*Justin nie jest sławny i ma 19 lat*
Będąc w niewielkim sklepie marketingowym, który znajdował się zaraz od twojego domu, sięgnęłaś po liste z zakupami. Często byłaś w tym miejscu sama, bo ten mały sklepik nie był zaopatrzony w dobrej jakości jedzenie. Zakreśliłaś kilka produktów, które znajdowały się w twoim koszyku i omijałaś kolejne półki.
- Daj kase. - usłyszałaś głośny krzyk - Daj ją!
Wyjrzałaś zza półek i dostrzegłaś wysokiego chłopaka z pistoletem w ręku którym celuje w sprzedawce.
- Człowieku odpuść.. - błagał
- Chcesz żebym strzelił? - powiedział z depresją w głosie. - wyciągaj pieniądze, już.
Sprzedawca otworzył kasę i wolno w niej grzebał. Miałaś okazję aby przyjrzeć się sytuacji. Chłopak nie wyglądał groźnie. Miał włosy postawione na żelu, za dużą koszulkę, szare dresowe spodnie i trampki. Na jego ręku wisiała kolorowa bransoletka zrobiona ze sznureczków, na której widniał napis "Justin".
Nie wiedziałaś co robić. Kiedy za bardzo się wychyliłaś, strąciłaś łokciem szklaną butelkę. Po sklepie rozległ się głośny dźwięk, a chłopak od razu spojrzał w twoją stronę. Wycofał się lekko do tyłu i skierował broń w twoją stronę, obserwując uważnie kontem oka sprzedawce.
- Chodź tu - powiedział głośno
Ścisnęłaś wargi i stanęłaś przed chłopakiem z podniesionymi rękami. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i zmarszczył brwi.
- Powiedziałem że masz wyciągać tą kase, tak? - zwrócił się do sprzedawcy, który stał nieruchomo.
- Dlaczego to robisz? - w końcu wydusiłaś z siebie słowo.
- Hm? - spojrzał na ciebie ze zdziwieniem.
- Dlaczego tutaj jesteś? - mówiąc to, przybliżyłaś się do niego o jeden krok.
- Co cie to interesuje? - odpowiedział z błyskiem w oczach.
Zauważyłaś że sprzedawca korzystając z okazji, sięga po telefon.
- Odłóż to - powiedziałaś do niego. Chłopak skierował na niego wzrok i przybliżył pistolet patrząc prosto w jego stare oczy.
- Słyszałeś? Odłóż. - powtórzył, a kiedy starzec zrobił co mu kazaliście, znów spojrzał na ciebie.
- No więc bardzo mnie to interesuje.
- A ty? Dlaczego to robisz?
- To znaczy?
- Wygląda jakbyś mi pomagała. - wzruszył ramionami.
- Bo nie chce żebyś sobie spieprzył życie. Jesteś młody. - Opuściłaś ręce w dół i znów zrobiłaś krok w przód.
- Moje życie już jest spieprzone. - skierował wzrok w dół
- Masz rodzinę?
- Mam.
- Chciałbyś ich zostawić samych?
- Nigdy.
- Więc odłóż ten pistolet. Zapomnimy o tym.
Chłopak spojrzał na swoją rękę, a później na przerażoną twarz sprzedawcy. Po chwili wachania, opuścił rękę w dół i schował pistolet w kieszeń.
- Ja...-rozejrzał się - ja przepraszam. - chwycił za klamkę i wyszedł pośpiesznym tempem.
- Dziękuje. Nie wiem co by się stało gdyby tutaj pani nie było - powiedział sprzedawca.
- Nie ma za co, ale proszę nie dzwonić na policję. On tutaj nie wróci. - odparłaś i wyszłaś ze sklepu, zostawiając gdzieś między półkami swoje zakupy.
Na ulicach było ciemno i wiało pustkami. Rozejrzałaś się i skręciłaś w kolejną ulicę. Po chwili na swoim ramieniu poczułaś dłoń. Odwróciłaś się i zobaczyłaś chłopaka ze sklepu, który ci się przygląda.
- Wsiadaj - pokazał na samochód, który stał obok.
- Ale..
- Wsiadaj - przerwał ci.
Zrobiłaś jak kazał. To był pierwszy moment w którym bałaś sie o własne życie. Chłopak zatrzasnął za tobą drzwi, a po chwili usiadł obok ciebie, na miejscu kierowcy. Odpalił gaz i ruszyliście w nieznanym ci kierunku.
- Gdzie jedziemy? - zapytałaś niepewnie.
- Chyba nie myślisz że po tym co widziałaś, dam ci po prostu odejść? - odpowiedział, nie spuszczając wzroku z ciemnej ulicy.
Przełknęłaś głośno śline, myśląc w co się właśnie wpakowałaś i postanowiłaś siedzieć cicho. Pytania ani błaganie o litość nic tutaj nie dadzą. Skoro cię porwał, to znaczy że jest nie obliczalny.
Po jakimś czasie, zatrzymaliście się przy małym domu, na dość ubogiej dzielnicy. Mimo że sama nie byłaś najbogatsza, na sam widok stanu chociażby popękanych okien, miałaś ochotę przeznaczyć na nie całe swoje pieniądze. Rozejrzałaś się dookoła i nawet nie zauważyłaś kiedy chłopak czekał już na zewnątrz aż wysiądziesz. Otworzył ci drzwi, przez które wyszłaś i zostawił samochód na trawniku obok domu.
Weszliście powoli do środka. Wyglądał on okropnie. Tania tapeta ze ścian, schodziła prawie że do podłogi a wilgoć dało się wyczuć biorąc mały wdech.
Po chwili z małego pokoju wybiegła dziewczynka, która podbiegła do chłopaka i mocno go przytuliła. Wziął ją na ręce i pocałował w czoło.
- Już nigdzie nie idę kochanie. - znów ją ucałował.
- Justin. Jestem głodna. - chłopak spojrzał na ciebie, a potem znów na dziewczynkę
- Ja też. Jutro zjemy normalny obiad, obiecuję. - przejechał dłonią po jej potarganych włosach i postawił na ziemię.
- Kto to jest? - dziewczynka wyszeptała Justinowi i pokazała na ciebie palcem.
- To jest moja koleżanka - odpowiedział, zerkając na ciebie z zakłopotaniem - a to jest moja młodsza siostra, Jazzy. - dziewczynka spojrzała z poważną miną na chłopaka i tupnęła nogą - Ah tak - zaśmiał się - księżniczka Jazzy. Tobie też radzę tak na nią mówić, bo jak się obrazi to nie ma przebacz.
- Justin, jestem śpiąca - wyszeptała pomiędzy braniem oddechu.
Chłopak złapał ją za rękę i zaprowadził do pokoju obok. Po chwili do ciebie wrócił i podobnie jak dziecko, poprowadził cię do pomieszczenia na przeciwko pokoju Jazzy. Była to najwyraźniej jego sypialnia, bo wyglądała jak pokój normalnego nastolatka.
- Dobranoc - wyszedł z pokoju i zamknął cię na klucz.
Zamiast myśleć o ucieczce, poddałaś się i usiadłaś na łóżku. Z pokoju na przeciwko usłyszałaś hałas. Im bliżej podchodziłaś drzwi, tym bardziej się nasilał. Usiadłaś pod nimi i wsłuchiwałaś się w dźwięk. To był śpiew. Męski głos właśnie teraz wczuwał się w melodię gitary, która mu towarzyszyła.
Coś było w tym głosie. Coś czego nigdy nie słyszałaś. Śpiewał czysto i łagodnie. Gdybyś nie wiedziała kim on jest, pomyślałabyś że w to jakaś światowa gwiazda właśnie ćwiczy swój wokal.
Kiedy muzyka ucichła, usłyszałaś delikatnie zamykane drzwi. Wróciłaś do łóżka i leżałaś. Całą noc.
Kolejnego dnia z samego rana obudził cię dźwięk otwieranych drzwi. To był Justin. Pomachał ci ręką w swoją stronę i znikł. Przetarłaś zaspane oczy i wyszłaś z pokoju. W kuchni na niewielkim stole czekało jedzenie. Przy nim siedziała Jazzy, a Justin jeszcze kroił coś na blacie.
- Cześć księżniczko - powiedziałaś z lekkim uśmiechem na twarzy i oparłaś się o ścianę.
- Siadaj - odparł Justin, spoglądając w twoją stronę.
Na stole były tylko dwa talerze, z czego jeden należał do Jazzy.
- A ty?
- Co ja?
- Nie jesz?
- Już jadłem - powiedział z lekko drżącym głosem.
Wiedziałaś że kłamie, szczególnie zwracając uwagę na małą ilość jedzenia, która była na talerzach. Policzki Justina były zapadnięte, oczy zmęczone, a brzuch który burczał, słyszałaś już z daleka. Nie mogłaś tego zjeść.
- Nie jestem głodna - skrzywiłaś się.
- Oj usiądź! musisz tego spróbować! Kiedy to przygotowywał, cały czas się mnie pytał czy ci będzie smakować - powiedziała Jazzy, jedząc jakby głodowała przez kilka dni.
- Jazzy - krzyknął zawstydzony Justin.
Uśmiechnęłaś się do siebie i usiadłaś przy stole. Chłopak oparł się o blat i was obserwował.
- Jej, Justin - powiedziałaś po pierwszym gryzie - To jest idealne - kontem oka, widziałaś jak się uśmiecha.
Byłaś w szoku, że tak ubogie jedzenie, może być tak smaczne. Zastanawiałaś się tylko, skąd wziął na to pieniądze, ale wiedziałaś że nie powinnaś poruszać tego tematu przy Jazzy.
Kiedy mała skończyła jeść, Justin pomógł jej wstać i się ubrać. Kazał ci poczekać i wyszedł z nią, zamykając cię w domu.
Weszłaś do łazienki. Nie było w niej nic szczególnego, co by się wyróżniało.
Następnie przeszłaś do pokoju Jazzy. Pokój jak pokój. Fioletowe ściany, kilka tanich zabawek i chłopięcych plakatów. W rogu stała gitara. Domyśliłaś się że to ją słyszałaś wczorajszej nocy. Na łóżku Jazzy, leżała korona, zrobiona z kwiatów. Była starannie ozdobiona fioletowymi wyschniętymi różami i wiązana nitką.
Uśmiechnęłaś się do siebie i opuściłaś pokój.
Później zwiedziłaś kolejny pokój który znajdował się na końcu niewielkiego korytarza. Na suficie wisiał napis ''WITAJ W DOMU MAMO" a dookoła porozstawiane były przebite już balony. Łóżko wyglądało na nowe. Na półce obok niego stało zdjęcie. Był na nim Justin, była Jazzy i kobieta. Najwyraźniej ich matka. Opuściłaś pokój w nienaruszonym stanie i wróciłaś do kuchni.
Do domu wszedł Justin.
- musiałem ja odprowadzić do przedszkola. - mówił zasapanym głosem.
- Nie ma sprawy.
Chłopak usiadł na kanapie i oparł głowę o dłoń.
- Skąd miałeś pieniądze na jedzenie? - w końcu postanowiłaś zapytać.
- Spokojnie. Nic nie ukradłem, nie mogłem. - westchnął - pożyczyłem od znajomego.
- Nie powinieneś chodzić z pistoletem. Wiesz że policja może zrobić ci rewizję w każdej chwili.
- Masz na myśli to? - wyjął z kieszeni pistolet i pokazał ci środek w którym nie było naboi - to zabawka.
Przypomniałaś sobie jak jeszcze wczoraj przed tą zabawką drżały ci nogi.
- Justin....Mogę o coś spytać?- zaczęłaś niepewnie.
- Tak? - spojrzał na ciebie.
- Gdzie są twoi rodzice?
- chodzi ci o moją mamę? Tata olał nas kiedy się urodziłem, a mama wyjechała za granicę żeby zarobić pieniądze. Co jakiś czas nam wysyła grosze które zarabia. - zadrwił. - domyślam się że widziałaś pokój, więc tak, miała wrócić. Nie wróciła.
- Przykro mi.
- Wiem.
Podeszłaś do Justina i mocno go przytuliłaś.
Wieczorem Justin zaprowadził cię do pokoju i zgasił światło.
- dobranoc - wyszeptał i opuścił pomieszczenie.
Po chwili znów usłyszałaś męski głos naprzeciwko swojego pokoju.
- Justin jestem głodna.
- Po prostu uśnij....
Wyjrzałaś przez dziurkę od klucza. Na łóżku leżała uśmiechnięta Jazzy a obok niej siedział Justin, który trzymał w ręku gitarę i śpiewał tę samą piosenkę, którą słyszałaś wczoraj.
- "one less lonely girl, one less lonely girl" - nucił do jej ucha, a po chwili założył na jej głowę wianek, który wcześniej widziałaś. - Dobranoc księżniczko - odłożył gitarę na bok i pocałował ją w czoło.
Kolejny ranek wyglądał tak samo. Śniadanie, smakujące jeszcze lepiej niż te poprzedniego dnia. Było go więcej i dało się wyczuć w nim droższe przyprawy. Jazzy miała na sobie nowe ubrania, a Justin miał nową fryzurę.
Po tym jak odprowadził Jazzy do przedszkola, kazał ci zamknąć się w pokoju. Tak też zrobiłaś. Po chwili do domu zadzwonił dzwonek.
- Oddaj mi kase. - słychać było krzyk.
- Oddam ci ją, przysięgam! - głos Justina był wyraźnie zdesperowany.
- Dosyć tych żartów Bieber. Mam dosyć twoich stałych pożyczek. W dupie mam na co to wydajesz, chce je teraz mieć!
- Nie mam ich. Wydałem na jedzenie.
- Łóżko dla matki to też jedzenie?! - kroki nasiliły się w kuchni, a po chwili słyszałaś głośny krzyk w pokoju na końcu korytarza, czyli pokoju ich mamy.
- Nie! Zostaw to! - głos Justina desperacko załamywał się z każdym słowem.
Wyszłaś po cichu z pokoju i przeszłaś do kuchni w której dostrzegłaś sztuczny pistolet Justina. Sięgnęłaś po niego i przemieściłaś sie do pokoju na końcu korytarza.
- Wyjdź - skierowałaś pistolet na wysokiego szatyna, który właśnie rozcinał łóżko matki Justina wielkim nożem. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i kiedy zorientował się co trzymasz w ręku, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie - Głuchy jesteś?! - krzyknęłaś - wyjdź stąd bo strzelę.
- Dobra spokojnie - podniósł ręce do góry i opuścił powoli pokój - Zapłacisz za to Bieber - krzyknął.
Justin podszedł do ciebie i mocno cię przytulił, niemal trzęsąc się z rozpaczy.
- To miało być na jej urodziny. - pociągnął nosem.
- Będzie dobrze - pogłaskałaś go po plecach.
- Skąd masz pistolet? - odsunął się od ciebie i otarł łzy, które jeszcze nie zdążyły wypłynąć.
Otworzyłaś pusty magazynek i się zaśmiałaś.
- To zabawka.
Wieczorem Justin nie zamknął twoich drzwi. Pozwolił ci obserwować jak bardzo kocha swoją siostrę, a ze swojego łóżka miałaś idealny widok.
- Justin, jestem głodna.
- Po prostu uśnij.. - odpowiedział a po chwili zanucił jej znaną ci już piosenkę.
Kiedy już nałożył na jej głowę koronę, Jazzy usnęła, a zadowolony Justin wyszedł z jej pokoju, czekając na twoją reakcję.
- Pięknie śpiewasz - powiedziałaś z pełnym przekonaniem w głosie.
Chłopak się uśmiechnął i wrócił do salonu, gdzie tak jak codziennie spędzał noc.
Kolejnego dnia, popołudnie.
- Jak to? - usłyszałaś z kuchni zmartwiony głos Justina - Jak to się stało? Dobrze, zaraz będę.
Wyszłaś z pokoju i zobaczyłaś chłopaka, który chowa telefon do kieszeni i kręci się nerwowo po pokoju.
- co się stało? - zapytałaś.
- Jazzy straciła przytomność. - przyłożył sobie rękę do twarzy i mocno ją przetarł- Jedź ze mną błagam.
Przytaknęłaś głową i Przeczesałaś ręką włosy. Justin był jeszcze w pokoju Jazzy, ale nie powiedział po co. Po kilku minutach wyszliście pośpiesznie z domu.
Wsiedliście do autobusu i po kilku minutach znaleźliście się w szpitalu. Zdenerwowany Justin podbiegł do pielęgniarki.
- Mała Jazzy. Co z nią?
- Pan jest ojcem?
- Jestem jej bratem.
- Ah tak. - westchnęła - pańska siostra została otruta. Dzieci z przedszkola twierdzą że jakiś wysoki szatyn dał jej coś, co zjadła.
- Cholera - przejechał nerwowo po włosach.
- Justin, to ten facet który u nas był?
- Jestem tego pewny - złapał kilka szybkich oddechów - gdzie ona jest?
- Sala nr. 25, ale proszę jeszcze nie wchodzić.
Razem z Justinem podbiegliście pod salę. Zza szyby było widać Jazzy, która leżała słaba na szpitalnym łożu. Bieber na sam ten widok wybuchł płaczem.
- Miałem jej pilnować.
- To nie twoja wina. - zapewniłaś go
- Widzisz tą bransoletkę? - pokazał na sznurek z jego imieniem na nadgarstku - Ona mi go zrobiła. Powiedziała że gdy zacznie się nam układać w życiu, mam ją oddać komuś kogo kocham - zdjął ze swojej dłoni i zacisnął ją na twojej ręce. - Kocham cię.
Serce ścisnęło ci się z żalu, przytuliłaś go mocno, a on odwzajemnił się tym samym niczym małe dziecko w ramionach matki.
Przerwał wam doktor.
- Pan Bieber?
- Tak to ja.
- Mam dla pana wiadomość.
- Słucham? - złapał nerwowo twoją rękę.
- Pańskiej siostrze została podana silna trucizna na szczury. Jej żołądek tego nie wytrzyma. Przykro mi, ale to ostatnia szansa zobaczenia się z Jazzy. - powiedział i odszedł zakłopotany.
Justin wybuchł mocniejszym płaczem, robiąc się przy tym niemal czerwony.
Chociaż wiedziałaś że nie jest mu łatwo, kazałaś mu się uspokoić i iść do siostry. Poprosił abyś weszła z nim. Zgodziłaś się.
Stanęliście przed łóżkiem Jazzy. Kiedy tylko was dostrzegła szeroko się uśmiechnęła. Justin usiadł obok niej i złapał jej chudą rączkę.
- Braciszku...to nie był cukierek, prawda? - jej twarz posmutniała, a z minuty na minutę robiła się coraz bardziej blada.
- Nie - powiedział spokojnie - to nie był cukierek. - jego oczy wyglądały jak szklanki, a jego skóra po raz pierwszy nabrała jakiś kolorów.
- Gdzie teraz pójdę?
- Pójdziesz do aniołków kochanie. - pogłaskał ją po policzku - dadzą ci tyle jedzenia ile tylko będziesz chciała.
- Czy to będzie boleć..? - spojrzała w jego oczy i lekko je przymrużyła.
Po twarzy Justina zaczęły intensywnie spływać łzy.
- Po prostu uśnij... - przetarł twarz rękawem - "one less lonely girl, one less lonely girl" - śpiewał jej do ucha a kiedy oczy Jazzy usnęły na zawsze, założył na jej głowę wianek, który ze sobą wziął. - Dobranoc księżniczko. - pocałował ją w czoło.
Kilka lat później Justin postanowił że sprawi aby jego siostra dumnie na niego patrzyła i nie minął rok aby wiedział o nim cały świat.
Justin wybierał na koncertach szczęściary z widowni i śpiewał im one less lonely girl, a na ich głowy zakładał kwiatowe korony, aby i one poczuły się jak księżniczki.
Jednak jeden wianek został nieruszony. Ten który należał do Jazzy. Ten który trafił do muzeum. Ten przy którym Justin codziennie się modli. Ten który udowodnił że jest księżniczka, która jest aniołem.
dziękuję że doprowadziłaś mnie do płaczu, naprawdę.
OdpowiedzUsuńAż zacznę komentować. Proszę Cię, nie pisz tak smutnych imaginów... Poryczałam się... omg, jesteś taka utalentowana... awwww.
OdpowiedzUsuńSuper, że znów piszesz na tt :)
OdpowiedzUsuńWszystkie twoje imaginy są świetne.
Pozazdrościć wyobraźni.
@ilonkaswag
rozpłakałam się, na prawde...
OdpowiedzUsuńJejku... kocham cię, to jest świetne! Aż nie chciałam końca. Uwielbiam ♡
OdpowiedzUsuńWiesz, że to są najlepsze imagine jakie w życiu czytałam? Tak, tak. To jest prawda.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wszystkie w zaledwie dwie godziny. Przepłakałam przy ich treści więcej niż przy jakichkolwiek innych. Widać, że naprawdę kochasz Justina. Naprawdę jesteś cudowną osobą. Opisujesz wszystko idealnie, masz genialne pomysły, po prostu.... kocham Cię całym moim małym serduszkiem. Cholernie dziękuję, że mam zaszczyt to czytać. Że mam zaszczyt, żyć w czasach, w których żyjesz Ty. Że mogę mieć taki sam portal społecznościowy jak Ty i identycznego idola jak Ty.
Pokazałaś mi, że najważniejsze jest to, żeby po prostu uwierzyć w marzenia, żeby po prostu uwierzyć, że naprawdę kiedyś spotkam Justina, czy One Direction.
Wszystkie imagine, które napisałaś są takie prawdziwe i magiczne. Piszesz jak prawdziwa pisarka. No i oczywiście skąd Ty bierzesz TAKIE pomysły?
Kocham Cię so so so so much. Jesteś moją księżniczką, która rozjaśniła mi w mózgu. Która rozjaśniła wiele poglądów na świat, zdarzenia i ludzi, którzy nas otaczają.
Nie wiem co mam Ci jeszcze napisać.
NIGDY, powtarzam NIGDY nie rezygnuj z pisania tego bloga. Wierz w marzenia, a doprowadzę Cię do bram szczęścia. Życzę Ci, żeby spełniły się Twoje WSZYSTKIE, nawet najbardziej szalone marzenia.
Proszę, po prostu bądź.
Dziękuję.
Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger więcej tutaj : http://justinandcharlotte.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńI ponownie doprowadziłaś mnie do płaczu .. <3 Kocham twoje imaginy a ten jest najlepszy ever. :> Masz naprawdę duuży talent ;>
OdpowiedzUsuńWitaj misiu.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci szczerze, że weszłam dzisiaj na tego bloga, aby przeczytać dobry imagin, zdobyć wene i wyjść zapominając o nim.
Tak się nie stało. Zacznę od tego, że nigdy nie byłam jakoś zakochana w JB. Uważałam, że niektóre z jego zachowań... Lepiej nie gadać. Dzisiaj zmieniłaś mnie. I bardzo Ci za to dziękuję. Nie mogę nazwać się Beliebers ale... Dziękuję Ci Kochanie. Przeczytałam wspaniałe imaginy jako anonim, teraz daje Ci komentarz. Zakochałam się w Twoich opowiadaniach i w Bieberku.
Dziękuję Ci za to co dla mnie zrobiłaś.
@Little__Horror