poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Imagine 15

Jest wieczór. Siedzisz samotnie w parku na oparciu ławki i z podniesioną głową obserwujesz chmury, które gną w stronę pełnego księżyca, który oświetlał twoją młodą twarz. Wiatr rozwiewał twoje długie włosy, a ziemne powietrze ocierało się o twoje gołe ramiona. Poczułaś mocny ucisk w biodrach. Wiedziałaś kto to.
- Cześć skarbie - ucałował twój czerwony policzek.
- Justin, wystraszyłeś mnie.
- Przepraszam - usiadł obok ciebie - wiesz że nie chciałem 
- Wiem - przetarłaś nerwowo ręce
- Co się stało?
- Wiesz jakie są moje oczy.... - wskazałaś na wielki bilbord przed wami - nie widze co tam pisze.
- Skarbie - westchnął Justin i przed tobą klęknął - szkoda że nie widzisz - położył rękę na twoim kolanie - mam dla ciebie prezent - wyjął z kieszeni bluzy czarne pudełko.
- Justin....chyba nie chcesz....
- otwórz - przerwał ci
- Wiesz że mój tata nie zgodzi się na ślub.
- Kochanie - przyłożył swoją ciepłą dłoń do twojego zimnego policzka. - otwórz.
Wzięłaś pudełko do rąk i je otworzyłaś.
- Justin - zaśmiałaś się - wiesz że nienawidzę okularów
Chłopak wziął je do ręki i nałożył na twój nos.
- A ja nienawidzę kiedy człowiek okłamuje sam siebie. Kiedy nie może zaakceptować tego kim naprawdę jest - odgarnął kosmyk włosów który opadał ci na twarz - skarbie, jesteś piękna.
Na twojej twarzy pojawił się uśmiech. Justin musnął czule twoje usta.
- Teraz widzisz bilbord?
Oderwałaś wzrok od jego czekoladowych oczu, które dopiero teraz idealnie widziałaś i skierowałaś go przed siebie. Zakryłaś dłonią usta. Na wielkim plakacie wisiało twoje zdjęcie. Twoje i Justina, a pod nim napis "Na zawsze". Objęłaś go ramionami i nawet nie kontrolowałaś łez które intensywnie spływały po twoich policzkach. To była najbardziej magiczna chwila w twoim życiu.
- Zawsze będę sobą, obiecuje - przycisnęłaś do twarzy okulary które przed chwilą otrzymałaś.

KILKA LAT PÓŹNIEJ znów siedzisz w parku. Na tej samej ławce. Znów jest wieczór. Znów obserwujesz pełny księżyc, który rozjaśnia twoją pomarszczoną twarz. Skierowałaś swoje oczy w chmury. Nie poruszały się. Cały świat jakby się zatrzymał. Twój telefon nagle zawibrował. Wyjęłaś go z kieszeni bluzy, która należała do Justina i spojrzałaś na tapete. Były na niej dwie stare twarze, wgapiające się w swoje oczy. Byli zakochani. Byli tobą i Justinem. Uśmiechnęłaś się i nacisnęłaś zieloną słuchawkę.
- Tak?
- Babciu? gdzie jesteś?
- Jesteś z dziadkiem Justinem w parku, kochanie.
- Babciu, ale przecież dziadek już nie żyje....
- On zawsze z nami jest - spojrzałaś na jasno świecącą gwiazdę na ciemnym niebie.
- Wracaj do domu. Martwimy sie.
Rozłączyłaś się i spojrzałaś przed siebie. Na bilbord. Nadal na nim byliście. Wasza miłośc była właśnie jak ten wielki słup na którym wisiał wasz plakat. Niezniszczalna. Na zawsze. 
- Zawsze będę sobą, obiecuje - znów przycisnęłaś palcem okulary do twarzy, które dostałaś kilka lat temu od swojego ukochanego. 
Nie minęło kilka dni, a już byliście razem. Znów razem. Na górze. Na zawsze.

3 komentarze:

  1. DZIEWCZYNO MASZ TALENT! kocham czytać twoje imaginy :) twoje imaginy pozwalają mi się na chwile zatrzymać, pomyśleć... dziękuje ;***

    @veroni_official

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHAM CIĘ KOCHAM CIĘ KOCHAM CIĘ
    MATKO
    ZAWSZE RYCZĘ.

    UWIELBIAM TWOJE IMAGINY.

    OdpowiedzUsuń