sobota, 22 czerwca 2013

IMAGINE 31

Stoisz w środku kilkunasto osobowej kolejki. Oddychasz nie spokojnie i masz wrażenie że wszyscy słyszą jak mocno bije twoje serce. Po chwili Pierwsza osoba znikła gdzieś za firaną, przy której wszystkie stałyście i wyszła rozpłakana po zaledwie pięciu sekundach.
- To on. - dukała między oddechami - On tam naprawdę jest.
I znikła. Podobnie dzisło się z kolejnymi dziewczynami, aż w końcu przyszedł czas na ciebie. Odchyliłaś dłonią firanę i przez nią przeszłaś. Pierwsze co rzuciło ci sie w oczy to wysoko postawione włosy na żelu. Opuszczone spodnie, brązowe oczy które obserwowały każdy twój ruch. Cholera, to on.
- Justin - zatrzymałaś się aby móc na niego popatrzeć.
Chłopak wystawił ramiona w twoją stronę i szeroko się uśmiechnął. Zrobiłaś pierwszy krok, po chwili drugi. Obraz zaczął ci zanikać. Widziałaś już tylko przez mgłę.
Upadłaś.

Obudziłaś sie w szpitalu. Otworzyłaś powiekę, następnie drugą, lecz nic nie widziałaś. Jedyne co malowało ci się przed zmęczonymi oczami to czarny obraz. Natychmiast podniosłaś się na łokciach i złapałaś za obolałą głowę. Do pokoju weszła pielęgniarka.
- O widzę że się pani obudziła. - podeszła bliżej ciebie i pomogła ci usiąść. - spokojnie.
- Dlaczego nic nie widzę? - zapytałaś z przerażeniem.
- To szok pourazowy. Wkrótce wszystko wróci do normy, ale póki co musi pani wyostrzyć inne narządy zmysłu.
Głęboko westchnęłaś i przyłożyłaś głowę do poduszki.
- Miała pani wielkie szczęście.
- Sczęście? - zadrwiłaś - zemdlałam kiedy miałam jedyną okazje poznać swojego idola, a do tego straciłam wzrok. Nie nazwałabym tego szczęściem.
- Ale za to ma pani bardzo kochającego chłopaka.
- Chłopaka?
 - Przywiózł tutaj panią. Siedział przy pani łóżku całą noc, czekając aż otworzysz oczy. - włożyła w twoją dłoń kilka proszków.
- Gdzie teraz jest?
- poszedł do toalety, zaraz wróci.
To pomyłka. Nigdy nie miałaś chłopaka. Ta pielęgniarka cię z kimś pomyliła. To niemożliwe -myślałaś.
- Właśnie wraca. To ja już was zostawie - opuściła pokój, a zamiast niej wszedł ktoś inny. Twoje serce mocniej zabiło. Kroki były coraz bliżej ciebie, aż w konńcu zamilkły. Obok siebie poczułaś zimny chłód, a na swojej dłoni ciepły i spokojny dotyk dłoni. Drgnęłaś, jednak nie puściłaś ręki.
- Spokojnie - wyszeptał ci męski głos - jestem tutaj - przejechał kciukiem po twojej dłoni.
Uspokoiłaś się.
- Kim jesteś?
- Byłem na miejscu zdarzenia, nie mogłem cię tak zostawić.
- Co tam robiłeś? - zdziwiłaś się.
- Czekałem żeby móc cię poznać - zaśmialiście się.
- I jak poszło?
- Trudno się rozmawiało z twoimi zwłokami, ale okazało się że mamy wiele wspólnych zainteresowań. - znów się zaśmialiście.
- Chcesz mi pomóc? - wyszeptałaś.
- Chce. - odpowiedział pewnie
- To zabierz mnie stąd.
Chłopak po chwili wachania wstał i zdjął z siebie kurtkę, po czym nałożył ją na twoje plecy.
- Chodź. - pomógł ci wstać i złapał cię za rękę a na twój nos nałożył okulary przeciwsłoneczne. - Udawaj że wszystko widzisz.
- Nie musiałeś tego mówić, przecież wiem - lekko go szturchnęłaś i ruszyliście.
Nie wiedziałaś gdzie jesteście, gdzie idziecie, jak wygląda chłopak który ci pomaga. Nie martwiłaś się tym. Szłaś przed siebie, pewniej niż za czasów kiedy coś widziałaś. Po jakimś czasie poczułaś na swojej skórze zimny powiew wiatru.
- Udało się - odezwał się szczęśliwy głos.
Uśmiechnęłaś się. Wsiedliście do auta i odjechaliście.
- Gdzie jedziemy?
- Jedziemy do mojego domu.
Złapałaś się nerwowo za rękę i szukałaś ślepym wzrokiem drogi ucieczki.
- Spokojnie. - na swojej dłoni znów poczułaś troskliwy dotyk - nic ci nie zrobię.
-Tak zawsze mówią psychopaci w horrorach zanim zabiją swoją ofiarę. - zaśmialiście się.
- Psychopata musi szaleć na jakimś punkcie, a co jeśli ja na żadym nie szaleje?
- Nie masz bieber fever?
- Nie przepadam za tym człowiekiem. - zatrzymał się i pomógł ci wysiąść z auta.
- Jak można go nie kochać? Rozumiem że jesteś chłopakiem, ale on jest naprawdę kochany.
- A znasz go? - zapytał jakby to była najprostrza rzecz na świecie.
- No nie...
- No właśnie.
- A ty znasz mnie?
- Nie.
- Więc dlaczego mi pomagasz? - zapytałaś nerwowo.
- Ugh Zakonczmy ten temat. - złapał cię pod ramię i wprowadził do domu.
- Nie, póki mi nie wyjaśnisz dlaczego go nie lubisz.
- A ty? Za co go tak kochasz?
- Kocham go  Za to że się uśmiecha. Za to że potrafi mnie rozbawić. Za to że wystarczy jego głos aby poprawił mi się humor. Za to że jest.
- Odpisał ci chociaż raz na twitterze?
- Ani razu.
- Więc go przy tobie nie ma.
- Nie potrzebuje jakiegoś cholernego dowodu pisemnego, ja to czuje.
- Spokojnie - zaśmiał się słodko i posadził cię przy stole. - pójdę po coś do jedzenia.
- Ugh, czemu się ze mną nie kłócisz
- Przepraszam, naskoczyłem na ciebie.
- Lepiej.
Pod twój nos podłożył talerz z spaghetti i usiadł naprzeciwko ciebie. Po skończonym posiłku położył cię do mięciutkiego łóżka.
- Jeśli będziesz czegoś chciała to jestem na przeciwko.
- Okej. - przekręciłaś się na drugi bok, i zmęczona wrażeniami usnęłaś.
KOLEJNEGO DNIA
Obudził cię dźwięk pianina z pokoju obok. Wstałaś delikatnie i ruszyłaś za melodią. Kiedy poczułaś że jesteś u celu, stanęłaś w progu drzwi i ślepo szukałaś chłopaka. Muzyka ucichła a na swojej ręce poczułaś dłoń. Ciągnęła cię za sobą, aż w końcu oboje usiedliście obok siebie.
- Wyprostuj dłonie - wystawiłaś ramiona do przodu i poczułaś przed sobą klawisze fortepianu. - graj
- Jak mam grać skoro nic nie widzę?
- Muzyki się nie widzi, muzykę się słyszy i czuje. Nie potrzebowałaś oczu aby tutaj przyjść, więc nie potrzebujesz ich też aby zagrać.
Chłopak złapał twoją dłoń i przemieszczał ją po klawiszach, tworząc przy tym nowy piękny dźwięk który był jak to czego szukałaś przez całe życie.
WIECZOREM
Chłopak położył cię do łóżka i ucałował czoło.
- Wołaj w razie jakby coś.
Przytaknęłaś głową i przekręciłaś się w bok. Minęło kilka godzin. Nie mogłaś usnąć. Za oknem szalała burza której zawsze panicznie się bałaś. Delikatnie wstałaś i bez obmacku już weszłaś do pokoju który znajdował się niedaleko twojego. Kiedy poczułaś miękkie łóżko pod sobą, położyłaś się na nim. Przykryłaś się kołdrą.
- Skąd wiedziałaś że tu jestem? - wyszeptał ci do ucha melodyjny głos.
- Nie potrzebuje oczu, bo widze sercem.
Chłopak objął cię ramieniem.
Usnęliście.
KOLEJNEGO DNIA.
- Wiesz że dzisiaj będziesz mogła zdjąć opartunki?
- wiem - wzięłaś łyka soku i zagryzłaś ostatni kawałek kanapki.
Chłopak odszedł od stołu i poszedł do innego pokoju. Znów usłyszałaś jak gra. Doszłaś do tego pokoju, i na ułamek sekundy go zobaczyłaś. Wyglądał jak anioł. Siedział przy fortepianie i grał wczuwając się w każdą melodię. Nie widziałaś jego włosów, ubrania, twarzy. Dostrzegłaś tylko jedną rzecz, na oczach miał czarną opaskę.
- Czy ty...czy ty jesteś niewidomy? - zapytałaś niepewnie.
Muzyka ucichła.
- Nie, ale mówiłem ci że muzykę czuję w serecu, a nie widzę oczami. - podszedł do ciebie - widzisz coś?
- nie, dosłownie na chwilę widziałam.
Chłopak złapał cię za rękę, a drugą pogłaskał po zarumienionym policzku.
- Wiesz co chyba jednak jestem tym psychopatą.
- Bo?
- Bo szaleję na twoim punkcie.
Wasze usta zbliżyły sie, aż w końcu pojednały się w czułym pocałunku. W twoim pierwszym pocałunku.
WIECZÓR
- ściągamy opatrunki - powiedział chłopak stając na przeciwko ciebie.
- ał! delikatniej - krzyknęłaś
- Przepraszam - zwolnił tempo. - Nie chcesz wiedzieć jak mam na imię zanim mnie zobaczysz?
- Jesteś tym kochającym chłopakiem - uśmiechnęłaś się cytując słowa pielęgniarki. po chwili twój wzrok powrócił do normy.
- Cześć Jestem Justin. - twój idol właśnie znów przed tobą stał.

6 komentarzy:

  1. To co czułam czytając imagina jest nie do opisania... Popłakałam się czytając go... Kocham <3

    @veroni_official

    OdpowiedzUsuń
  2. jakie piękne. *.*
    jak zwykle się popłakałam. ;')

    OdpowiedzUsuń
  3. Superrrr <3<3<3 kocham <3<3!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Płakałam czytając tego imagina. Jest niesamowity. Kocham Cię dziewczyno, masz ogromny talent!<3

    OdpowiedzUsuń
  5. prawdziwa belieberka poznała by jego głos ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie będziesz tu już dodawać imaginów? ;o

    OdpowiedzUsuń