"Konczę z muzyką. Już nikt NIGDY nie usłyszy mojego głosu." - Napisał pewnego dnia Bieber na swoim koncie na twitterze.
Pod tym pojawiło się mnóstwo pytań. Dlaczego chłopak, który spełnił swoje marzenia, który jest przykładem dla milionów ludzi, nie chce się odzywać?
Już tydzień później pojawił się w wywiadzie, aby wszystko wytłumaczyć.
- To prawda że nigdy się nie odezwiesz?
Bieber przytaknął.
- Nawet jeśli wepchnę Ci gitarę w ręke, nie zaśpiewasz ani słowa?
Znów przytaknął.
Mijały dni, miesiące. Justin siedział w ciszy. Kiedy ucichł, razem z nim zniknął uśmiech z twojej twarzy i tak jak jego głos, miał już nigdy nie powrócić.
Pewnego dnia pojechałaś do Kanady. Weszłaś do znajomej knajpki, która pojawiła się w filmie NEVER SAY NEVER i podeszłaś do lady. Rozejrzałaś się wokół. Nikogo nie było. Nikogo prócz samotnego nastolatka, który wpatruje się w rozciągający się obraz za oknem. Podeszłaś bliżej i usiadłaś naprzeciwko.
- Myślałeś że Cię nie rozpoznam?
Chłopak zdjął kaptur i swoje przeciwsłoneczne okulary, patrząc w twoje oczy. Wiedziałaś że chce spytać skąd wiedziałaś że to on.
- Wiem, bo jestem Belieber.
Byłaś już jedną z nielicznych, które dotrzymały swojej obietnicy i zostały na zawsze. Bieber mocno cię przytulił.
- Przyjmuje przeprosiny - wyszeptałaś my do ucha, a na swoim ramieniu poczułaś mokre łzy.
Kiedy miałaś zamiar wstać, chłopak złapał cię za nadgarstek, a w dłoń włożył kartkę.
"Jutro, tutaj, godzina 12:00"
Uśmiechnęłaś się i wyszłaś.
Kolejnego dnia byłaś punktualnie. Wchodząc do małego baru, od razu dostrzegłaś przy stoliku Justina który szeroko uśmiechał się w twoją stronę. Był ubrany jak w 2009 roku. Czapka z daszkiem, fioletowa bluza, czarne spodnie i fioletowe supry. Na sam ten widok poczułaś w sercu mocny ucisk wspomnień z tamtych niesamowitych czasów i mokry płyn który spływał ci właśnie po policzkach.
Justin poznał twoje imię, twoją historię. Dowiedział się dlaczego jesteś belieber i dlaczego będziesz nią na zawsze. Wymieniliście się numerami i wieczorem pisaliście sms.
Minęło kilka miesięcy. Rozumieliście się bez słów. Przyzwyczaiłaś się do ciszy i sama zaczęłaś z niej korzystać.
Zaręczyny, wspólne mieszkanie. Żyliście już jako małżeństwo. Słów używałaś tylko w momencie kiedy wołałaś go na obiad. Krzyczałaś "Drew" ponieważ Justin nie lubił swojego imienia, które kojarzyło mu się z karierą.
Macie około 50 lat. Jest wieczór. Leżycie w łóżku i trzymacie się za ręce. Justin spojrzał w twoje zmęczone starością oczy i ucałował pomarszczony policzek.
- Kocham cię - wyszeptał wciąż tak samo zmysłowym głosem, jak za nastoletnich lat.
Uśmiechnęłaś się i usnęłaś w jego ramionach.
Rano spojrzałaś na swojego męża. Wydawałoby się że śpi, ale po tym że nigdy się nie odzywał, potrafiłaś rozpoznać wszystko co chce ci powiedzieć.
- Dobranoc skarbie - przejchałaś ręką po jego martwym sercu.
Obok niego leżał list, który otworzyłaś.
"Przepraszam za każde słowo którego nie powiedziałem, ale ostatnich jestem pewnien - Kocham Cię.
Chciałem zobaczyć kto będzie na zawsze. I choć moje oczy są zamknięte, widze że na zawsze jesteś TY".
czy wszystkie muszą się tak smutno/słodko kończyć.? ale i tak jest świetnie. <333
OdpowiedzUsuńuwielbiam tego bloga i obiecuje,że będe wpadać tu codziennie! http://donottruststrangers.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńJejuu, jak ja kocham twoje imaginy <3 no normalnie nie mogę się doczekać następnego <3
OdpowiedzUsuń+[zamienmy-sie-zyciem.blogspot.com] :)