sobota, 11 maja 2013

IMAGINE 22

POLECAM POSŁUCHAĆ SOBIE TEGO --> http://www.youtube.com/watch?v=0G3_kG5FFfQ


- Będę za tobą cholernie tęsknił.
- Ja za tobą też. - otarłaś łzę która spływała ci po policzku.
- Obiecujesz że będziesz codziennie do mnie pisać? - złapał twój podbródek i uniósł do góry, patrząc uważnie w twoje oczy.
- Choćby nie wiem co się działo. 
- Choćby w lasach zabrakło drzew a w kioskach długopisów?
- Nawet jeśli miałabym pisać na kamieniach. 
- Nie rozstajemy się na długo obiecuje. - złapał cię za biodra i przybliżył do siebie, składając na twoich ustach czułe pocałunki.
- Wrócisz....prawda? - spojrzałaś z ogromną nadzieją w oczy swojego ukochanego.
- Choćby miało się palić, wrócę. - powiedział z łatwością w głosie.
- Idziemy! - krzyknął mężczyzna w morowym ubraniu, podobnym do ubrania Justina.
- Muszę iść. - nałożył na swoje umięśnione plecy wielki plecak. 
- Kocham Cię. 
- Ja Ciebie też - musnął twoje usta i wszedł do samolotu - Choćby miało się palić. - powtórzył z uśmiechem i zniknął w wielkich drzwiach. Z małego okienka jeszcze ci pomachał i z rąk ułożył idealne serce, zanim całkiem znikł. 
Przetarłaś ostatnie łzy, które spływały po twoim czerwonym policzku wraz z tuszem i usiadłaś na ławce aby obserwować samolot w którym właśnie znajdował się Justin. Przelatywał pomiędzy puszystymi chmurami, aby po chwili zniknąć pomiędzy drzewami. Już tego samego dnia przy powrocie do domu, złapałaś za kartkę i długopis.

"Dzień 1
Od naszej rozłąki minęła godzina i 21 minut. Nawet nie wiesz jak bardzo tęsknie."

Tylko tyle byłaś w stanie napisać zanim twoje oczy ponownie zalała fala łez. Zakleiłaś kopertę, z małą karteczką w której znajdowało się tylko kilka słów i wrzuciłaś do skrzynki. 

Kolejnego ranka, obudził cię telefon. Przykładając słuchawkę do ucha ponownie uderzył cię smutek.
- Dzień dobry kochanie. - zamknęłaś oczy aby móc wyobrazić sobie jego twarz za którą oddałabyś teraz wszystko.
- Cześć Justin. Tęsknie bardzo. Jak u Ciebie? Wyspałeś się? Jadłeś coś?
Justin słodko się zaśmiał.
- Jak to możliwe że gadać potrafisz bez przerwy, a w listach wysilisz się na jedno zdanie? co cię tak inspiruje?
- Co mnie inspiruje? Inspiruje mnie twój kolor oczu, dźwięk twojego głosu, zapach twoich perfum, twój dotyk. Twoja obecność. A skoro cię nie ma, to jestem w stanie napisać tylko tyle. 
Chłopak ciężko westchnął do słuchawki. 
- Kochanie...
- Wiem. - przerwałaś mu. - nie ważne. Powiesz jak u ciebie?
- Dzisiaj mieliśmy próby strzelania.
- I jak?
- Mam cela. - zaśmiał się.
- Kiedy wojna? - przełknęłaś ślinę na samą myśl o wojsku w którym był twój chłopak.
- Za tydzień.
Twoje oczy mocno się zaszkliły, a po chwili wyleciały z nich łzy. To nie był zwykły płacz, w tej chwili łkałaś cicho pojękując z bólu jaki ściskał ci serce. 
- Kocham Cię - wyszeptałaś pomiędzy łapaniem oddechu.
- Proszę nie płacz. - pociągnął nosem. Nienawidziłaś kiedy był smutny. - wrócę. Jestem tu z tobą. Sercem jesteśmy razem wszędzie. 

"Dzień 2 
Tęsknie, bardzo. Justin, nie wytrzymam kolejnej rozłąki. Obiecaj że kiedy wrócisz, nie będziemy już musieli się żegnać. Obiecaj że nasza miłość nie będzie pisana na papierze. Obiecaj że choćby miało się palić, będziemy razem."

Od Justina:
"Też tęsknie Kochanie. Codziennie budzę się i usypiam z myślą o Tobie. Obiecuje że kiedy wrócę nie wypuszczę Cię z moich ramion. Obiecuję że nasza miłość zamiast na kartkach, wypisana będzie na naszych sercach. Obiecuję że choćby miało się palić, będziemy razem. Bo umiemy docenić miłość."

Mijały kolejne dni. Każdy list który otrzymałaś od Justina, chowałaś pod poduszką. 

Szóstego dnia wieczorem, siedząc na parapecie i wpatrując się w gwiazdy twój telefon zadzwonił. Naciskając zieloną słuchawkę, przyłożyłaś go do ucha. 
- Cześć kochanie - wyszeptał znajomy ci głos.
- Justin? czemu dzwonisz o tej porze?
- Wojskowy śpi, zabrałem telefon z jego magazynu. Nie martw się wszystko jest dobrze. Co robisz?
- Siedzę przy oknie i patrzę w gwiazdy.
- Ja też - uśmiechnęliście się - widzisz tą jasną po środku?
- Widzę. 
- Patrz w nią jutro w nocy. Będę wiedział że podczas walki, jesteś ze mną. 
- Dobrze kochanie - uśmiechnęłaś się do gwiazdy, jakby była ona oczami Justina i przejechałaś ręką po szybie po której spływały krople deszczu.

Siódmego dnia sięgnęłaś po ostatnią kartkę, którą znalazłaś w domu i zanim napisałaś pierwsze słowo, spojrzałaś w pochmurne niebo i ciężko westchnęłaś.
"Dzień 7
To już dzisiaj. To dzisiaj będę modlić się za każdą sekundę twojego oddechu. To dziś będę czekać do rana, na jakikolwiek znak z twojej strony. To dzisiaj będę ci towarzyszyć podczas walki. Wierzę w ciebie i wierzę w twoje obietnice. Kocham Cię"

Zakleiłaś kopertę i wrzuciłaś do skrzynki. 
Nadszedł wieczór. Usiadłaś na parapecie i włączyłaś kilka piosenek Justina. Wmawiałaś sobie że tutaj jest. Że ten wiatr który otula twoje ramiona, to jego oddech. Że zegar który tyka, to bicie jego serca. Że gwiazda w którą się wpatrywałaś była jego oczami, które zawsze biły większym blaskiem niż ona. Dotrzymałaś obietnicy. Nie zmrużyłaś oka. Kiedy słońce pojawiło się na niebie, spojrzałaś na telefon. Niestety...Nie było żadnej wiadomości. Włączyłaś telewizję, w której aż huczało od wiadomości. 
"Dzisiejszej nocy, zginęła armia żołnierzy. Zostali niespodziewanie podpaleni przez przeciwników. Hołd oddać można pod pałacem prezydenckim, dziś o godzinie 18:00."
Otworzyłaś szeroko oczy i wyłączyłaś telewizor, tak samo jak i swoje myślenie. W tej chwili działało tylko twoje serce, które z sekundy na sekunde biło coraz wolniej. 
O godzinie 18:00 stałaś już z tłumem ludzi przyglądając się wielkiemu krzyżowi, pomiędzy setką świeczek. Wyjęłaś z małej torebki znicza i postawiłaś go obok innych.
- Obiecałeś...- wyszeptałaś i wróciłaś do domu.
Położyłaś się do łóżka i zamknęłaś oczy. 

W nocy obudził cię dotyk ciepłej ręki, która przejeżdżała po twojej zimnej twarzy. Otwierając powieki dostrzegłaś nachylającego się nad tobą Justina. Był potargany, poraniony, a jego ubrania były podarte. Lekko się uśmiechnął.
- Choćby miało się palić.

Mijały lata. Justin, tak jak obiecał nie wypuścił cię z ramion. Byliście razem do końca życia. "Bo umieliście docenić miłość".
Po waszej śmierci dostaliście miano nieśmiertelnej miłości. Pochowano was razem, jako staruszków. Wasze listy które znaleziono na polu, gdzie walczył Justin oddano do muzeum, a w miejscu w którym oddaliście swoje ostatnie oddechy wyryto pomnik z waszymi podobiznami. Powstała o was książka "Miłość zapisana na kartkach papieru", gdzie autorka opisywała ciężki samotny powrót Justina u boku jednej gwiazdy, waszą wieczną miłość a także wstawiała cytaty z waszych listów. Zostaliście w sercach ludzi przez lata. 

wtorek, 7 maja 2013

IMAGINE 21

Ogromny ścisk, głośny krzyk i ból w ciele to tylko kilka cech którymi potrafiłaś opisać sytuację w jakiej się właśnie znajdujesz. Już od kilku godzin stoisz na obolałych palcach, a w twoje żebra wbijają się łokcie innych dziewczyn. Ale to nic w porównaniu z tym, co czułaś w sercu. Nie mogłaś uwierzyć że jesteś tutaj, pod hotelem w Nowym Jorku. Wśród swojej rodziny. Wśród beliebers. Nie minęła chwila, a już słychać było tysiące piszczących głosów skierowanych w strone jednej osoby. Nie miałaś wątpliwości, kogo właśnie zobaczyły. Jakimiś cudem, przepchnęłaś się przez stado dziewczyn, które stały zszokowane nawet nie dostrzegając że ich wyprzedzasz. Podeszłaś do barierek, a po chwili zostałaś do nich mocno przyciśnięta. Czułaś ból, jednak to nie miało ci popsuć tego momentu, który mógł być ostatnią taką szansą. Chłopak stał centralnie naprzeciwko ciebie. Nie potrafiłaś krzyczeć. Nie potrafiłaś się poruszyć. Jedyne co w tej chwili pracowało to na szczęście głowa. Wyjęłaś telefon, musiałaś uwiecznić tę chwilę. Włączyłaś kamerę i nastawiłaś obiektyw na swojego idola, który przepychał się pomiędzy tłumem. Przed nim stał ochroniarz, który zasłaniał ci niemal cały widok. 
- Przepraszam? - powiedziałaś nieśmiało, a twój głos zakrywały krzyki dziewczyn.
Ochroniarz spojrzał w twoją stronę i przybliżył dłoń do aparatu, chcąc zasłonić obiektyw. Jednak zza jego pleców wyłoniła się długa ręka która wyrwała go z twoich rąk. - Hej! Mój telefon!
Po chwili chłopak pokazał swoją twarz. Patrzył w twoje zszokowane oczy z ogromnym uśmiechem. Justin Bieber ukradł ci telefon.
Kiedy zniknął z twojego pola widzenia, wróciłaś do domu. Tak po prostu. Jakby nic się nie stało. Nie chciałaś mówić mamie. Nie chciałaś myśleć o niczym innym niż o Justinie. 
Wieczorem weszłaś na twittera. Mając zamiar napisać o dzisiejszym zajściu, na swoim profilu zobaczyłaś parę tweetów, których nie pisałaś. Były sprzed godziny.
"Ładny masz telefon"
"Bardzo wygodnie się na nim pisze"
"Fajne zdjęcia" - czytając to głośno się zaśmiałaś. jedynie zdjęcia jakie tam były to Justina.
"sprawdź interakcje" - pojawił się tweet z przed kilku minut.
Wchodząc tam gdzie ci kazano, zobaczyłaś to o czym marzyłaś. To na co czekałaś tyle lat.
"Justin Bieber Obserwuje Cię"
Już nie mogłaś powstrzymać łez. Tusz ściekał po twoich ciepłych policzkach i zlatywał prosto na twoją fioletową koszulkę z wizerunkiem swojego idola.
Napisałaś do wszystkich swoich twitterowych koleżanek i już po chwili leżałaś roztrzęsiona w łóżku.

- Kochanie! jakaś paczka do ciebie! - obudziła cię mama z samego rana.
- Już idę. - założyłaś na siebie bluzę i zeszłaś na dół. 
Zabrałaś karton, z rąk mamy i usiadłaś na kanapie w salonie. Rozwiązałaś, starannie zrobioną wstążkę i zajrzałaś do środka. Telefon. Twój telefon. Zaśmiałaś się. Wzięłaś go do ręki i już po chwili pojawiło się na nim powiadomienie z wielkim tytułem "ZAJRZYJ DO ZDJĘĆ". Wchodząc w galerię przeglądałaś po kolei każde zdjęcie. Justin. Justin. Justin bez koszulki. Justin z kartką "kocham cię" i twoim username pod spodem. Justin uśmiechający się do obiektywu. Każdy rodzaj Justina. Szeroko się uśmiechając, przejechałaś palcem po ekranie i włączyłaś filmik.
"Hej Shawty. Chyba powinnaś wylogowywać się z twittera, zanim ci go ktoś ukradnie. - zaśmiał się - mam nadzieję że nie masz mi tego za złe. - przejechał ręką po swoich idealnych włosach - Ale jeśli jesteś na mnie zła, to lepiej zmień numer, bo tak szybko się mnie nie pozbędziesz"

poniedziałek, 6 maja 2013

IMAGINE 20

Budzisz się w odległym miejscu, chociaż jesteś pewna że usnęłaś w swoim pokoju. Zdejmujesz z uszu wielkie słuchawki, które były przymocowane do metalowych rur nad twoim łóżkiem i wstajesz na swoich ledwo przytomnych nogach. Rozglądasz się wokół. Gdzie twoje plakaty? Były wywieszone na każdej ścianie. Podchodzisz do starego komputera który stoi na biurku w koncie i siadasz przed nim na drewnianym krześle. Próbujesz zalogować się na twittera. "Użytkownik nie istnieje" - wyskakuje wielki napis na ekranie. Marszczysz ze zdziwienia brwi. Wchodzisz w google i wpisujesz "Justin Bieber". Grafika jest, ale nigdzie nie ma tego Justina jakiego miałaś na myśli. Tego którego kochałaś przez 4 lata. Nagle na twoim laptopie pojawia się czarne okienko 
"Dziękujemy za udział w naszym eksperymencie. Teraz wiemy jak wygląda życie fanki. Przez 4 lata byłaś w śpiączce, a idola wymyśliłaś sama, tak jak i fandom. Teraz możesz powrócić do normalnego życia. Dziękujemy"

IMAGINE 19

- Nie chcę się żegnać. - wyszeptałaś patrząc w czekoladowe oczy Justina, które obserwowały każdy twój ruch.
- Ja też nie. - westchnął.
- Musisz wyjeżdżać?
- Kochanie - przejechał po twoim policzku swoją dłonią, ocierając przy okazji łze, która po nim spływała. - wiesz że nie mogę zawieść fanów.
- Boję się, że przez takie rozłąki nas związek długo nie przetrwa...
Chłopak natychmiast zareagował. Złapał twoją rękę i przyłożył ją do swojego serca.
- Nigdy tak nie mów, słyszysz? - zapadła cisza, a pod dłonią czułaś tylko szybkie uderzanie serca w klatkę piersiową Justina - jeśli ono przestanie cię kochać, to znaczy że już nie bije. 
Lekko się uśmiechnęłaś i wtuliłaś się w jego tors. Nadal miałaś wątpliwości, a Justin dobrze o tym wiedział. Znał cię jak nikt inny. 
- Hej. - oderwał się od ciebie i pociągnął cię za rękę. Podeszliście do wielkiego drzewa i pod nim stanęliście. Chłopak wyjął z kieszeni marker i na płaskiej powierzchni pnia, wypisał wasze inicjały. - Jeśli kiedykolwiek nie zobaczysz tutaj tego napisu, to znaczy że nie jesteśmy sobie przeznaczeni. - Spojrzał w twoje rozpłakane oczy.
Przejechaliście dłonią po napisach i oddaliście sobie ostatni pocałunek przed odejściem Justina. 
Minął tydzień. Bieber już dawno wyjechał w trasę, jednak codziennie do ciebie dzwonił. Rozmawialiście kiedy tylko miał chwilę. Zarywał dla ciebie nocki. Dni mijały dla was jak lata. 
- Oddzwonię później kochanie. - wyszeptał zmęczony głos Justina, po nieprzespanej nocy z telefonem w ręku i tobą w sercu.
- Czekam. - uśmiechnęłaś się i nacisnęłaś czerwoną słuchawkę.

Cały dzień czekałaś na telefon od ukochanego, ale on nie dzwonił. Nie napisał nawet sms. Nie odbierał telefonów. Jego przyjaciele także. 
- Justin, odbierz. Martwię się. - nagrałaś się na pocztę głosową.

Kolejnego dnia schodząc do salonu, dostrzegłaś zapłakaną twarz mamy. 
- Co się stało?
- Kochanie - przytuliła cię mocno, a tata tylko patrzył i nie wiedział co powiedzieć. Po chwili matka odsunęła się od ciebie i pociągnęła za dłoń ciągnąc na kanapę. Włączyła telewizję. W rogu ekranu był napis "Justin Bieber". 
- Tej nocy sławny piosenkarz Justin Bieber, w raz ze swoją ekipą mieli wypadek. Niestety nikt nie przeżył. Szczere współczucia dla rodziny i fanów - mówił reprezenter co chwilę przełykając nerwowo ślinę.
Nie wiedziałaś kiedy po twoich policzkach spłynęła łza. Twój telefon zadzwonił. Policja wezwała cię na pożegnanie ukochanego. Wybiegłaś z domu, wsiadłaś na skuter i już po kilku godzinach byłaś na miejscu. Wjeżdżając w szarą ulicę, pełną krwi i hałasu od syren karetek podbiegłaś do lekarza który właśnie przewoził człowiekia przykrytego białym prześcieradłem.
- Czy to... - przeciągnęłaś, nie będąc w stanie tego wymówić.
Lekarz przytaknął głową i odszedł. Odchyliłaś prześcieradło. W tej chwili twoje gołe ramiona, otulił zimny wiatr. Ta twarz. Przejechałaś po jego zimnym policzku ciepłą dłonią i po raz ostatni złożyłaś na nich pocałunek. Zamknęłaś jego powieki szepcząc jeszcze do ucha:
- Czy twoje serce bije, czy nie, nasza miłość nie umrze. - przejechałaś po jego piersi i przykryłaś go prześcieradłem. 
Policjant zaprosił cię do radiowozu.
- Przykro mi. - westchnął
- Mi też. Ale proszę mi wyjaśnić. Co on tu robił. Przecież miał być w trasie.
- Prowadził samochód i pisał sms. Z tego co wiemy, to do pani. - podał w twoją rękę telefon a na jego pękniętym ekranie wyświetliły się niewysłane wiadomości.
"Nie mogę wytrzymać tej rozłąki. Jesteś dla mnie najważniejsza. Nie pozwolę żeby coś zniszczyło naszą miłość. Mam dla ciebie niespodziankę."
Uśmiechnęłaś się czytając to, chociaż w sercu czułaś totalną przepaść.
- Czy mogę to zabrać? - skierowałaś wzrok w stronę policjanta.
- oczywiście. To na tyle. Już panią nie męczymy. Do widzenia.

Schowałaś telefon do kieszeni i poszłaś do parku. Stanęłaś pod waszym drzewem i głośno się zaśmiałaś. Napis który tutaj był, napisany był niezmywalnym markerem, wyryty żyletką w pniu i przykryty niezniszczalną, niewidoczną folią.
- Faktycznie na zawsze - przejechałaś po nim ręką.

Mijały lata. Byłaś samotna. Żyłaś z zepsutym telefonem na którym jedyne co się wyświetlało to ta cholerna wiadomość, która zabiła twojego ukochanego. Jak codziennie, byłaś pod drzewem. Kładłaś rękę na napis i zamykałaś oczy. Ale tego dnia. W waszą 40 rocznicę, zamknęłaś je na zawsze. Zamknęłaś je i otworzyłaś na górze. W niebie. Widziałaś swojego ukochanego, i podobnie jak kilka lat temu przyłożyłaś palce do jego oczu, tym razem je otwierając. Przyłożyłaś dłoń do jego martwie bijącego serca i szeroko się uśmiechnęłaś. Justin patrzył na ciebie jak na księżniczkę. Bo w końcu byłaś jego księżniczką. Przyłożył usta do twojego ucha i wyszeptał:
- Czekałem na ciebie kochanie.

sobota, 4 maja 2013

IMAGINE 18

- Babciu, jakie były twoje nastoletnie lata? - zapytała mała dziewczynka, siedząca naprzeciwko ciebie.
- Były wspaniałe wnusiu.
- A co robiłaś?
- Spędzałam je z moją pierwszą miłością. 
- Pewnie było fajnie.
- Lepiej nie mogłam spędzić życia - uśmiechnęłaś się, patrząc w wielki plakat swojego idola z młodości.
- Jak go poznałaś?
- Pewnego dnia siedząc przed komputerem i siedząc na twitterze, dostrzegłam że wszyscy piszą o nowej gwieździe. Nazywał się Justin Bieber. Był bardzo młodziutki. Weszłam na youtube i wpisałam jego nazwisko po czym wyskoczyło mi konto "kidrauhl". Włączyłam pierwszą piosenkę która nazywała się One Time. Ten wysoki głos. Niezwykła uroda. Magiczne oczy i magnetyczne usta, sprawiały że chciałam więcej. Przeglądałam każdy filmik po kolei. Ten chłopak grał na gitarze, fortepianie, keyboardzie, trąbce, perkusji i łączył to niesamowitym głosem. Już od wtedy się od niego uzależniłam. Codziennie sprawdzałam jego konto na twitterze, na facebooku, na youtube. Codziennie pisałam do niego setki wiadomości. Jeździłam na zloty. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy stali się częścią mojej rodziny. Nazywali się beliebers, chociaż ja miałam ochotę każdego nazywać osobą o złotym sercu. Nikt nie był w stanie złamać naszej miłości, jaką darzyliśmy siebie i naszego idola. Mijały lata, które zlatywały jak miesiące, jak dni. Jedyne co się zmieniło to wygląd Justina i moja ściana. Która z każdym dniem była coraz bardziej nim obklejona. Bieber nie zmienił swojego nastawienia. Roił dla nas wszystko, lecz ludzie tego nie zauważali. Ten chłopak miał prawo do własnego życia, w którym nie mogłyśmy uczestniczyć. Mimo że tak bardzo chciałyśmy. Był 2016 rok. Żadna z nas nie wiedziała co robi Justin, gdzie jedzie, co lubi. Wszystko się zmieniło. Jednak Justin nie rzucił kariery. Nie chciał nas zostawiać, ale nie zdawał sobie sprawy z tego że nas traci. - z twojego oka popłynęła łza
- Babciu, a gdzie on teraz jest? 
- Jest w niebie kochanie. Uczy aniołków śpiewać. - uśmiechnęłaś się, gładząc ręką malutką twarzyczkę swojej wnuczki.
- Nigdy go nie poznałaś?
- Nie - westchnęłaś ciężko.
- Więc było warto, spędzić całe swoje życie na kochanie osoby, która cię nie zna?
Wstałaś ze swojego bujanego fotela i złapałaś wnuczkę za rękę. Podeszłaś z nią do okna i przejechałaś ręką po mokrej od deszczu szybie.
- Weź głęboki wdech. - otworzyłaś okno.
Zrobiła jak kazałaś.
- I?
- To dzięki czemu żyjesz to powietrze. A moim powietrzem był Justin. - spojrzałaś w świecącą gwiazdę na niebie. 
- Babciu?
- Tak?
- Dlaczego mam na imie Loly? 
W tej chwili szeroko się uśmiechnęłaś.
- Koniec pytań na dziś. Zawołaj Jerrego i Swaggy. Czas spać.

Imagine 17


Tej nocy znów nie możesz spać. Leżysz na plecach i głęboko wzdychasz. Zamykasz oczy. Przed twoimi oczami pojawia się 16 latek z grzywką na bok, który Szeroko się uśmiecha. 
To Kidrauhl.
Obwisłe spodnie. Full Cap. Supry. Szczęśliwe oczy. Serce z dłoni. Wygłupy na deskorolce. Bieganie po sali tanecznej z papierem toaletowym. Pościel ze spidermanem. Spodnie w żółwie ninja. Przyjaźń z Christianem. Przyjaźń z Chazem. Przyjaźń z Ryanem. Złamana noga na koncercie. Shawty Mane. Gra na xboxie w tourbusie. Dobry kontakt z Usherem. Piosenki z Seanem. Ułożona kostka rubika. Kenny jako ochroniarz. Wygłupy z mamą Jan. Gra na fortepianie. Jedzenie ciastek ze śmietnika. "Ja tylko młodo wyglądam". Koszule w krate. Pierwszy tatuaż. Zdawanie na prawo jazdy. "You won't be sixteen fotever". Zielona bluza i pieski. Szara bluza i śpiewanie ''aye aye aye". "who want's to be my baby?". Latanie nad beliebers w wielkim sercu. Jaitlin. Never Say Never. My World. Swag. Omaha mall. Kontrolująca Pattie. Bieber Fever. "My name is Justin and this is how i drum". Purple Ninja. Mutacja. Hair Flip. Pierwszy tweet. Bitwy wodne po koncercie. Wpadanie w szklane drzwi. Wysoki głos. Granie na gitarze przed teatrem. Beliebers. Bieber porno. U smile i smile. Never Say Never z Jedenem. Skok na bungee. Wygłupy przed koncertem. Wizyty u dziadków. Pies Sammy. Jason Deeps. Jason McCan. Prawdziwe One Less Lonely Girl. One Time. 
Z Twojego oka wylatuje łza która spływając po napiętym policzku, opada prosto na ramie mężczyzny leżącego obok ciebie.
- Co się stało? - podniósł się na łokciach i patrzył prosto w twoje ciężkie od płaczu powieki. 
- Wspominam Kidrauhl'a. 
- Dlaczego?
- Bo za nim tęsknie.
Chłopak przejechał ręką po twojej szyi i odgarnął z niej włosy które na nią opadały. Przybliżył swoje ciepłe usta do twojego ucha.
- Kochanie, Przecież wiesz że zawsze nim byłem i będę.


_____________
Napisałam to żebyśmy sobie powspominały naszego małego kidrauhl'a. Dzisiaj dzień młodego Justina :')


środa, 1 maja 2013

Imagine 16

2009 rok.
Tego dnia wstajesz z uśmiechem. Zakładasz na siebie fioletowe ubrania i wszystkie rzeczy związane z twoim idolem. Zaczesujesz włosy w wysokiego koka i zbiegasz na dół.
- Gotowa mamo! - krzyczysz szczęściem które w ciebie kipi. 
Mama równie jak ty, jest bardzo zadowolona. Cieszy się że może spełnić twoje marzenie. Wsiadacie do samochodu. Z twojego malutkiego telefonu lecą piosenki Justina. "One Time", "Pick Me". Ten młody głosik sprawiał że emocje które w tobie siedziały, wydostawały się na zewnątrz z każdą kolejną melodią.
Po kilku godzinach drogi, wyszłaś z auta. Stanęłaś przed wielką areną i nie potrafiłaś się poruszyć. Twoje oczy zaszkliły się łzami, a serce tykało jak bomba. Właśnie teraz miałaś spełnić swoje marzenie. Właśnie tutaj, w tej hali, będziesz przy Justinie Bieberze. Dreszcz ogarnął całe twoje ciało, aż w końcu przedostał się do nóg, które z wrażenia zaczęły się o siebie plątać. Wielkie drzwi się otworzyły. Przeciskałaś się przez tłumy, trzymając w małej rączce swój bilet. Ochroniarz podniósł cię do góry i pomógł dostać się do środka. Było ciepło. Chociaż inni stali w bluzach, ty miałaś ochotę biegać tutaj w bieliźnie. Stanęłaś przed małą kurtyną koło której stał ochroniarz. 
- Masz bilet? - zapytał patrząc w twoje zapłakane oczy.
Wystawiłaś trzęsącą się dłoń w jego kierunku, na co tylko się uśmiechnął. 
- Zapraszam - odchylił kurtynę.
Mijając czerwoną firanę, stałaś teraz sama w małym pokoju. Spojrzałaś na swoje obolałe nogi i się zaśmiałaś. 
- Cześć. - przerwał ci głos, który w twoich uszach brzmiał jak chór.
Nic nie odpowiedziałaś. Stałaś z otwartymi ustami i wgapiałaś się w młodego chłopaka który przed tobą stał. Był ubrany w białą bluzkę, czarne opuszczone spodnie i fioletowe supry. Kiedy zauważyłaś jak macha swoimi idelanymi włosami na bok, które wcześniej podziwiałaś tylko na zdjęciu, Znów zaczęłaś płakać. 
- Hej - podszedł do ciebie, złapał cię za rękę i przyciągnął bliżej siebie. - Nie płacz - otarł twoje mokre policzki. 
- Kocham cie - wyszeptałaś 
- Też cię kocham.
W tej chwili na salę wszedł fotograf. Justin mocno cię objął. Nie minęła sekunda a ochroniarze zaczęli cię wypraszać. 
- Jeszcze się zobaczymy Justin! Obiecuje - wykrzyczałaś.

2013 rok.
Siadasz przed swoją kosmetyczką i malujesz swoje długie rzęsy. Przeczesujesz włosy i zapinasz je w wysokiego koka, uśmiechając się do swojego odbicia. Zakładasz na siebie fioletowy t-shirt, którtkie fioletowe spodenki i dobierasz biżuterię związaną z twoim idolem. Kiedy już jesteś gotowa, zbiegasz na dół.
- Gotowa mamo! - krzyczysz.
Twoja mama wychodzi z kuchni i przeciera swoją pomarszczoną twarz. Mimo trudności jakie sprawia jej bieg, podobnie jak kilka lat temu biegniecie pełne szczęścia do samochodu. Włączasz "Boyfriend", "As long as you love me". Ten męski głos, przyprawiał cię o tysiące dreszczy. Po kilku godzinnej jeździe, wysiadłaś z samochodu. Stanęłaś przed areną i głęboko westchnęłaś. Nie mogłaś w to uwierzyć. Co jeśli Justin cię nie rozpozna? Zmieniłaś się. Przepychając się przez wielki tłum, weszłaś do środka. Padał śnieg, a ty byłaś a krótkich spodenkach i bluzce na ramiączka, i mimo to było ci gorąco jak w saunie. Podeszłaś do kurtyny i spojrzałaś w znajome oczy ochroniarza. 
- Mam bilet - uśmiechnęłaś się i podałaś go w jego stronę.
Mężczyzna się uśmiechnął i wpuścił cię do środka. Stałaś na czerwonym dywanie. Znów spojrzałaś na swoje nogi, które wydawały się jakby były z waty i zaczęłaś się śmiać. Poczułaś na sobie mocny uścisk. Kiedy podniosłaś wzrok dostrzegłaś fotografa. Obok ciebie stał Justin, trzymał ręce na twoich biodrach. Spojrzałaś w jego czekoladowe oczy i szeroko się uśmiechnęłaś. Chłopak przybliżył głowę do twojego ucha i wyszeptał:
- Czekałem na ciebie shawty.