- Babciu, jakie były twoje nastoletnie lata? - zapytała mała dziewczynka, siedząca naprzeciwko ciebie.
- Były wspaniałe wnusiu.
- A co robiłaś?
- Spędzałam je z moją pierwszą miłością.
- Pewnie było fajnie.
- Lepiej nie mogłam spędzić życia - uśmiechnęłaś się, patrząc w wielki plakat swojego idola z młodości.
- Jak go poznałaś?
- Pewnego dnia siedząc przed komputerem i siedząc na twitterze, dostrzegłam że wszyscy piszą o nowej gwieździe. Nazywał się Justin Bieber. Był bardzo młodziutki. Weszłam na youtube i wpisałam jego nazwisko po czym wyskoczyło mi konto "kidrauhl". Włączyłam pierwszą piosenkę która nazywała się One Time. Ten wysoki głos. Niezwykła uroda. Magiczne oczy i magnetyczne usta, sprawiały że chciałam więcej. Przeglądałam każdy filmik po kolei. Ten chłopak grał na gitarze, fortepianie, keyboardzie, trąbce, perkusji i łączył to niesamowitym głosem. Już od wtedy się od niego uzależniłam. Codziennie sprawdzałam jego konto na twitterze, na facebooku, na youtube. Codziennie pisałam do niego setki wiadomości. Jeździłam na zloty. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy stali się częścią mojej rodziny. Nazywali się beliebers, chociaż ja miałam ochotę każdego nazywać osobą o złotym sercu. Nikt nie był w stanie złamać naszej miłości, jaką darzyliśmy siebie i naszego idola. Mijały lata, które zlatywały jak miesiące, jak dni. Jedyne co się zmieniło to wygląd Justina i moja ściana. Która z każdym dniem była coraz bardziej nim obklejona. Bieber nie zmienił swojego nastawienia. Roił dla nas wszystko, lecz ludzie tego nie zauważali. Ten chłopak miał prawo do własnego życia, w którym nie mogłyśmy uczestniczyć. Mimo że tak bardzo chciałyśmy. Był 2016 rok. Żadna z nas nie wiedziała co robi Justin, gdzie jedzie, co lubi. Wszystko się zmieniło. Jednak Justin nie rzucił kariery. Nie chciał nas zostawiać, ale nie zdawał sobie sprawy z tego że nas traci. - z twojego oka popłynęła łza
- Babciu, a gdzie on teraz jest?
- Jest w niebie kochanie. Uczy aniołków śpiewać. - uśmiechnęłaś się, gładząc ręką malutką twarzyczkę swojej wnuczki.
- Nigdy go nie poznałaś?
- Nie - westchnęłaś ciężko.
- Więc było warto, spędzić całe swoje życie na kochanie osoby, która cię nie zna?
Wstałaś ze swojego bujanego fotela i złapałaś wnuczkę za rękę. Podeszłaś z nią do okna i przejechałaś ręką po mokrej od deszczu szybie.
- Weź głęboki wdech. - otworzyłaś okno.
Zrobiła jak kazałaś.
- I?
- To dzięki czemu żyjesz to powietrze. A moim powietrzem był Justin. - spojrzałaś w świecącą gwiazdę na niebie.
- Babciu?
- Tak?
- Dlaczego mam na imie Loly?
W tej chwili szeroko się uśmiechnęłaś.
- Koniec pytań na dziś. Zawołaj Jerrego i Swaggy. Czas spać.
beautiful... nie wyrażę tego słowami... nie potrafię...
OdpowiedzUsuń@veroni_official
hahahahhahaahah, ta końcówka mnie rozwaliła, ja tu sobie płacze, a tu bum ahahahahh kocham to <3
OdpowiedzUsuń