Jest zima. Z nieba pruszy lekki śnieg, który ociera się o twoje czerwone od zimna policzki. Jesteś ubrana w cienką bluzę, podarte trampki i trochę za krótkie jeansy. Nie miałaś zbyt dużo pieniędzy. Twoja rodzina w tym roku miała bardzo ciężko w pracy i jedyne na co mogli wydawać było jedzenie, którego i tak już brakowało. Wokół ciebie stało mnóstwo dziewczyn. W ręku trzymało bilety i każde z nich skakało z radości, na co twoje serce rozdzierało się na miliony kawałeczków. Ale przyszłaś tu, tylko po to żeby cieszyć się razem z nimi. Żeby czuć atmosfere która w was panowała. Aby zobaczyć jak dziewczyny wchodzą z niepewnością w oczach i wychodzą z pełną radością w sercu, która wydostaje się na zewnątrz. Kiedy widziałaś szczęście beliebers, ty również się cieszyłaś. W końcu to twoja rodzina. Spojrzałaś na niedużą chatke, przed którą wszystkie stałyście. W środku był Justin. Przyjechał tutaj dla was, aby spędzić z każdą kilka minut. Drewniane drzwi wkrótce się otworzyły, a do środka zaczęły wchodzić dziewczyny. Po kolei, jedna po drugiej. Nie siedziały tam długo. Wychodziły płacząc. Uśmiechałaś się i przytulałaś każdą z nich, gratulując im z całego serca. Minęła godzina...dwie....minęły trzy godziny. Nadal tam jesteś. Dziewczyn ubywa. Mijają kolejne godziny....zostałaś tam sama. Usiadłaś na barierce przed wejściem i schowałaś twarz w dłonie.
- Zapraszam - usłyszałaś wysoki głos.
Podniosłaś głowę i ujrzałaś w drzwiach wysokiego ochroniarza który ci się przyglądał.
- Słucham? - wyszeptałaś.
- Wchodzisz czy nie? - przymknął drzwi.
Bez zastanowienia wstałaś i weszłaś przez wysokie drewniane drzwi. Ochroniarz wyszedł z pokoju zostawiając cię tu samą. Rozejrzałaś się po pokoju i podeszłaś do kominka. Przyłożyłaś do nich ręce i pozwalałaś oddać się ciepłu.
- Cześć - rozległ się głos, przez który natychmiast wstałaś.
Odwróciłaś głowę i dostrzegłaś Justina który się do ciebie uśmiecha.
- Justin - podbiegłaś do niego i mocno go przytuliłaś.
Twoje za małe rękawy się odsunęły, ukazując wiele ran które niedawno sobie zadałaś.
- Co to jest? - Odsunął się od ciebie i złapał pokaleczoną dłoń.
Nie wiedziałaś co powiedzieć. Było ci tak strasznie głupio.
- Przepraszam...
- Dlaczego to robisz?
W tej chwili z oczu popłynęła ci łza. Nie chciałaś mu mówić że z każdym dniem ślepniesz coraz bardziej, ale nie miałaś innego wyboru.
- Justin ja.... - przeciągałaś. - ślepne.
Chłopak westchnął.
- Zamknij oczy.
- Co?
- Po prostu je zamknij - powiedział głośniej.
Zrobiłaś tak jak kazał, chociaż niechętnie bo nie chciałaś spuszczać z niego oka. Wszystko mogło być jak te sny, które kończyły się w momencie kiedy miałaś zamiar powiedzieć coś ważnego.
- Widzisz mnie?
- Oczywiście że nie. - zadrwiłaś.
- Ja cię widzę. Mimo że ty widzisz ciemność, ja widzę cały twój blask. - uśmiechnęłaś się - słyszysz mnie?
- Słyszę.
- Skoro mnie słyszysz to wiesz że tu jestem. - podszedł bliżej i przyłożył twoją rękę do swojej serca. - czujesz?
- Czuję.
- Ono bije tylko dla ciebie.
Otworzyłaś oczy i dostrzegłaś płaczącego Justina. Wtuliłaś się mocno w niego i miałaś zamiar już nigdy nie odchodzić.
Mijały dni, miesiące, w końcu lata. Byłaś niewidoma. Twoje oczy wygasły na zawsze. Jednak dziękowałaś za to że mogłaś zobaczyć swojego anioła nim to się stało. Każdego dnia przytulałaś, całowałaś, spałaś i chodziłaś w bluzie którą podarował ci Justin. Mimo że miała materiał jak każdy inny ciuch, rozpoznawałaś ją jednym dotknięciem. Ta bluza miała w sobie miłość, której nie potrafiłas opisać. To była bluza, w której po swojej śmierci jako staruszka zostałaś pochowana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz