był zwykłym chłopakiem - szepczesz przyglądając się kolorowej gwieździe która po chwili znikła. Przetarłaś oczy i położyłaś się do łóżka.
DZIEŃ 2
Obudziłaś się i zaspana mając zamiar jak zwykle pocałować wielki plakat Justina, który wisiał na twojej ścianie, przejechałaś ustami po szorstkiej ścianie. Przetarłas oczy i kilka razy zamrugałaś. Wpatrywałaś się w puste ściany, na których wcześniej były plakaty. Nie wiedziałaś co się dzieje.
- Mamo? - wyszłaś z pokoju - gdzie są moje plakaty?
- Jakie plakaty słonko? - spojrzała na ciebie kontem oka przygotowywując śniadanie.
- Te z Justinem....
- Jakim Justinem?
W tej chwili przypomniałaś sobie wczorajszy wieczór. Spadającą gwiazdę. Swoje marzenie.
DZIEŃ 2.
Byłaś w szkole. Podeszłaś do swojej przyjaciółki i mocno ją przytuliłaś, na co tylko krzywo spojrzała.
- Kto ty? - zapytała lekko przerażona.
Poznałaś ją dzięki Justinowi. Już jej nie ma.
DZIEŃ 3
Spojrzałaś na swój telefon. Nie było tam tapety z Justinem. Płaczesz.
DZIEŃ 4
Tego dnia znów słyszałaś mnóstwo słów krytyki od swoich znajomych. Zrozumiałas że ludzie nawet kiedy nie jesteś Belieber ranią. Wracając ze szkoły włączyłaś swoją mp4 i przeszukiwałaś piosenki. Tak strasznie chciałas w tatmtym momencie usłyszeć jego głos. Głos twojego anioła. Ale go nie ma. Justin Bieber nie śpiewa.
Dzień 5
Wstajesz rano i próbujesz zalogować się na twittera. Pojawia się komunikat "Nie ma takiego użytkownika". Gdzie twoja rodzina beliebers? Gdzie są wszyscy?
DZIEŃ 6
Wpisujesz w you tube "kidrauhl". Pojawia ci się mały dzieciak, grający na różnych instrumentach i śpiewający kilka piosenek wysokim głosem. Z twoich oczów ciekną łzy. Pod każdym filmikiem zostawiasz miliony komentarzy.
DZIEŃ 7
Wybłagałaś mamę abyście pojechały do Kanday. Do miasta Justina. Po kilku godzinnej podróży samolotem w końcu wysiadasz i biegniesz pod teatr avon. Widzisz grupkę ludzi stojących wokół twojego małego chłopca siedzącego z gitarą i nagrywających z uwagą każdy jego ruch. Podeszłaś bliżej. To była magiczna chwila. Justin spojrzał na ciebie i szeroko się uśmiechnął. Zadrżałaś. Siedział w za dużych jeansach i podartej bluzie. Kiedy skończył grać, poprosiłaś go na bok i zanim zdążył zapytać się o co chodzi, mocno go przytuliłaś. Chłopak złapał cię w pasie i odwzajemnił tym samym. Staliście tam wtuleni w siebie. Młodzi.
- Kocham Cię Justin - wyszeptałaś
- Ja Ciebie też - powiedział lekko zdziwiony.
W końcu go puściłaś, aby móc bardziej się rozpłakać. Przyglądałaś się każdej części jego ciała.
- Skąd mnie znasz? - zapytał.
- Widziałam twój kanał na you tube. Jesteś niesamowity.
- Dziękuje - podrapał się zakłopotany po karku, jednak było widać jak szczęście bije w jego oczach.
- Mógłbyś mi coś obiecać?
- Tak?
- Wrócisz do domu i założysz twittera. Będziesz wstawiał filmiki na you tube. Jutro pójdziesz do radia. Będziesz robił wszystko aby zaistnieć.
- Przecież to niemożliwe.
- Never Say Never Justin - uśmiechnęłaś się i wróciłaś do samolotu.
Niecały rok później Justin był na okładkach wszystkich gazet. Grał koncerty na największych halach w miastach. Na każdym z nich mówił jedno zdanie.
"Kiedy jako nastolatek grałem przed teatrem w rodzinnym miasteczku, poznałem dziewczynę która jako pierwsza we mnie uwierzyła. Ta dziewczyna pokazała mi żeby walczyć o marzenia. I wiecie co jeszcze powiedziała.......? NEVER SAY NEVEEEEER!!!"
Jest wieczór. Siedzisz na parapecie i myślisz o Justinie. "Jest wykończony, musi odpocząć. Napewno ma dość tego życia. Chciałby być normalnym nastolatkiem..."
Na niebie widzisz spadającą gwiazdę. W tej chwili po policzku spada ci łza.
- Chciałabym żeby Scooter nie odkrył Justina. Żeby Justin był zwykłym chłopakiem - szepczesz przyglądając się kolorowej gwieździe która po chwili znikła. Przetarłaś oczy i położyłaś się do łóżka.
DZIEŃ 2
Obudziłaś się i zaspana mając zamiar jak zwykle pocałować wielki plakat Justina, który wisiał na twojej ścianie, przejechałaś ustami po szorstkiej ścianie. Przetarłas oczy i kilka razy zamrugałaś. Wpatrywałaś się w puste ściany, na których wcześniej były plakaty. Nie wiedziałaś co się dzieje.
- Mamo? - wyszłaś z pokoju - gdzie są moje plakaty?
- Jakie plakaty słonko? - spojrzała na ciebie kontem oka przygotowywując śniadanie.
- Te z Justinem....
- Jakim Justinem?
W tej chwili przypomniałaś sobie wczorajszy wieczór. Spadającą gwiazdę. Swoje marzenie.
DZIEŃ 2.
Byłaś w szkole. Podeszłaś do swojej przyjaciółki i mocno ją przytuliłaś, na co tylko krzywo spojrzała.
- Kto ty? - zapytała lekko przerażona.
Poznałaś ją dzięki Justinowi. Już jej nie ma.
DZIEŃ 3
Spojrzałaś na swój telefon. Nie było tam tapety z Justinem. Płaczesz.
DZIEŃ 4
Tego dnia znów słyszałaś mnóstwo słów krytyki od swoich znajomych. Zrozumiałas że ludzie nawet kiedy nie jesteś Belieber ranią. Wracając ze szkoły włączyłaś swoją mp4 i przeszukiwałaś piosenki. Tak strasznie chciałas w tatmtym momencie usłyszeć jego głos. Głos twojego anioła. Ale go nie ma. Justin Bieber nie śpiewa.
Dzień 5
Wstajesz rano i próbujesz zalogować się na twittera. Pojawia się komunikat "Nie ma takiego użytkownika". Gdzie twoja rodzina beliebers? Gdzie są wszyscy?
DZIEŃ 6
Wpisujesz w you tube "kidrauhl". Pojawia ci się mały dzieciak, grający na różnych instrumentach i śpiewający kilka piosenek wysokim głosem. Z twoich oczów ciekną łzy. Pod każdym filmikiem zostawiasz miliony komentarzy.
DZIEŃ 7
Wybłagałaś mamę abyście pojechały do Kanday. Do miasta Justina. Po kilku godzinnej podróży samolotem w końcu wysiadasz i biegniesz pod teatr avon. Widzisz grupkę ludzi stojących wokół twojego małego chłopca siedzącego z gitarą i nagrywających z uwagą każdy jego ruch. Podeszłaś bliżej. To była magiczna chwila. Justin spojrzał na ciebie i szeroko się uśmiechnął. Zadrżałaś. Siedział w za dużych jeansach i podartej bluzie. Kiedy skończył grać, poprosiłaś go na bok i zanim zdążył zapytać się o co chodzi, mocno go przytuliłaś. Chłopak złapał cię w pasie i odwzajemnił tym samym. Staliście tam wtuleni w siebie. Młodzi.
- Kocham Cię Justin - wyszeptałaś
- Ja Ciebie też - powiedział lekko zdziwiony.
W końcu go puściłaś, aby móc bardziej się rozpłakać. Przyglądałaś się każdej części jego ciała.
- Skąd mnie znasz? - zapytał.
- Widziałam twój kanał na you tube. Jesteś niesamowity.
- Dziękuje - podrapał się zakłopotany po karku, jednak było widać jak szczęście bije w jego oczach.
- Mógłbyś mi coś obiecać?
- Tak?
- Wrócisz do domu i założysz twittera. Będziesz wstawiał filmiki na you tube. Jutro pójdziesz do radia. Będziesz robił wszystko aby zaistnieć.
- Przecież to niemożliwe.
- Never Say Never Justin - uśmiechnęłaś się i wróciłaś do samolotu.
Niecały rok później Justin był na okładkach wszystkich gazet. Grał koncerty na największych halach w miastach. Na każdym z nich mówił jedno zdanie.
"Kiedy jako nastolatek grałem przed teatrem w rodzinnym miasteczku, poznałem dziewczynę która jako pierwsza we mnie uwierzyła. Ta dziewczyna pokazała mi żeby walczyć o marzenia. I wiecie co jeszcze powiedziała.......? NEVER SAY NEVEEEEER!!!"
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)