- Nie chcę się żegnać. - wyszeptałaś patrząc w czekoladowe oczy Justina, które obserwowały każdy twój ruch.
- Ja też nie. - westchnął.
- Musisz wyjeżdżać?
- Kochanie - przejechał po twoim policzku swoją dłonią, ocierając przy okazji łze, która po nim spływała. - wiesz że nie mogę zawieść fanów.
- Boję się, że przez takie rozłąki nas związek długo nie przetrwa...
Chłopak natychmiast zareagował. Złapał twoją rękę i przyłożył ją do swojego serca.
- Nigdy tak nie mów, słyszysz? - zapadła cisza, a pod dłonią czułaś tylko szybkie uderzanie serca w klatkę piersiową Justina - jeśli ono przestanie cię kochać, to znaczy że już nie bije.
Lekko się uśmiechnęłaś i wtuliłaś się w jego tors. Nadal miałaś wątpliwości, a Justin dobrze o tym wiedział. Znał cię jak nikt inny.
- Hej. - oderwał się od ciebie i pociągnął cię za rękę. Podeszliście do wielkiego drzewa i pod nim stanęliście. Chłopak wyjął z kieszeni marker i na płaskiej powierzchni pnia, wypisał wasze inicjały. - Jeśli kiedykolwiek nie zobaczysz tutaj tego napisu, to znaczy że nie jesteśmy sobie przeznaczeni. - Spojrzał w twoje rozpłakane oczy.
Przejechaliście dłonią po napisach i oddaliście sobie ostatni pocałunek przed odejściem Justina.
Minął tydzień. Bieber już dawno wyjechał w trasę, jednak codziennie do ciebie dzwonił. Rozmawialiście kiedy tylko miał chwilę. Zarywał dla ciebie nocki. Dni mijały dla was jak lata.
- Oddzwonię później kochanie. - wyszeptał zmęczony głos Justina, po nieprzespanej nocy z telefonem w ręku i tobą w sercu.
- Czekam. - uśmiechnęłaś się i nacisnęłaś czerwoną słuchawkę.
Cały dzień czekałaś na telefon od ukochanego, ale on nie dzwonił. Nie napisał nawet sms. Nie odbierał telefonów. Jego przyjaciele także.
- Justin, odbierz. Martwię się. - nagrałaś się na pocztę głosową.
Kolejnego dnia schodząc do salonu, dostrzegłaś zapłakaną twarz mamy.
- Co się stało?
- Kochanie - przytuliła cię mocno, a tata tylko patrzył i nie wiedział co powiedzieć. Po chwili matka odsunęła się od ciebie i pociągnęła za dłoń ciągnąc na kanapę. Włączyła telewizję. W rogu ekranu był napis "Justin Bieber".
- Tej nocy sławny piosenkarz Justin Bieber, w raz ze swoją ekipą mieli wypadek. Niestety nikt nie przeżył. Szczere współczucia dla rodziny i fanów - mówił reprezenter co chwilę przełykając nerwowo ślinę.
Nie wiedziałaś kiedy po twoich policzkach spłynęła łza. Twój telefon zadzwonił. Policja wezwała cię na pożegnanie ukochanego. Wybiegłaś z domu, wsiadłaś na skuter i już po kilku godzinach byłaś na miejscu. Wjeżdżając w szarą ulicę, pełną krwi i hałasu od syren karetek podbiegłaś do lekarza który właśnie przewoził człowiekia przykrytego białym prześcieradłem.
- Czy to... - przeciągnęłaś, nie będąc w stanie tego wymówić.
Lekarz przytaknął głową i odszedł. Odchyliłaś prześcieradło. W tej chwili twoje gołe ramiona, otulił zimny wiatr. Ta twarz. Przejechałaś po jego zimnym policzku ciepłą dłonią i po raz ostatni złożyłaś na nich pocałunek. Zamknęłaś jego powieki szepcząc jeszcze do ucha:
- Czy twoje serce bije, czy nie, nasza miłość nie umrze. - przejechałaś po jego piersi i przykryłaś go prześcieradłem.
Policjant zaprosił cię do radiowozu.
- Przykro mi. - westchnął
- Mi też. Ale proszę mi wyjaśnić. Co on tu robił. Przecież miał być w trasie.
- Prowadził samochód i pisał sms. Z tego co wiemy, to do pani. - podał w twoją rękę telefon a na jego pękniętym ekranie wyświetliły się niewysłane wiadomości.
"Nie mogę wytrzymać tej rozłąki. Jesteś dla mnie najważniejsza. Nie pozwolę żeby coś zniszczyło naszą miłość. Mam dla ciebie niespodziankę."
Uśmiechnęłaś się czytając to, chociaż w sercu czułaś totalną przepaść.
- Czy mogę to zabrać? - skierowałaś wzrok w stronę policjanta.
- oczywiście. To na tyle. Już panią nie męczymy. Do widzenia.
Schowałaś telefon do kieszeni i poszłaś do parku. Stanęłaś pod waszym drzewem i głośno się zaśmiałaś. Napis który tutaj był, napisany był niezmywalnym markerem, wyryty żyletką w pniu i przykryty niezniszczalną, niewidoczną folią.
- Faktycznie na zawsze - przejechałaś po nim ręką.
Mijały lata. Byłaś samotna. Żyłaś z zepsutym telefonem na którym jedyne co się wyświetlało to ta cholerna wiadomość, która zabiła twojego ukochanego. Jak codziennie, byłaś pod drzewem. Kładłaś rękę na napis i zamykałaś oczy. Ale tego dnia. W waszą 40 rocznicę, zamknęłaś je na zawsze. Zamknęłaś je i otworzyłaś na górze. W niebie. Widziałaś swojego ukochanego, i podobnie jak kilka lat temu przyłożyłaś palce do jego oczu, tym razem je otwierając. Przyłożyłaś dłoń do jego martwie bijącego serca i szeroko się uśmiechnęłaś. Justin patrzył na ciebie jak na księżniczkę. Bo w końcu byłaś jego księżniczką. Przyłożył usta do twojego ucha i wyszeptał:
- Czekałem na ciebie kochanie.
cudowne... ;(
OdpowiedzUsuńmoja wyobraźnia i moje łzy czytając każdy Twój imagin ... dziękuje :)
@veroni_official
płaczę.. zresztą jak na każdym Twoim imaginie :') cudownie piszesz.
OdpowiedzUsuń@luvminedrew
chyba chcesz żebym sie utopiła w łzach :c cudowne, jak wszystkie ♥
OdpowiedzUsuń@xxKaszaxx
uwielbiam cię
OdpowiedzUsuń