niedziela, 12 maja 2013

IMAGINE 23


Idąc samotnie ulicą, jedyne co ci w tej chwili towarzyszyło to uczucie samotności, które miażdżyło każdą cząstkę ciebie na malutkie części. Wszystko czego w tej chwili potrzebowałaś, znajdowało się w twoich słuchawkach. Głos, głos chłopaka który odmienił twoje życie. Który pomagał ci wstać przy każdym upadku. Twoje myśli rozwiało uderzenie w coś twardego. Zanim zdążyłaś cokolwiek powiedzieć, wystarczyło abyś spojrzała na to co przeszkodziło ci w drodze, abyś całkiem zaniemówiła.
Pierwsza rzecz, którą dostrzegłaś były oczy. Czekoladowe oczy, które codziennie obserwowały cię na plakatach. Następnie malinowe usta. Okrągła twarz i hairflip, to właśnie dało ci do myślenia. Chłopak wyglądał identycznie jak ten który właśnie śpiewał w twoich słuchawkach. Ale...był młody. Miał może z 14 lat. Był w białej koszulce i opuszczonych spodniach, a w ręku trzymał deskorolkę.
- Przepraszam. - w końcu się odezwał.
Ten głos rozwiał twoje wątpliwości.Stałaś osłupiona jak nigdy. Nie wiedziałaś co się dzieje.
- Jestem Justin - lekko się uśmiechnął ukazując rząd śnieżno białych zębów.
Nadal się nie poruszyłaś. Jednak po chwili poczułaś że to może jakaś szansa. Może to się nie powtórzy.
- Ja przepraszam. - wciąż patrzyłaś w jego ciepłe oczy.
Chłopak lekko się uśmiechnął i podobnie jak ty, nie odwracał od ciebie wzroku, jednak po chwili się ocknął i widziałaś że ma zamiar odejść. Nie miałaś zamiaru go stracić.
- Zaczekaj - uśmiechnęłaś się i podeszłaś bliżej niego. - Może się gdzieś przejdziemy? Chciałabym cię poznać.
Chłopak spojrzał na chłopaków za sobą, którzy jeździli na deskach i pomachał do nich ręką, po czym znów spojrzał na ciebie.
- Jasne. - odwzajemnił twój uśmiech i już po chwili szliście u swojego boku.
Rozmawialiście o czym się dało. Spędziliście ze sobą cały dzień, a nawet wieczór. Nie spuszczałaś z Justina wzroku. Miałaś wrażenie że to sen który zaraz się skończy i już nigdy nie powtórzy. Już nie raz śnił ci się Justin. Już nie raz pusto obiecywał ci że cię nie zapomni, a po chwili się budziłaś i płakałaś że to nie mogło być prawdą.
- Justin? - zaczęłaś niepewnie.
- Tak? - spojrzał w twoje zaszklone oczy.
Wyjęłaś z kieszeni telefon i w ukryciu włączyłaś dyktafon.
- Obiecaj że nigdy mnie nie zapomnisz.
Chłopak zatrzymał się przed tobą i złapał twoją dłoń.
- Teraz już zawsze będę obok.

Drugiego dnia już z samego rana pod twoim domem usłyszałaś głośny krzyk.
- Shaawty!
Nie musiałaś długo się zastanawiać, kto to był. Przeczesałaś ręką włosy i zerwałaś się z łóżka. Wychyliłaś głowę przez okno i szeroko się uśmiechnęłaś.
- Chodź do mnie - pomachał ręką w twoją stronę.
- Poczekaj. Ubiorę się - pobiegłaś do łazienki i nałożyłaś na siebie ubrania. Kiedy już byłaś gotowa, zbiegłaś na dół i już po chwili stałaś przy Justinie.
- Cześć - uśmiechnęłaś się.
- Hej - odwzajemnił uśmiech, nie spuszczając wzroku z twoich oczu.
- Gdzie idziemy? - ruszyliście wolnym krokiem
- Coś ci pokażę.
Po jakimś czasie chłopak zawiązał ci opaskę na oczy i wziął na plecy. Pomimo tego jaki kruchy był, podnosił cię z łatwością.
Kiedy już doszliście na miejsce, Justin postawił cię na ziemie. Na swoich łydkach poczułaś lekkie łaskotanie trawy, do twoich uszu dobiegł słodki dźwięk śpiewu ptaków, a zapach świeżej kory doprowadzał twój nos do szaleństwa. W końcu opaska zleciała z twoich oczu, a przed nimi pojawiło się mocno zgięte drzewo które opadało prawie do samej ziemi. Justin złapał cię za rękę i pomógł na nie wejść. Siedzieliście teraz okrakiem, naprzeciwko siebie.
- To moje ulubione miejsce. - rozejrzał się - te drzewo ma piękną historię.
- Opowiedz mi - wsłuchałaś się w każde jego słowo.
- Kiedyś pod tym drzewem siedziała para. Nagle zerwała się burza i drzewo się złamało. Właściwie...wycięło. A z naprzeciwka - pokazał palcem na puste miejsce - tutaj stało drzewo. Było bardzo grube. To drzewo się złamało i spadło prosto na te na którym siedzimy. Gdyby nie one, tamta para by zginęła.
- Skąd to wszystko wiesz? - spojrzałaś na niego z zaciekawieniem.
- Bo ta para, była moimi rodzicami. - uśmiechnął się.
Z twojego oka w końcu wypłynęła łza. Gdyby nie to drzewo, nie byłoby cię tu teraz. Nie byłoby Justina. Nie miałabyś marzeń. Chłopak dostrzegł kroplę na twoim policzku i otarł ją kciukiem. Wasze twarze były coraz bliżej siebie. W chwili kiedy wasze usta miały się połączyć, wasze ciało oblał lodowaty deszcz, który nagle zleciał z ciemnych chmur. Justin podniósł oczy ku górze i lekko drgnął. Zdjął z siebie bluzę i nałożył ją na twoje mokre ramiona.
- Chodź, bo robi się niebezpiecznie. - zeskoczył z drzewa i wystawił ramiona w twoją stronę na które wskoczyłaś.
Staliście tak przez chwilę, wpatrując się w swoje oczy. Justin trzymał cię blisko siebie za biodra a ty oplatywałaś rękami jego szyje. Chłopak przysunął swoją twarz bliżej twojej i złączył wasze usta w czułym pocałunku. Chciałaś aby ta chwila trwała wiecznie. Już nawet grzmot pioruna który uderzył, wam nie przeszkodził.
Oderwaliście się od siebie, tylko kiedy zabrakło wam tchu. Spojrzeliście w swoje oczy i szeroko się uśmiechnęliście. Justin złapał twoją dłoń i złączył wasze palce. Biegliście teraz przez wielki las, uderzając stopami w kałuże z błotem, które chlapały całe wasze ciało i wywoływało u was śmiech na twarzy. Kiedy dobiegliście do małego domku na ubogiej dzielnicy, Justin otworzył ci drzwi przez które nieśmiało weszłaś.
- Spokojnie. Nikogo nie ma. - zdjął z siebie koszulke.
- Gdzie twoja mama?
- W pracy. A tata z nami nie mieszka.
- Tak wiem.
- Skąd? - zdziwił się.
To by było dziwne gdybyś powiedziała mu że był sławnym 19 latkiem, ale nagle jesteście w tym samym wieku i nikt go nie zna. Postanowiłaś zmienić temat.
- Masz jakieś ubrania? Muszę się przebrać. - uśmiechnęłaś się.
- Jasne. - wyjął z małej komody fioletową bluzkę i czarne krótkie spodenki, a po chwili podał ci je do rąk.
- Dziękuje - Justin wskazał ci łazienkę do której się udałaś, a kiedy byłaś już gotowa, wróciłaś do niego.
Nadal był bez koszulki. Jego klata nie była umięśniona, a mimo to wywoływała u ciebie mnóstwo dreszczy. Nie mogłaś się powstrzymać. Podeszłaś do Justina, który stał przy oknie i zatopiłaś się w jego ramionach. Staliście w najszczerszym uścisku jaki mógłby istnieć. Znów wszystko wydawało ci się nierealne. Znów wyjęłaś dyktafon i za plecami Justina trzymałaś go w ręku.
- Kocham Cię. - wyszeptałaś, jednak nie chciałaś żeby brzmiało to sztucznie. No bo w końcu niby znacie się dwa dni - Kocham Twoje oczy, kocham twój uśmiech, kocham twój głos, kocham twoje usta, twój nos, twoją twarz, Kocham cię.
Na swoim ramieniu czułaś uśmiech jaki pojawia mu się na ustach.
- Ja Ciebie też. Teraz już zawsze będę obok.

Kilka tygodni później poprosiłaś Justina aby ci zaśpiewał. Wszystko nagrywałaś kamerą. Śpiewał znaną ci piosenkę "With you" Chrisa Browna. Wspomnienia z konta na you tubie powróciły.
- Może wrzucimy to do internetu? - powiedziałaś podczas odtwarzania filmiku.
- No nie wiem....
- Jesteś genialny. Nigdy w siebie nie wątp, okej?
- No dobra.
- Jaką chcesz mieć nazwę?
- Kidrauhl. - na samo to słowo na twojej twarzy pojawił się uśmiech.
Po założenia konta i wstawieniu pierwszego filmiku, pojawiło się mnóstwo komentarzy. Mnóstwo pozytywnych, czyli tak jak oczekiwałaś. Chcieli więcej. Co tydzień wstawialiście nowy filmik z niesamowitym głosem twojego chłopaka.
Minął rok. Do Justina zadzwonił telefon z propozycją pojechania do Atlanty, aby nagrać swoją pierwszą piosenkę. Był bardzo szczęśliwy.
Już dzień później staliście na lotnisku.
- Dzwoń do mnie codziennie.
- Będę dzwonił nawet w nocy. - odgarnął z twojej twarzy kosmyk włosów.
- Żegnaj - wyszeptałaś. Justin puścił twoją dłoń i wsiadł do samolotu machając ci na pożegnanie.

Dzwonił codziennie. Przez pierwsze miesiące. Piosenka spodobała się każdej wytwórni, więc Justin jeździł po całym świecie aby spełniać marzenia.
Minęło kilka lat. Jego nazwisko było znane w każdym kraju. Numer Justina przestał być aktualny z powodu że dużo fanek go znalazło i dzwoniło codziennie. Nie kontaktował się z tobą przez rok. Nie widziałaś go kilka lat. Codziennie przeglądałaś jego zdjęcia. Jego długie włosy zniknęły, jego brzuch zamienił się w umięśnioną kostkę, ale jego oczy i uśmiech...wciąż były takie same i mimo że nie mogłaś podziwiać ich już na żywo, czułaś podobne uczucie co kilka lat temu.
Siedząc pewnego dnia w domu, włączyłaś radio.
- Dzisiaj naszym gościem jest Justin Bieber. Odpowiada na wasze pytania! Jeśli chcesz się z nim połączyć zadzwoń pod numer 27469.
Złapałaś za telefon i wybrałaś podany numer. Przyłożyłaś słuchawkę do ucha a do drugiej ręki wzięłaś swoją komórkę.
- Tutaj Justin - odezwał się rozbawiony głos.
Z twojej komórki odtworzyło się nagranie.
*- Obiecaj że nigdy mnie nie zapomnisz.
- Teraz już zawsze będę obok.*
Ze strony chłopaka zapanowała cisza. Rozłączyłaś się i odłożyłaś telefon na półkę.

Tej samej nocy, po raz pierwszy spokojnie usnęłaś. Bez niepotrzebnych myśli, bez płakania. Bez odczuwania tęsknoty. Zostawiłaś otwarte okno. W środku nocy obudziła cię ogromna burza. Podeszłaś do okna a z dołu usłyszałaś głośny krzyk
"Shaaawty!". Obejrzałaś się w każdą stronę, jednak nikogo tam nie było. Była godzina 3:40. Nie spałaś do rana, wsłuchiwałaś się w deszcz. Kiedy zrobiło się jasno, pod twoim oknem przejechało mnóstwo karetek. Jedna za drugą. Włączyłaś radio, z nadzieją że cokolwiek powiedzą.
"- Dzisiejszej nocy zginął idol nastolatek Justin Bieber. Około godziny 16:00 wyruszył z Los Angeles, aby pojechać do Kanady. W nocy o godzinie 3:40 zmarł w skutek przygniecenia go drzewem które zerwała burza..."
Zanim zdążyli dokończyć, wyłączyłaś radio i wybiegłaś z domu. Nie zwracałaś uwagi na lodowaty deszcz który ocierał się o twoją skórę. Miałaś na sobie pamiętną fioletową koszulkę i krótkie czarne spodenki. Wbiegłaś do lasu obtoczonego policją i lekarzami i podeszłaś do znajomego ci drzewa na którym kilka lat temu siedziałaś ze swoim ukochanym. Jego wielka kora leżała teraz na ziemi, a pod nią leżało ciało Justina. Zakryłaś usta dłonią i wysoko zapiszczałaś. Zacisnęłaś oczy, usta, zęby, pięści, ale najbardziej uciskało cię serce. Straciłaś część siebie. Obok martwego Justina leżały koce z jedzeniem, a obok nich pudełeczko. Nachyliłaś się i wzięłaś je do ręki. Otworzyłaś je i znów zawyłaś z bólu. W pudełku był diamentowy pierścionek z napisem "Teraz już zawsze będę obok."


_____________________
przepraszam że tak słabo to opisałam, ale to był mój sen i opisałam go od razu po otworzeniu powiek :)
@biebsiur

7 komentarzy:

  1. Jaki cudowny, a zarazem smutny. <33
    Takie sny mogłabym mieć codziennie. ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne :') Popłakałam się normalnie...

    @LittleSweetLady <3

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowne... brak mi słów... ;c

    Thank U ;*

    @veroni_official

    OdpowiedzUsuń
  4. też chciałabym takie sny :c piękny i smutny, przy końcu poleciało kilka łez..

    @luvminedrew

    OdpowiedzUsuń
  5. popłakałam się :') to jest piękne, masz welki talent

    OdpowiedzUsuń