poniedziałek, 8 lipca 2013

IMAGINE 33

*Justin nie jest sławny i ma 19 lat*

Będąc w niewielkim sklepie marketingowym, który znajdował się zaraz od twojego domu, sięgnęłaś po liste z zakupami. Często byłaś w tym miejscu sama, bo ten mały sklepik nie był zaopatrzony w dobrej jakości jedzenie. Zakreśliłaś kilka produktów, które znajdowały się w twoim koszyku i omijałaś kolejne półki. 
- Daj kase. - usłyszałaś głośny krzyk - Daj ją!
Wyjrzałaś zza półek i dostrzegłaś wysokiego chłopaka z pistoletem w ręku którym celuje w sprzedawce.
- Człowieku odpuść.. - błagał
- Chcesz żebym strzelił? - powiedział z depresją w głosie. - wyciągaj pieniądze, już.
Sprzedawca otworzył kasę i wolno w niej grzebał. Miałaś okazję aby przyjrzeć się sytuacji. Chłopak nie wyglądał groźnie. Miał włosy postawione na żelu, za dużą koszulkę, szare dresowe spodnie i trampki. Na jego ręku wisiała kolorowa bransoletka zrobiona ze sznureczków, na której widniał napis "Justin".
Nie wiedziałaś co robić. Kiedy za bardzo się wychyliłaś, strąciłaś łokciem szklaną butelkę. Po sklepie rozległ się głośny dźwięk, a chłopak od razu spojrzał w twoją stronę. Wycofał się lekko do tyłu i skierował broń w twoją stronę, obserwując uważnie kontem oka sprzedawce. 
- Chodź tu - powiedział głośno 
Ścisnęłaś wargi i stanęłaś przed chłopakiem z podniesionymi rękami. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i zmarszczył brwi. 
- Powiedziałem że masz wyciągać tą kase, tak? - zwrócił się do sprzedawcy, który stał nieruchomo.
- Dlaczego to robisz? - w końcu wydusiłaś z siebie słowo.
- Hm? - spojrzał na ciebie ze zdziwieniem.
- Dlaczego tutaj jesteś? - mówiąc to, przybliżyłaś się do niego o jeden krok.
- Co cie to interesuje? - odpowiedział z błyskiem w oczach.
Zauważyłaś że sprzedawca korzystając z okazji, sięga po telefon.
- Odłóż to - powiedziałaś do niego. Chłopak skierował na niego wzrok i przybliżył pistolet patrząc prosto w jego stare oczy.
- Słyszałeś? Odłóż. - powtórzył, a kiedy starzec zrobił co mu kazaliście, znów spojrzał na ciebie.
- No więc bardzo mnie to interesuje.
- A ty? Dlaczego to robisz? 
- To znaczy?
- Wygląda jakbyś mi pomagała. - wzruszył ramionami.
- Bo nie chce żebyś sobie spieprzył życie. Jesteś młody. - Opuściłaś ręce w dół i znów zrobiłaś krok w przód.
- Moje życie już jest spieprzone. - skierował wzrok w dół
- Masz rodzinę?
- Mam.
- Chciałbyś ich zostawić samych?
- Nigdy.
- Więc odłóż ten pistolet. Zapomnimy o tym.
Chłopak spojrzał na swoją rękę, a później na przerażoną twarz sprzedawcy. Po chwili wachania, opuścił rękę w dół i schował pistolet w kieszeń.
- Ja...-rozejrzał się - ja przepraszam. - chwycił za klamkę i wyszedł pośpiesznym tempem. 
- Dziękuje. Nie wiem co by się stało gdyby tutaj pani nie było - powiedział sprzedawca.
- Nie ma za co, ale proszę nie dzwonić na policję. On tutaj nie wróci. - odparłaś i wyszłaś ze sklepu, zostawiając gdzieś między półkami swoje zakupy
Na ulicach było ciemno i wiało pustkami. Rozejrzałaś się i skręciłaś w kolejną ulicę. Po chwili na swoim ramieniu poczułaś dłoń. Odwróciłaś się i zobaczyłaś chłopaka ze sklepu, który ci się przygląda.
- Wsiadaj - pokazał na samochód, który stał obok.
- Ale..
- Wsiadaj - przerwał ci.
Zrobiłaś jak kazał. To był pierwszy moment w którym bałaś sie o własne życie. Chłopak zatrzasnął za tobą drzwi, a po chwili usiadł obok ciebie, na miejscu kierowcy. Odpalił gaz i ruszyliście w nieznanym ci kierunku.
- Gdzie jedziemy? - zapytałaś niepewnie.
- Chyba nie myślisz że po tym co widziałaś, dam ci po prostu odejść? - odpowiedział, nie spuszczając wzroku z ciemnej ulicy.
Przełknęłaś głośno śline, myśląc w co się właśnie wpakowałaś i postanowiłaś siedzieć cicho. Pytania ani błaganie o litość nic tutaj nie dadzą. Skoro cię porwał, to znaczy że jest nie obliczalny.
Po jakimś czasie, zatrzymaliście się przy małym domu, na dość ubogiej dzielnicy. Mimo że sama nie byłaś najbogatsza, na sam widok stanu chociażby popękanych okien, miałaś ochotę przeznaczyć na nie całe swoje pieniądze. Rozejrzałaś się dookoła i nawet nie zauważyłaś kiedy chłopak czekał już na zewnątrz aż wysiądziesz. Otworzył ci drzwi, przez które wyszłaś i zostawił samochód na trawniku obok domu.
Weszliście powoli do środka. Wyglądał on okropnie. Tania tapeta ze ścian, schodziła prawie że do podłogi a wilgoć dało się wyczuć biorąc mały wdech. 
Po chwili z małego pokoju wybiegła dziewczynka, która podbiegła do chłopaka i mocno go przytuliła. Wziął ją na ręce i pocałował w czoło.
- Już nigdzie nie idę kochanie. - znów ją ucałował.
- Justin. Jestem głodna. - chłopak spojrzał na ciebie, a potem znów na dziewczynkę
- Ja też. Jutro zjemy normalny obiad, obiecuję. - przejechał dłonią po jej potarganych włosach i postawił na ziemię.
- Kto to jest? - dziewczynka wyszeptała Justinowi i pokazała na ciebie palcem.
- To jest moja koleżanka - odpowiedział, zerkając na ciebie z zakłopotaniem - a to jest moja młodsza siostra, Jazzy. - dziewczynka spojrzała z poważną miną na chłopaka i tupnęła nogą - Ah tak - zaśmiał się - księżniczka Jazzy. Tobie też radzę tak na nią mówić, bo jak się obrazi to nie ma przebacz.
- Justin, jestem śpiąca - wyszeptała pomiędzy braniem oddechu.
Chłopak złapał ją za rękę i zaprowadził do pokoju obok. Po chwili do ciebie wrócił i podobnie jak dziecko, poprowadził cię do pomieszczenia na przeciwko pokoju Jazzy. Była to najwyraźniej jego sypialnia, bo wyglądała jak pokój normalnego nastolatka. 
- Dobranoc - wyszedł z pokoju i zamknął cię na klucz.
Zamiast myśleć o ucieczce, poddałaś się i usiadłaś na łóżku. Z pokoju na przeciwko usłyszałaś hałas. Im bliżej podchodziłaś drzwi, tym bardziej się nasilał. Usiadłaś pod nimi i wsłuchiwałaś się w dźwięk. To był śpiew. Męski głos właśnie teraz wczuwał się w melodię gitary, która mu towarzyszyła. 
Coś było w tym głosie. Coś czego nigdy nie słyszałaś. Śpiewał czysto i łagodnie. Gdybyś nie wiedziała kim on jest, pomyślałabyś że w to jakaś światowa gwiazda właśnie ćwiczy swój wokal. 
Kiedy muzyka ucichła, usłyszałaś delikatnie zamykane drzwi. Wróciłaś do łóżka i leżałaś. Całą noc.

Kolejnego dnia z samego rana obudził cię dźwięk otwieranych drzwi. To był Justin. Pomachał ci ręką w swoją stronę i znikł. Przetarłaś zaspane oczy i wyszłaś z pokoju. W kuchni na niewielkim stole czekało jedzenie. Przy nim siedziała Jazzy, a Justin jeszcze kroił coś na blacie. 
- Cześć księżniczko - powiedziałaś z lekkim uśmiechem na twarzy i oparłaś się o ścianę. 
- Siadaj - odparł Justin, spoglądając w twoją stronę.
Na stole były tylko dwa talerze, z czego jeden należał do Jazzy.
- A ty?
- Co ja?
- Nie jesz?
- Już jadłem - powiedział z lekko drżącym głosem.
Wiedziałaś że kłamie, szczególnie zwracając uwagę na małą ilość jedzenia, która była na talerzach. Policzki Justina były zapadnięte, oczy zmęczone, a brzuch który burczał, słyszałaś już z daleka. Nie mogłaś tego zjeść.
- Nie jestem głodna - skrzywiłaś się.
- Oj usiądź! musisz tego spróbować! Kiedy to przygotowywał, cały czas się mnie pytał czy ci będzie smakować - powiedziała Jazzy, jedząc jakby głodowała przez kilka dni.
- Jazzy - krzyknął zawstydzony Justin.
Uśmiechnęłaś się do siebie i usiadłaś przy stole. Chłopak oparł się o blat i was obserwował. 
- Jej, Justin - powiedziałaś po pierwszym gryzie - To jest idealne - kontem oka, widziałaś jak się uśmiecha. 
Byłaś w szoku, że tak ubogie jedzenie, może być tak smaczne. Zastanawiałaś się tylko, skąd wziął na to pieniądze, ale wiedziałaś że nie powinnaś poruszać tego tematu przy Jazzy.
Kiedy mała skończyła jeść, Justin pomógł jej wstać i się ubrać. Kazał ci poczekać i wyszedł z nią, zamykając cię w domu. 
Weszłaś do łazienki. Nie było w niej nic szczególnego, co by się wyróżniało.
Następnie przeszłaś do pokoju Jazzy. Pokój jak pokój. Fioletowe ściany, kilka tanich zabawek i chłopięcych plakatów. W rogu stała gitara. Domyśliłaś się że to ją słyszałaś wczorajszej nocy. Na łóżku Jazzy, leżała korona, zrobiona z kwiatów. Była starannie ozdobiona fioletowymi wyschniętymi różami i wiązana nitką. 
Uśmiechnęłaś się do siebie i opuściłaś pokój. 
Później zwiedziłaś kolejny pokój który znajdował się na końcu niewielkiego korytarza. Na suficie wisiał napis ''WITAJ W DOMU MAMO" a dookoła porozstawiane były przebite już balony. Łóżko wyglądało na nowe. Na półce obok niego stało zdjęcie. Był na nim Justin, była Jazzy i kobieta. Najwyraźniej ich matka. Opuściłaś pokój w nienaruszonym stanie i wróciłaś do kuchni. 
Do domu wszedł Justin. 
- musiałem ja odprowadzić do przedszkola. - mówił zasapanym głosem.
- Nie ma sprawy.
Chłopak usiadł na kanapie i oparł głowę o dłoń.
- Skąd miałeś pieniądze na jedzenie? - w końcu postanowiłaś zapytać.
- Spokojnie. Nic nie ukradłem, nie mogłem. - westchnął - pożyczyłem od znajomego.
- Nie powinieneś chodzić z pistoletem. Wiesz że policja może zrobić ci rewizję w każdej chwili.
- Masz na myśli to? - wyjął z kieszeni pistolet i pokazał ci środek w którym nie było naboi - to zabawka. 
Przypomniałaś sobie jak jeszcze wczoraj przed tą zabawką drżały ci nogi. 
- Justin....Mogę o coś spytać?- zaczęłaś niepewnie.
- Tak? - spojrzał na ciebie.
- Gdzie są twoi rodzice?
- chodzi ci o moją mamę? Tata olał nas kiedy się urodziłem, a mama wyjechała za granicę żeby zarobić pieniądze. Co jakiś czas nam wysyła grosze które zarabia. - zadrwił. - domyślam się że widziałaś pokój, więc tak, miała wrócić. Nie wróciła. 
- Przykro mi.
- Wiem.
Podeszłaś do Justina i mocno go przytuliłaś.

Wieczorem Justin zaprowadził cię do pokoju i zgasił światło.
- dobranoc - wyszeptał i opuścił pomieszczenie.
Po chwili znów usłyszałaś męski głos naprzeciwko swojego pokoju.
- Justin jestem głodna.
- Po prostu uśnij....
Wyjrzałaś przez dziurkę od klucza. Na łóżku leżała uśmiechnięta Jazzy a obok niej siedział Justin, który trzymał w ręku gitarę i śpiewał tę samą piosenkę, którą słyszałaś wczoraj. 
- "one less lonely girl, one less lonely girl" - nucił do jej ucha, a po chwili założył na jej głowę wianek, który wcześniej widziałaś. - Dobranoc księżniczko - odłożył gitarę na bok i pocałował ją w czoło. 

Kolejny ranek wyglądał tak samo. Śniadanie, smakujące jeszcze lepiej niż te poprzedniego dnia. Było go więcej i dało się wyczuć w nim droższe przyprawy. Jazzy miała na sobie nowe ubrania, a Justin miał nową fryzurę. 
Po tym jak odprowadził Jazzy do przedszkola, kazał ci zamknąć się w pokoju. Tak też zrobiłaś. Po chwili do domu zadzwonił dzwonek. 
- Oddaj mi kase. - słychać było krzyk.
- Oddam ci ją, przysięgam! - głos Justina był wyraźnie zdesperowany.
- Dosyć tych żartów Bieber. Mam dosyć twoich stałych pożyczek. W dupie mam na co to wydajesz, chce je teraz mieć!
- Nie mam ich. Wydałem na jedzenie.
- Łóżko dla matki to też jedzenie?! - kroki nasiliły się w kuchni, a po chwili słyszałaś głośny krzyk w pokoju na końcu korytarza, czyli pokoju ich mamy. 
- Nie! Zostaw to! - głos Justina desperacko załamywał się z każdym słowem.
Wyszłaś po cichu z pokoju i przeszłaś do kuchni w której dostrzegłaś sztuczny pistolet Justina. Sięgnęłaś po niego i przemieściłaś sie do pokoju na końcu korytarza.
- Wyjdź - skierowałaś pistolet na wysokiego szatyna, który właśnie rozcinał łóżko matki Justina wielkim nożem. Spojrzał na ciebie od góry do dołu i kiedy zorientował się co trzymasz w ręku, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie - Głuchy jesteś?! - krzyknęłaś - wyjdź stąd bo strzelę. 
- Dobra spokojnie - podniósł ręce do góry i opuścił powoli pokój - Zapłacisz za to Bieber - krzyknął.
Justin podszedł do ciebie i mocno cię przytulił, niemal trzęsąc się z rozpaczy.
- To miało być na jej urodziny. - pociągnął nosem.
- Będzie dobrze - pogłaskałaś go po plecach.
- Skąd masz pistolet? - odsunął się od ciebie i otarł łzy, które jeszcze nie zdążyły wypłynąć.
Otworzyłaś pusty magazynek i się zaśmiałaś.
- To zabawka.

Wieczorem Justin nie zamknął twoich drzwi. Pozwolił ci obserwować jak bardzo kocha swoją siostrę, a ze swojego łóżka miałaś idealny widok. 
- Justin, jestem głodna.
- Po prostu uśnij.. - odpowiedział a po chwili zanucił jej znaną ci już piosenkę. 
Kiedy już nałożył na jej głowę koronę, Jazzy usnęła, a zadowolony Justin wyszedł z jej pokoju, czekając na twoją reakcję.
- Pięknie śpiewasz - powiedziałaś z pełnym przekonaniem w głosie.
Chłopak się uśmiechnął i wrócił do salonu, gdzie tak jak codziennie spędzał noc.

Kolejnego dnia, popołudnie.
- Jak to? - usłyszałaś z kuchni zmartwiony głos Justina - Jak to się stało? Dobrze, zaraz będę. 
Wyszłaś z pokoju i zobaczyłaś chłopaka, który chowa telefon do kieszeni i kręci się nerwowo po pokoju.
- co się stało? - zapytałaś.
- Jazzy straciła przytomność. - przyłożył sobie rękę do twarzy i mocno ją przetarł- Jedź ze mną błagam. 
Przytaknęłaś głową i Przeczesałaś ręką włosy. Justin był jeszcze w pokoju Jazzy, ale nie powiedział po co. Po kilku minutach wyszliście pośpiesznie z domu. 
Wsiedliście do autobusu i po kilku minutach znaleźliście się w szpitalu. Zdenerwowany Justin podbiegł do pielęgniarki.
- Mała Jazzy. Co z nią? 
- Pan jest ojcem?
- Jestem jej bratem. 
- Ah tak. - westchnęła - pańska siostra została otruta. Dzieci z przedszkola twierdzą że jakiś wysoki szatyn dał jej coś, co zjadła.
- Cholera - przejechał nerwowo po włosach.
- Justin, to ten facet który u nas był?
- Jestem tego pewny - złapał kilka szybkich oddechów - gdzie ona jest?
- Sala nr. 25, ale proszę jeszcze nie wchodzić.
Razem z Justinem podbiegliście pod salę. Zza szyby było widać Jazzy, która leżała słaba na szpitalnym łożu. Bieber na sam ten widok wybuchł płaczem. 
- Miałem jej pilnować.
- To nie twoja wina. - zapewniłaś go
- Widzisz tą bransoletkę? - pokazał na sznurek z jego imieniem na nadgarstku - Ona mi go zrobiła. Powiedziała że gdy zacznie się nam układać w życiu, mam ją oddać komuś kogo kocham - zdjął ze swojej dłoni i zacisnął ją na twojej ręce. - Kocham cię.
Serce ścisnęło ci się z żalu, przytuliłaś go mocno, a on odwzajemnił się tym samym niczym małe dziecko w ramionach matki.
Przerwał wam doktor.
- Pan Bieber?
- Tak to ja.
- Mam dla pana wiadomość.
- Słucham? - złapał nerwowo twoją rękę.
- Pańskiej siostrze została podana silna trucizna na szczury. Jej żołądek tego nie wytrzyma. Przykro mi, ale to ostatnia szansa zobaczenia się z Jazzy. - powiedział i odszedł zakłopotany.
Justin wybuchł mocniejszym płaczem, robiąc się przy tym niemal czerwony. 
Chociaż wiedziałaś że nie jest mu łatwo, kazałaś mu się uspokoić i iść do siostry. Poprosił abyś weszła z nim. Zgodziłaś się.
Stanęliście przed łóżkiem Jazzy. Kiedy tylko was dostrzegła szeroko się uśmiechnęła. Justin usiadł obok niej i złapał jej chudą rączkę. 
- Braciszku...to nie był cukierek, prawda? - jej twarz posmutniała, a z minuty na minutę robiła się coraz bardziej blada.
- Nie - powiedział spokojnie - to nie był cukierek. - jego oczy wyglądały jak szklanki, a jego skóra po raz pierwszy nabrała jakiś kolorów.
- Gdzie teraz pójdę?
- Pójdziesz do aniołków kochanie. - pogłaskał ją po policzku - dadzą ci tyle jedzenia ile tylko będziesz chciała.
- Czy to będzie boleć..? - spojrzała w jego oczy i lekko je przymrużyła.
Po twarzy Justina zaczęły intensywnie spływać łzy.
- Po prostu uśnij... - przetarł twarz rękawem - "one less lonely girl, one less lonely girl" - śpiewał jej do ucha a kiedy oczy Jazzy usnęły na zawsze, założył na jej głowę wianek, który ze sobą wziął. - Dobranoc księżniczko. - pocałował ją w czoło.


Kilka lat później Justin postanowił że sprawi aby jego siostra dumnie na niego patrzyła i nie minął rok aby wiedział o nim cały świat. 
Justin wybierał na koncertach szczęściary z widowni i śpiewał im one less lonely girl, a na ich głowy zakładał kwiatowe korony, aby i one poczuły się jak księżniczki.
Jednak jeden wianek został nieruszony. Ten który należał do Jazzy. Ten który trafił do muzeum. Ten przy którym Justin codziennie się modli. Ten który udowodnił że jest księżniczka, która jest aniołem.

IMAGINE 32

W znienawidzonym przez ciebie kanale plotkarskim kłamiącym o gwiazdach pojawił się twój idol, Justin Bieber. Po raz pierwszy zdecydowałaś się obejrzeć ich program do końca, tylko ze względu na niego. Wiedziałaś że on nie skłamie. Usiadłaś na kanapie i włączyłaś telewizje. 
- Dzisiejszym naszym gościem będzie światowa gwiazda. JUSTIN BIEBER! - do studio wszedł Justin, a w tle słychać było oklaski tłumu. Uścisnął rękę prowadzącego i usiadł na fotelu obok. 
- cześć kochani - szeroko się uśmiechnął i pomachał ręką.
- Justin, do naszego studio doszło wiele pytań dotyczących ciebie i twojego życia. Wybraliśmy najczęściej zadawane. Jesteś gotowy na to wszystko odpowiedzieć?
- Jasne - oblizał usta i skupił się na słowach. 
- Pierwsze pytanie. - złapał za kartkę i czytał z niej słowa - Czy to prawda że bierzesz narkotyki?
- Nie, to nie prawda. Nigdy nie miałem z tym styczności i nie zamierzam. Sama moja matka i ekipa nie pozwoliliby abym aż tak się stoczył.
- Rozumiem - przytaknął - Drugie pytanie. Czy masz dziewczynę?
- Nie, nie mam dziewczyny. - podrapał się nerwowo po karku.
- Trzecie i ostatnie przed reklamami. - znów spojrzał na kartkę. - Czy umówiłbyś się z którąś ze swoich fanek?
Justin głęboko westchnął.
- Raczej nie...wolałbym kogoś kto zna mnie a nie Justina Biebera.
Po tych słowach serce złamało ci sie na kawałki. Wyłączyłaś telewizor, po raz kolejny sprawiając że nie obejrzałaś tego szajsu do końca. Schowałaś się pod koc i cicho łkałaś. Wiedziałaś że nie masz u niego szans, ale teraz masz potwierdzenie że ty jak i 41 milionów twoich sióstr, które kochają go nad życie nigdy nie będą miały okazji poczuć od niego prawdziwej miłości.

KOLEJNEGO DNIA
Był wieczór. Nie zostawiając nikomu żadnej wiadomości wyszłaś z domu. pojechałaś kilka miast dalej, gdzie właśnie odbywał sie koncert Justina. Wszyscy byli już w środku a ty stałaś w deszczu patrząc na wielką arenę. Nie miałaś pieniędzy aby tam być. Ale mimo wszystko dzieliło cię od niego tylko kilka metrów, mimo że go nie widziałaś. 
- JUSTIN - wykrzyczałaś na cały głos - JUSTIN KOCHAM CIE - krzyknęłaś jeszcze głośniej, wywołując u siebie silny atak łez - nie moge tak bez ciebie. - klęknęłaś pod areną i zamknęłaś oczy, pozwalając smutkowi opanować całe twoje ciało. 
Po jakimś czasie na swoim ramieniu poczułaś dłoń. 
- Jeśli chcesz pieniędzy, to nic przy sobie nie mam. - wyszeptałaś, nie podnosząc wzroku z mokrej ziemi.
- Dziewczyno wstań. - odezwał się męski głos, który po chwili pomógł ci wstać. 
Spojrzałaś w jego kierunku. Poprzez łzy dostrzegłaś tylko czarnoskórego człowieka który przyglądał ci się ze smutkiem.
- Alfredo? - twoje oczy rozbłysły.
- Tak to ja. - uśmiechnął się. - dlaczego płaczesz?
- Długa historia. - westchnęłaś.
- Może opowiesz mi wszystko? Mamy czas. - złapał cię pod ramię i prowadził stronę parkingu. - Boże, ale jesteś przemoczona. Musisz sie wysuszyć.
Po chwili weszliście do tour busa. Fredo podał ci ręcznik i usiadł obok na kanapie. Opowiedziałaś mu całą historię. To co słyszałaś w wywiadzie. To dlaczego nie ma cię na koncercie. Fredo słuchał cię z uwagą, jakiej jeszcze nikt ci nie poświęcił. Przytuliłaś go mocno i podziękowałaś za wszystko.
- Jesteś głodna? - zajrzał do lodówki - umm..właściwie to mam tylko oreo. Może być?
- Nie jestem - zaśmiałaś się
Po chwili ktoś wszedł do tour busu. Drzwi się zatrzasnęły a w do pomieszczenia w którym byliście wszedł Justin. Zanim zdążyłaś wziąć oddech, Fredo spojrzał na ciebie i głośno się zaśmiał.
- Ja wcale nie wiedziałem że to tour bus Biebera, niee - powiedział sarkastycznie i zagryzł ciastko.
- Fredo. Znów podrywasz dziewczyny na mój bus? - poklepał go po plecach i spojrzał na ciebie - ale ta jest całkiem niezła - szepnął mu po cichu, ale udało ci się to usłyszeć.
- Tak się składa że to jest dziewczyna która bardzo chciała cię poznać. Przygarnąłem ją bo wyglądała jak mokry mopsik - zaśmiał się - To ja już was zostawie - podniósł brwi ku górze - trzymaj się - przytulił cię i wyszedł.
- Ugh, sory za niego - zaśmiał się i zamknął drzwi na zamek. - podobało ci się na koncercie?
Zamrugałaś kilka razy oczami, aby się upewnić że to nie sen i wzięłaś ciężki oddech.
- Nie było mnie. Przepraszam.
Justin spojrzał z troską w twoje smutne oczy i usiadł obok ciebie.
- Ej, nic nie szkodzi. Mogę ci pośpiewać, chcesz? - zaśmiał się.
- Tak - uśmiechnęłaś się patrząc w jego brązowe oczy.
Wstał z kanapy i zaśpiewał w skrócie all around the world. Później take you. Wszystko robił zgodnie, jak na koncercie. Tańczył ci skrócone choreografie, co wywoływało na twojej twarzy śmiech. 
- A teraz czas wybrać szczęściare z widowni. - rozejrzał się i podszedł do ciebie - Czy chcesz zostać one less lonely girl?
- tak,błagam. - wstałaś i usiadłaś na kuchennym krześle które postawił. 
- One less lonely girl...one less lonely girl.. - objął cię ramieniem i nucił ci prosto do ucha piosenkę, która wywoływała u ciebie strumień kolejnych łez. Zamknęłaś oczy i wczuwałaś się w każdą melodię z jego głosu - Cholera! Przerwał nagle, sprawiając że podskoczyłaś - Nie mam wianka
- Justin 
- Czekaj - znikł gdzieś w innym pokoju a po chwili wrócił z ogromnym kwiatem w doniczce, który ledwo niósł. Postawił go obok ciebie - Nie trzymaj go bo sie zabijesz - zaśmiał się i znów wrócił do śpiewania - złapałaś za liść kwiatu i mimo że nieustannie się uśmiechałaś, to tak naprawdę wewnętrznie płakałaś jak dziecko. Tym razem ze szczęścia. 
Piosenka dobiegła końca. Głos Justina umilkł. Wstałaś z krzesła i przytuliłaś go z całej siły, rozpłakując się na jego ramieniu. W ręku został ci liść kwiata. Schowałaś go do kieszeni.
- Dziękuje - wyszeptałaś.
- Ja dziękuje za wsparcie. - wtulił się w ciebie i lekko pocałował twoje czoło.
Odsunęłaś się i lekko się uśmiechnęłaś. Nie chciałaś tego robić, ale nie miałaś wyboru. Ruszyłaś w stronę drzwi i kiedy już miałaś zamiar wyjść, usłyszałaś za sobą głos.
- Dokąd idziesz?
- Muszę wracać do domu. Nie chcę ci już przeszkadzać, pewnie jesteś zmęczony. No wiesz, dwa koncerty w jeden dzień. - zaśmiałaś się.
- Mogę dać jeszcze jeden jeśli nie pójdziesz. - podszedł bliżej.
- Ale...
- Co ja sie będę. Do środka młoda panno! - złapał cię za nadgarstek i przyciągnął do siebie - nie puszcze cię w nocy samej.
- Dobra tato, spokojnie - usiadłaś na kanapie. Byłaś tak cholernie szczęśliwa, że nawet nie potrafiłaś tego okazać. 
- Jesteś zmęczona? Może głodna? - spojrzał na ciebie
- Jestem troche zmęczona. 
- Chodź, prześpisz się u mnie. - wstałaś i ruszyłaś za nim. Justin pościelił ci łóżko w sypialni i pomógł ci się położyć. Kiedy już miał zamiar odchodzić, zatrzymałaś go.
- A ty?
- Co ja? - spojrzał na ciebie.
- Gdzie ty będziesz spał?
- Prześpie się na kanapie. Nie musisz się mną martwić.- Wyszedł i zamknął drzwi.
Minęło tylko pare sekund abyś już zaczęła tęsknić. Dostrzegłaś teraz detale. Ściany były fioletowe, na plakatach był Justin, kołdra pachniała całkiem jak on, słodko. Na tym łóżku leżał Justin w filmie Never Say Never. Pościel była w spidermana a piżama która obok ciebie, w supermena. Wstałaś i wyszłaś z pokoju, wchodząc do Justina. 
- Supermenie, zapomniałeś piżamy - zaśmiałaś się i rzuciłaś mu ubranie.
- O dziękuje. Troche było mi zimno. Myślałem że już śpisz - wstał i ukazał swoją gołą klate, na którą po chwili nałożył koszulkę.
- Nie moge. Nie moge spać.
Przewróciłaś oczami, nie wierząc że to robisz, ale warto było spróbować.
- Justin... - chłopak spojrzał na ciebie - mogę z tobą spać? boję się sama.
Bieber lekko się zdziwił, ale po chwili odchylił kołdrę i pozwolił ci się pod nią położyć.
- Dziękuje.
Justin cię przykrył kołdrą i objął ramieniem. Pierwszy raz poczułaś się tak bardzo bezpieczna. Usnęłaś. Chłopak był w całkowitym szoku. Jego fanka, która wydawała się na początku nieco szalona, okazała się najprawdziwszą belieber jaką kiedykolwiek widział. Nie liczyły się dla ciebie zdjęcia, czy autograf aby pochwalić się innym. Ty byłaś tutaj, z nim. Oczami i sercem. 
Justin nigdy nie doznał takiego uczucia. Czuł to jak bardzo go kochasz. Nie kazałaś mu zachowywać się jak gwiazda, pokazałaś mu że kochasz go za to jakim jest. 

KOLEJNEGO DNIA
wstałaś z samego rana i pobiegłaś do sklepu. Za niewielkie pieniądze które miały ci służyć jako podróż powrotna, kupiłaś troche jedzenia. Wróciłaś do przyczepy i przygotowałaś ulubione danie Justina. Obudził się w samą porę kiedy już wszystko było gotowe.
- Skąd wiesz co lubie? - zapytał zaspanym głosem, wciąż nie otwierając oczu.
- Bo wiem co lubi Justin Bieber.
- Ah tak... - szepnął z lekkim rozczarowaniem.
- Ej. - podniosłaś głos - wiem co lubi Justin Bieber bo to ty nim jesteś. Kocham Justina Biebera, bo to TY. - podkreśliłaś.
Chłopak przejechał nerowo językiem po swoich ustach i opuścił głowę w dół, nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy już otworzył usta, do busu wszedł jego ochroniarz.
- Kenny? Co sie dzieje? - zdziwił sie Justin
- Szukają cię. To znaczy policja cię szuka - spojrzał na ciebie.
- Policja? - powtórzyłaś.
- Ktoś zgłosił zaginięcie.
- Mama. - westchnęłaś i wstałaś. Po chwili weszła policja i cię zabrała - Kocham cię Justin - krzyknęłaś i wsiadłaś w radiowóz.

Minęło kilka dni. Nie mogłaś zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Opowiedziałaś o wszystkim mamie, jednak wiedziałaś że nie za bardzo ci wierzy. Pisałaś do Justina na twitterze, ale nie dostałaś żadnej odpowiedzi. Jak zwykle.
Pewnego poranka siedząc w internecie natknęłaś się na nowy filmik Justina na którym gra w piłkę. Pobiegłaś do mamy i jej to pokazałaś, cicho wzdychając.
- Czego on nie umie - powiedziałaś z dumą w oczach.
- Nie umie cię znaleść.
- Mamo - zadrwiłaś - on mnie nawet nie szuka. - przewróciłaś oczami - jestem taka sama jak milion innych belieber. Po co ma szukać czegoś, skoro to samo ma pod ręką?
- Believe córeczko.
- Mamo...przestań cytować Justina. 
- Never say never.
- dość. - wyszłaś z kuchni i zamknęłaś się w pokoju.

Kolejnego dnia do sieci trafił nowy filmik. Justin. Justin siedział w swoim tour busie i płakał. Na sam widok kroiło ci się serce. Kiedy się przyjrzałaś, rozpoznałaś każdy kont w którym jeszcze kilka tygodni temu byłaś. W koncie przy kanapie stał kwiat, który był twoim wiankiem. Był zwiędły. Jego gałęzie były suche i opadały ku ziemi. Sięgnęłaś do kieszeni w starych spodniach i dostrzegłaś liść, który udało ci się przypadkowo wyrwać. Otworzyłaś naszyjnik z sercem który miałaś na szyi i go do niego schowałaś.
Z następnymi tygodniami było coraz gorzej. Justin odwoływał koncerty, lub je skrócał o połowę. Nie udzielał wywiadów i chował twarz przed kamerami. Nikt nie widział jego uśmiechu.
"Nie potrafie tak dłużej" - napisał na swoim twitterze, a po tym tweecie na żadnej stronie już się nie udzielał. 
Po kilku tygodniach przerwy którą sobie sam zrobił nadszedł czas na koncert. Nie biegał po scenie jak kiedyś, nie było widać u niego energii, którą zawsze dzielił się ze swoją publicznością. Nie śpiewał kilku piosenek.
Kiedy show dobiegało końca, padło głośne pytanie ze strony beliebers. 
- Justin, dlaczego nie wybierasz one less lonely girl?
Chłopak rozejrzał się po tłumie i złapał się za kark.
- Bo już ją znalazłem. - powiedział cicho, a po chwili przyłożył mikrofon do ust - znalazłem już swoją one less lonely girl.
Publiczność umilkła.
- Zakochałem sie. - przymrużył oczy. - A nasza miłość jest jak kwiat. Wysycha kiedy nie ma swojej drugiej części.- Przetarł oczy jakby ocierał właśnie tone łez - Już rozumiem. Beliebers kochają Justina Biebera, bo ja nim jestem. Przepraszam - Odłożył mikrofon na scene i ją opuścił.

Cały koncert obserwowałaś z tour busu Justina do którego znów zaprowadził cię fredo. Po jakimś czasie usłyszałaś powolne kroki w twoją stronę i mocny trzask drzwiami. Próg drzwi minął Justin który zamiast cię zauważyć, szedł z opuszczoną głową i usiadł na drugim końcu kanapy. Nie widział cię, ale tak było ci łatwiej. Przysunęłaś się bliżej i objęłaś go ramionami na co drgnął. Spojrzał na ciebie a po chwili wtulił się w ciebie niczym małe dziecko. Odchylił kosmyk twoich włosów i wyszeptał:
- Czy zostaniesz moją one less lonely girl? 

sobota, 22 czerwca 2013

IMAGINE 31

Stoisz w środku kilkunasto osobowej kolejki. Oddychasz nie spokojnie i masz wrażenie że wszyscy słyszą jak mocno bije twoje serce. Po chwili Pierwsza osoba znikła gdzieś za firaną, przy której wszystkie stałyście i wyszła rozpłakana po zaledwie pięciu sekundach.
- To on. - dukała między oddechami - On tam naprawdę jest.
I znikła. Podobnie dzisło się z kolejnymi dziewczynami, aż w końcu przyszedł czas na ciebie. Odchyliłaś dłonią firanę i przez nią przeszłaś. Pierwsze co rzuciło ci sie w oczy to wysoko postawione włosy na żelu. Opuszczone spodnie, brązowe oczy które obserwowały każdy twój ruch. Cholera, to on.
- Justin - zatrzymałaś się aby móc na niego popatrzeć.
Chłopak wystawił ramiona w twoją stronę i szeroko się uśmiechnął. Zrobiłaś pierwszy krok, po chwili drugi. Obraz zaczął ci zanikać. Widziałaś już tylko przez mgłę.
Upadłaś.

Obudziłaś sie w szpitalu. Otworzyłaś powiekę, następnie drugą, lecz nic nie widziałaś. Jedyne co malowało ci się przed zmęczonymi oczami to czarny obraz. Natychmiast podniosłaś się na łokciach i złapałaś za obolałą głowę. Do pokoju weszła pielęgniarka.
- O widzę że się pani obudziła. - podeszła bliżej ciebie i pomogła ci usiąść. - spokojnie.
- Dlaczego nic nie widzę? - zapytałaś z przerażeniem.
- To szok pourazowy. Wkrótce wszystko wróci do normy, ale póki co musi pani wyostrzyć inne narządy zmysłu.
Głęboko westchnęłaś i przyłożyłaś głowę do poduszki.
- Miała pani wielkie szczęście.
- Sczęście? - zadrwiłaś - zemdlałam kiedy miałam jedyną okazje poznać swojego idola, a do tego straciłam wzrok. Nie nazwałabym tego szczęściem.
- Ale za to ma pani bardzo kochającego chłopaka.
- Chłopaka?
 - Przywiózł tutaj panią. Siedział przy pani łóżku całą noc, czekając aż otworzysz oczy. - włożyła w twoją dłoń kilka proszków.
- Gdzie teraz jest?
- poszedł do toalety, zaraz wróci.
To pomyłka. Nigdy nie miałaś chłopaka. Ta pielęgniarka cię z kimś pomyliła. To niemożliwe -myślałaś.
- Właśnie wraca. To ja już was zostawie - opuściła pokój, a zamiast niej wszedł ktoś inny. Twoje serce mocniej zabiło. Kroki były coraz bliżej ciebie, aż w konńcu zamilkły. Obok siebie poczułaś zimny chłód, a na swojej dłoni ciepły i spokojny dotyk dłoni. Drgnęłaś, jednak nie puściłaś ręki.
- Spokojnie - wyszeptał ci męski głos - jestem tutaj - przejechał kciukiem po twojej dłoni.
Uspokoiłaś się.
- Kim jesteś?
- Byłem na miejscu zdarzenia, nie mogłem cię tak zostawić.
- Co tam robiłeś? - zdziwiłaś się.
- Czekałem żeby móc cię poznać - zaśmialiście się.
- I jak poszło?
- Trudno się rozmawiało z twoimi zwłokami, ale okazało się że mamy wiele wspólnych zainteresowań. - znów się zaśmialiście.
- Chcesz mi pomóc? - wyszeptałaś.
- Chce. - odpowiedział pewnie
- To zabierz mnie stąd.
Chłopak po chwili wachania wstał i zdjął z siebie kurtkę, po czym nałożył ją na twoje plecy.
- Chodź. - pomógł ci wstać i złapał cię za rękę a na twój nos nałożył okulary przeciwsłoneczne. - Udawaj że wszystko widzisz.
- Nie musiałeś tego mówić, przecież wiem - lekko go szturchnęłaś i ruszyliście.
Nie wiedziałaś gdzie jesteście, gdzie idziecie, jak wygląda chłopak który ci pomaga. Nie martwiłaś się tym. Szłaś przed siebie, pewniej niż za czasów kiedy coś widziałaś. Po jakimś czasie poczułaś na swojej skórze zimny powiew wiatru.
- Udało się - odezwał się szczęśliwy głos.
Uśmiechnęłaś się. Wsiedliście do auta i odjechaliście.
- Gdzie jedziemy?
- Jedziemy do mojego domu.
Złapałaś się nerwowo za rękę i szukałaś ślepym wzrokiem drogi ucieczki.
- Spokojnie. - na swojej dłoni znów poczułaś troskliwy dotyk - nic ci nie zrobię.
-Tak zawsze mówią psychopaci w horrorach zanim zabiją swoją ofiarę. - zaśmialiście się.
- Psychopata musi szaleć na jakimś punkcie, a co jeśli ja na żadym nie szaleje?
- Nie masz bieber fever?
- Nie przepadam za tym człowiekiem. - zatrzymał się i pomógł ci wysiąść z auta.
- Jak można go nie kochać? Rozumiem że jesteś chłopakiem, ale on jest naprawdę kochany.
- A znasz go? - zapytał jakby to była najprostrza rzecz na świecie.
- No nie...
- No właśnie.
- A ty znasz mnie?
- Nie.
- Więc dlaczego mi pomagasz? - zapytałaś nerwowo.
- Ugh Zakonczmy ten temat. - złapał cię pod ramię i wprowadził do domu.
- Nie, póki mi nie wyjaśnisz dlaczego go nie lubisz.
- A ty? Za co go tak kochasz?
- Kocham go  Za to że się uśmiecha. Za to że potrafi mnie rozbawić. Za to że wystarczy jego głos aby poprawił mi się humor. Za to że jest.
- Odpisał ci chociaż raz na twitterze?
- Ani razu.
- Więc go przy tobie nie ma.
- Nie potrzebuje jakiegoś cholernego dowodu pisemnego, ja to czuje.
- Spokojnie - zaśmiał się słodko i posadził cię przy stole. - pójdę po coś do jedzenia.
- Ugh, czemu się ze mną nie kłócisz
- Przepraszam, naskoczyłem na ciebie.
- Lepiej.
Pod twój nos podłożył talerz z spaghetti i usiadł naprzeciwko ciebie. Po skończonym posiłku położył cię do mięciutkiego łóżka.
- Jeśli będziesz czegoś chciała to jestem na przeciwko.
- Okej. - przekręciłaś się na drugi bok, i zmęczona wrażeniami usnęłaś.
KOLEJNEGO DNIA
Obudził cię dźwięk pianina z pokoju obok. Wstałaś delikatnie i ruszyłaś za melodią. Kiedy poczułaś że jesteś u celu, stanęłaś w progu drzwi i ślepo szukałaś chłopaka. Muzyka ucichła a na swojej ręce poczułaś dłoń. Ciągnęła cię za sobą, aż w końcu oboje usiedliście obok siebie.
- Wyprostuj dłonie - wystawiłaś ramiona do przodu i poczułaś przed sobą klawisze fortepianu. - graj
- Jak mam grać skoro nic nie widzę?
- Muzyki się nie widzi, muzykę się słyszy i czuje. Nie potrzebowałaś oczu aby tutaj przyjść, więc nie potrzebujesz ich też aby zagrać.
Chłopak złapał twoją dłoń i przemieszczał ją po klawiszach, tworząc przy tym nowy piękny dźwięk który był jak to czego szukałaś przez całe życie.
WIECZOREM
Chłopak położył cię do łóżka i ucałował czoło.
- Wołaj w razie jakby coś.
Przytaknęłaś głową i przekręciłaś się w bok. Minęło kilka godzin. Nie mogłaś usnąć. Za oknem szalała burza której zawsze panicznie się bałaś. Delikatnie wstałaś i bez obmacku już weszłaś do pokoju który znajdował się niedaleko twojego. Kiedy poczułaś miękkie łóżko pod sobą, położyłaś się na nim. Przykryłaś się kołdrą.
- Skąd wiedziałaś że tu jestem? - wyszeptał ci do ucha melodyjny głos.
- Nie potrzebuje oczu, bo widze sercem.
Chłopak objął cię ramieniem.
Usnęliście.
KOLEJNEGO DNIA.
- Wiesz że dzisiaj będziesz mogła zdjąć opartunki?
- wiem - wzięłaś łyka soku i zagryzłaś ostatni kawałek kanapki.
Chłopak odszedł od stołu i poszedł do innego pokoju. Znów usłyszałaś jak gra. Doszłaś do tego pokoju, i na ułamek sekundy go zobaczyłaś. Wyglądał jak anioł. Siedział przy fortepianie i grał wczuwając się w każdą melodię. Nie widziałaś jego włosów, ubrania, twarzy. Dostrzegłaś tylko jedną rzecz, na oczach miał czarną opaskę.
- Czy ty...czy ty jesteś niewidomy? - zapytałaś niepewnie.
Muzyka ucichła.
- Nie, ale mówiłem ci że muzykę czuję w serecu, a nie widzę oczami. - podszedł do ciebie - widzisz coś?
- nie, dosłownie na chwilę widziałam.
Chłopak złapał cię za rękę, a drugą pogłaskał po zarumienionym policzku.
- Wiesz co chyba jednak jestem tym psychopatą.
- Bo?
- Bo szaleję na twoim punkcie.
Wasze usta zbliżyły sie, aż w końcu pojednały się w czułym pocałunku. W twoim pierwszym pocałunku.
WIECZÓR
- ściągamy opatrunki - powiedział chłopak stając na przeciwko ciebie.
- ał! delikatniej - krzyknęłaś
- Przepraszam - zwolnił tempo. - Nie chcesz wiedzieć jak mam na imię zanim mnie zobaczysz?
- Jesteś tym kochającym chłopakiem - uśmiechnęłaś się cytując słowa pielęgniarki. po chwili twój wzrok powrócił do normy.
- Cześć Jestem Justin. - twój idol właśnie znów przed tobą stał.

piątek, 14 czerwca 2013

IMAGINE 30

Jest wieczór. Stoisz przed wielkim domem. Jesteś tu, w Los Angeles. Jesteś tutaj w jednym celu, z ogromnym planem który zamierzałaś dzisiaj zrealizować. Wyjęłaś z kieszeni niewielki plan domu i ponownie się mu przyjrzałaś. Był pozakreślana różnymi kolorami. Czerwone kropki to ochroniarze, zielone to wolna droga, a fioletowa plama to twój cel. To sypialnia Justina. Obeszłaś dom, omijając kamery i znalazłaś się teraz od strony basenu. Przy oknach znalazłaś ciągnący się w górę krzak, przez który wspięłaś się aż na dach. Podeszłaś do "komina nr. 1" tak jak sobie planowałaś i do niego weszłaś. Zjechałaś delikatnie na dół, znajdując się teraz w wielkim salonie na pierwszym piętrze domu. Teraz było tylko z górki. Wyjrzałaś zza drzwi, aby sie upewnić czy napewno jesteś tu sama, a po chwili byłaś już w drodze na drugie piętro. Stanęłaś przed fioletowymi drzwiami. Wiedziałaś że to jest świątynia Biebera. Pociągnęłaś lekko za klamkę w dół i weszłaś do środka. Pokój był cały fioletowy, na ścianach wisiały plakaty Justina, a na samym środku pokoju niewielkie łóżko. To pomieszczenie wyglądało jak pokój typowego nastolatka, który szaleje na punkcie swojego idola. Usłyszałaś kroki na schodach. Do szklanki z piciem nasypałaś kilka proszków usypiających, Złapałaś w rękę koc, który leżał na krześle i stanęłaś za drzwiami.
- Tak wiem. Przestań mówić co mam robić. - głos Biebera nasilał się z każdym krokiem. Rozmawiał z kimś przez telefon. -  Chce chociaż 3 dni tej pieprzonej wolności. 3 DNI! - wykrzyczał i po chwili rzucił telefonem o ścianę.
Drgnęłaś. Zastanawiałaś się czy to napewno dobry pomysł aby tu być, ale już nie mogłaś się wycofać. Po chwili przez drzwi wszedł on. Sam Justin. Jego figura. Jego włosy. Był wkurzony. Machał rękami w każdą stronę, aby się uspokoić. Złapał za szklankę i wziął łyka. Położył się na łóżko, a kilka minut później już słodko spał. Podeszłaś bliżej i powoli go podniosłaś za ramię. Nie był ciężki, więc nie było problemu aby znieść go na dół. Przez mikrofon wbudowany we wnętrzu domu powiedziałaś ochroniarzom aby zrobili sobie przerwę. Założyłaś mu maskę, którą znalazłaś na przed pokoju i wyszliście z domu. Zadzwoniłaś po swojego kolege, który zawiózł cię pod twój dom. Nie zadawał pytań. Nie interesowało go to kto z tobą jest i dlaczego jest owinięty kocem a na twarzy ma maskę gazową. Podziękowałaś i weszłaś z nieprzytomnym Justinem do domu. Zdjęłaś mu maskę i położyłaś na swoje łóżko. Uśmiechnęłaś się do siebie i usiadłaś obok  czekając aż otworzy oczy.
Minęło kilka godzin. Justin zaczynał się powoli budzić. Otworzył powoli powieki i przetarł zamglone oczy.
- Wyspałeś się? - zapytałaś skrępowana.
Bieber podniósł się na łokciach i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Gdzie ja jestem? - zmarszczył brwi.
- U mnie w domu.
- A kim jesteś?
- Jestem dziewczyną która cię pożyczyła. Czyli prościej, pierwsza belieber, której się to udało.
Justin chciał się podnieść ale po chwili zauważył że jego dłonie są przypięte do ramy łóżka. Głęboko westchnął i uderzył głową o poduszkę.
Czułaś się głupio. Wyszłaś z pokoju i po chwili przyniosłaś jedzenie które wcześniej mu przygotowałaś. Jego ulubione. Odpięłaś mu jedną rękę i zostawiłaś samego, powalając mu się uspokoić.
DZIEŃ 1
Z samego rana przyszłaś do Justina. Całą noc spałaś na niewygodnej kanapie i bolały cię plecy.
- Dlaczego nie śpisz? - spojrzałaś na chłopaka. Jego oczy były szeroko otwarte.
- Nigdy nie śpię w nocy.
- Dlaczego? - podeszłaś bliżej i usiadłaś obok.
- Sam nie wiem. Noc to dla innych odpoczynek po ciężkim dniu, a dla mnie to czas kiedy odczuwam.....
- co odczuwasz?
- samotność.
Przytaknęłaś głową i przejechałaś ręką po jego dłoni.
- Wiem co czujesz.
WIECZOREM
odpięłaś Justina i przypięłaś jego nogę do stołu w jadalni. Nie chciałaś tego robić, ale to był jedyny sposób aby go nie stracić. Podałaś do stołu jedzenie i przy nim usiadłaś.
- Dziękuje - powiedział swobodnie niemalże rzucając się na jedzenie.
Głęboko westchnęłaś. Poczułaś się jak potwór. Spojrzałaś w jego zmęczone oczy.
- Przepraszam.
- Za co? - spojrzał ze zdziwieniem.
- Za to że tu jesteś. To nie jest normalne.
- Od kiedy beliebers są normalne? - zaśmiał się.
- Mają coś po swoim idolu. - szturchnęłaś go ręką
- A właściwie...Dlaczego mnie porwałaś?
- Ja cię pożyczyłam. - poprawiłaś go.
- Ah no tak...więc dlaczego mnie pożyczyłaś?
- Żebym chociaż raz poczuła się jak księżniczka.
- Przy mnie tak się czujesz?
- Dzieki tobie tak się czuje.
Po kolacji znów przypięłaś Justina do łóżka i wróciłaś do niewielkiego salonu.
DZIEŃ 2
- Znów nie spałeś? - przyszłaś do zamyślonego Justina.
- nie mogłem - Przejechał wolną ręką po swoich idealnych włosach.
- Może się gdzieś przejdziemy?
- Przecież jak wyjdziemy to mnie rozpoznają. - skrzywił się.
- Racja. - westchnęłaś. - żałujesz?
- czego?
- tego wszystkiego co cię spotkało. żałujesz?
Justin nie odpowiedział. Odwrócił wzrok i udawał że myśli.
- Rozumiem. - powiedziałaś ze spokojem, chociaz bardzo cię to bolało.
WIECZÓR
Wróciłaś do pokoju i usiadłaś przy łóżku na którym leżał Justin. Spojrzałaś w jego zmęczone oczy.
- Przepraszam - odpięłaś jego dłonie od łóżka.
Miałaś zamiar wstać, kiedy poczułaś mocny uścisk na swoim nadgarstku. Trzymał go Justin.
- Proszę. Nie odchodź. - patrzył na ciebie błagalnymi oczami.
Odchyliłaś kołdrę i się pod nią położyłaś. Justin objął cię ramieniem i przysunął głowę do twojej.
- Dobranoc. - wyszeptał ci do ucha.
- Dobranoc Justin - zamknęłaś oczy i usnęłaś. Nigdy nie czułaś się tak bezpiecznie jak w tej chwili.
Chłopak również zamknął oczy. Po raz pierwszy przyszło mu to z taką łatwością. Co chwilę przejeżdżał dłonią po twoim ramieniu, aby upewnić się że tutaj jesteś. Uśmiechnął się do siebie.  Po raz pierwszy nie czuł się samotny. Po raz pierwszy spokojnie usnął.
DZIEŃ 3
Obudziłaś się trochę później niż zwykle. Przekręciłaś się na drugą stronę, ale nikogo tam nie było. Twoja twarz wyraźnie posmutniała, ale mogłaś się spodziewać że tak będzie. Wstałaś i poszłaś zaspanym krokiem do kuchni. Przy garach stał Justin. Kiedy cię zauważył szeroko się uśmiechnął.
- Dzień Dobry kochanie.
- Dzień dobry. Co robisz? - podeszłaś do stolika
- Pomyślałem że teraz ja zrobię nam śniadanie. - podrzucił na patelni idealnie zrobionego naleśnika.
- Wow Justin. - przyglądałaś się jego ruchom w kompletnym zdziwieniu. - nie musiałeś
- Musiałem. - podszedł do ciebie i podsunął pod twój nos talerz z naleśnikami. - głupio tak żyć na plecach dziewczyny - zaśmiał się i usiadł na przeciwko ciebie ze swoją porcją
- Żyć...Wiesz że musisz wracać? - posmutniałaś.
- Dlaczego?...Nikt nie wie gdzie jestem. Nic się nie stanie. Nie chcę wracać.
- Martwię się.
- Ej, spokojnie. Pamiętasz? Everythings gonna be alright.... - zanucił patrząc w twoje zakochane oczy.
- Ale... - zanim zdążyłaś dokończyć do drzwi dobiegło walenie do drzwi.
- Ja pójdę. Siedź tutaj. - wstał i podszedł do drzwi.
- Otwórz drzwi albo będziemy zmuszeni je rozwalić! - dobiegł krzyk zza nich.
Justin je otworzył.
- Spokojnie panowie.
- Justin! - policja zwróciła się do swoich megafonów - Mamy go.
Podeszłaś bliżej aby móc wszystko obserwować.
- Czy jesteś przetrzymywany w tym domu?
Justin cię zauważył i popatrzył głęboko w twoje przerażone oczy.
- Jestem tutaj tylko i wyłącznie z własnej woli.
- Musimy pana zabrać.
Justin znów na ciebie spojrzał. Policja złapała go za ramiona i prowadziła do radiowozu.
- Nie żałuje. - krzyknął do ciebie z uśmiechem na ustach.

Minęło kilka tygodni. Wszystko wróciło do normy. Siedziałaś w szkole i wspominałaś ostatnie zdarzenia. Pod koniec lekcji wyszłaś z budynku i skręciłaś w pustą ulicę która prowadziła do twojego domu.
Na swoich nadgarstkach poczułaś ucisk, a na jednym z nich zacisnęły się kajdanki.
- Masz prawo zachować milczenie - odezwał się głos za tobą - bo teraz ja cię porywam moja księżniczko.
Przed tobą stanął Justin, jego ręka przypięta była kajdankami do twojej. Od teraz byliście razem, codziennie.Na zawsze.
________
DZIĘKUJE ZA KOMENTARZE <3

czwartek, 6 czerwca 2013

IMAGINE 29

DZIEŃ 1.
Leżałaś na łóżku i kątem oka spoglądałaś w telewizor w którym aż huczało o "skandalach Justina". Transmisja leciała na żywo i właśnie w tej chwili pokazywali go na ekranie.
Justin był smutny. Zmęczony. Biegł skulony do samochodu. Nie dali mu odjechać. Krzyczałaś do telewizora żeby go zostawili, ale to nic nie dało. Dziennikarze obtoczyli jego auto i robili setki zdjęć.
Justin westchnął i oparł głowę o siedzenie. Widziałaś że ma dość. Gdybyś tam tylko była to pozabijałabyś każdego kto stanął by ci na drodze.
Nagle lunął deszcz. Nie tylko w kraju w którym był Justin. U ciebie także. W tym samym momencie.
Aparaty dziennikarzy zaczynały moknąć i lekko się zacinać, więc uciekli do środka hotelu przy którym stali.
Justin odjechał.

DZIEŃ 2.
Rano obudził cię deszcz. Padał bez przerwy. Sięgnęłaś po telefon, który leżał obok twojej głowy i weszłaś na twittera. Justin dodał akurat nowy wpis. "Beliebers....ja już nie daje rady" i wyszedł.

DZIEŃ 3.
Po południu włączyłaś telewizor. Jak zwykle o tej porze leciały wiadomości.
"Na całym świecie od dwóch dni leje deszcz. Jeśli tak dalej pójdzie, czekają nas wielkie powodzie."

DZIEŃ 4
Wyszła nowa piosenka Justina.
Usiadłaś na parapecie, zamknęłaś okna i ją włączyłaś aby zagłuszyć dźwięk deszczu, który nie ustępował.
"Pada deszcz bo płacze bóg,
muszę odejść, muszę wrócić tam znów"
- taki był jej refren.
Weszłaś na twittera, i zauważyłaś tylko falę radości. Każdy cieszył się z nowej piosenki, jakby nie słyszał że jej tempo jest wolne, a głos Justina w pewnych momentach się załamuje.
"Naprawdę nie widzicie co sie dzieje?" - napisałaś i znów wyszłaś.

DZIEŃ 5
Nadal pada. Zalało kilka miast.
Justin napisał na twitterze "Beliebers, ktoś mnie woła."

DZIEŃ 6
Znów media. Tweet że ktoś wzywa Justina trafił na każde okładki, z nagłówkiem że ma przesłuchy i stał się ćpunem.
Nadal pada. Wsłuchiwałaś się w dźwięk kropel, które uderzały o parapet i przy pomocy nucenia odtworzyłaś piosenkę Justina "Everythings Gonna Be Alright".

Dzień 7.
Usiadłaś w kuchni i włączyłaś telewizor. Znowu wiadomości.
"Dzisiejszy program  rozpoczniemy od tragicznej wiadomości. Bardzo współczujemy fanom i rodzinie. Justin Bieber właśnie popełnił samobójstwo..."
Właśnie przestał padać deszcz.

środa, 5 czerwca 2013

IMAGINE 28

Pewnego dnia Justin siedział przed teatrem w Kanadzie. W ręku trzymał gitarę, a obok niego stała tylko butelka wody. Ludzie omijali go. Udawali że nie słyszą jego śpiewu. Udawali że nie widzą jego smutnych oczu. Udawali że nie słyszą jak głośno bije jego pękające serce.
Tego dnia właśnie szłaś do praku. Zwykle szłaś inną drogą, ale tym razem coś poruszyło cię aby tamtędy przejść. Od samego początku długiej ulicy, usłyszałaś wysoki głos. Rozniósł się po twoim ciele, jakby szukał drogi do serca. Znalazł ją. Za wszelką cenę chciałaś znaleźć osobę, która tak łatwo znalazła miejsce w najczulszym punkcie twoich uczuć, więc przyspieszyłaś krok. Rozglądałaś się w każdą stronę, nie zatrzymywałaś się dopóki nie znalazłaś swojego celu. Młody chłopak siedział na schodach. Ten który był właścicielem tego czułego głosu. Stanęłaś na przeciwko i czekałaś aż otworzy oczy. Śpiewał. Robił to z pasją której nigdy nie widziałaś. Spojrzałaś w futerał który przed nim leżał. Nie było tam ani grosza.
W końcu otworzył oczy. Spojrzał na ciebie i zaczął śpiewać trochę ciszej, przyglądając się twoim ruchom. Wyjęłaś z kieszeni monetę i wrzuciłaś ją do futerału. Chłopak zatrzymał się, aby móc ci podziękować. Miałaś wrażenie że za chwilę z jego oczu pocieką łzy, ale zbyt dobrze je podtrzymywał. Uśmiechnął się do ciebie i odeszłaś, cały dzień o nim myśląc.

*JUSTIN POV*
Kiedy zrobiło się ciemno i ludzi zaczęło brakować, zabrałem swoją gitarę w rękę i wróciłem do domu. Położyłem się zmęczony na łóżku i wziąłem do ręki jedyną monetę, którą dzisiaj zarobiłem. Była wyjątkowa. Była moim pierwszym sukcesem. Zacisnąłem pięść i usnąłem, trzymając ją przy głowie.
KOLEJNEGO DNIA:
- Znajdę ją.
- Żartujesz? Chcesz szukać dziewczyny która dała ci jedną monetę? na cholere? Justin przestań wymyślać. - odpowiedział Ryan.
Wiedziałem że ma racje. To było głupie. Ale ja chciałem ją znaleźć.

*TY POV*
Weszłaś na twittera. Po kilku minutach przypadkowo znalazłaś chłopaka którego niedawno poznałaś. Miał tylko kilka followersów. Przy jego profilu kliknęłaś "follow" i napisałaś "Jestem twoją pierwszą fanką :) Twoja muzyka na zawsze zostanie w moim sercu".

Kilka dni później dostałaś odpowiedź. "Nie wiem jak mnie znalazłaś ale dziękuje za to Bogu. Twoje serce będzie wielkie, bo się nie poddam. Będę brnąć w tym kierunku. Obiecuję. Never say never."
I dał ci follow. Byłaś teraz pierwszą jego fanką w życiu, i na twitterze.

MINĘŁO KILKA LAT.
Justin był już znany na całym świecie. 40 milionów obserwujących. 19 lat. Kilka płyt. Dwie trasy.
Byłaś dumna. Byłaś dumna że poznałaś osobę którego muzyka odmieniła twoje życie. Wiedziałaś że cię już nie pamięta, ale chciałaś to zmienić.
Weszłaś na twittera i napisałaś do niego "Jestem Twoją pierwszą fanką :) Twoja muzyka na zawsze pozostanie w moim sercu."
Ale już nie odpisywał. Nie widział cię. Nie pamiętał cię.
Nie miałaś pieniędzy na jego koncert.


*U JUSTINA*
Justin za chwilę wchodzi na scenę. To już kolejny koncert w nieznanym mu kraju. Denerwuje się. Zawsze się denerwuje, ale próbuje to ukryć.
Ubrał się i stanął przed kurtyną która za chwilę miała go ukazać tysiącom ludzi. Wszyscy krzyczeli jego imię.
Justin sięgnął ręką w kieszeń. Wyjął z niej monetę. Tę którą te kilka lat temu dostał od ciebie. Przyłożył ją do ust i wspomniał twoją twarz. Pamiętał każdy widoczny kawałek twojego ciała. Zamknął oczy I wyszeptał:
"Kiedyś cię znajdę. Będę brnąć w tym kierunku. Obiecuję. Never say never"

niedziela, 2 czerwca 2013

IMAGINE 27

Serce łomocze ci jak szalone. Stoisz pod niewielkim domem, z ogromnym ogrodem i zastanawiasz się czy powinnaś tu być. Twoja ręka odmawiała ci posłuszeństwa, ale po jakimś czasie zdecydowała się zapukać w drewniane drzwi. Otworzyła je kobieta. Ta która zawsze świeciła pięknością, ta która dała życie legendzie. A teraz wyglądała jak zwykła staruszka. To była Pattie.
- Dzień dobry - wyjąkałaś, patrząc w zmarszczki które malowały się na jej twarzy.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się - ty też?
- Tak - Pattie odsunęła się, a ty weszłaś do środka.
- Idź do ogrodu, za chwilę wszystko będzie gotowe - powiedziała ze szczęściem w głosie i zaklaskała w dłonie biegnąc do kuchni.
Tak też zrobiłaś. Przeszłaś przez taras, aż do wielkiego ogrodu, który wyglądał jak krajobraz. Były tutaj tłumy. Tysiące ludzi, tylko po to aby zobaczyć jedno wydarzenie. Przeszłaś na sam początek i stanęłaś przy ławce.
Na samym środku świeżej trawy stał ołtarz, a przy nim stał Justin. Jego włosy były jak zwykle uniesione ku górze. Był ubrany w garnitur, a na nogach miał trampki. Lekko się zaśmiałaś, chociaż miałaś ochotę się rozpłakać.
Nagle muzycy zaczęli grać na swoich instrumentach. Słodki dźwięk pianina i skrzypiec rozniósł się po twoich uszach. Miałaś wrażenie że ta chwila trwa wiecznie, jednak wiedziałaś że już wszystko się zaczęło.
Dopiero teraz odwróciłaś wzrok od swojego idola. Rozejrzałaś się dookoła. Wszyscy ubrani byli na fioletowo. Byli tam twoi dawni znajomi z twittera. Na bluzkach mieli wizerunki z Justinem. Ty także. Byli tam tylko Beliebers, i jego rodzina. Znów na niego spojrzałaś. Uśmiechał się. Był szczęśliwy jak nigdy w życiu, a ty patrzyłaś na to szczęście z dumą w oczach. Widziałaś jak dorasta, słyszałaś jak zmienia się jego głos a teraz widzisz jak się żeni. Zostałaś z nim do samego końca i właśnie dlatego teraz lecą ci łzy. Nie możesz uwierzyć że ten czas tak szybko zleciał. Że nic już nie powróci.
Obok ciebie przeszła kobieta. Miała długie brązowe włosy, piękną białą sukienkę, a jej głowę zdobił welon, który falował po ziemi. Justin uśmiechał się do niej. Stanęła przed ołtarzem i właśnie teraz dostrzegłaś jej twarz. Była piękna. Była idealna. W jej oczach gościło szczęście, ale mimo to miałaś nadzieje że nie jest tutaj dla pieniędzy twojego idola. Miałaś nadzieje że jest tutaj dla jego wielkiego serca, które pokochałaś te kilka lat temu.
-Justinie, czy bierzesz sobie tą oto kobiete na żonę i przysięgasz jej miłość i wierność małżeńską?
- Tak. - odpowiedział patrząc w jej wielkie oczy.
Tylko na to czekałaś. Chciałaś wiedzieć czy to wszystko jest prawdą. Wszystkie dziewczyny wokół ciebie zaczęły płakać. Tak samo jak ty nie mogły uwierzyć że to już koniec. Podniosłaś karteczkę z napisem "Dziękujemy za lata uśmiechu Justin" a po chwili zrobiła tak reszta beliebers. Tak jak się umawiałyście na twitterze. Cały ogród wyglądał magicznie. Justin spojrzał na was i szeroko się uśmiechnął. Próbował powstrzymać łzy które ciekły po jego policzku, ale nie potrafił.
Nadszedł czas gratulowania młodej parze ich szczęścia. Wszyscy podeszli do Justina. Jego nowa małżonka siedziała sama i lekko się uśmiechała patrząc jak bardzo kochacie jej męża.
Jako jedyna do niej podeszłaś i mocno ją uścisnęłaś.
- Dziękuje że dałaś mu szczęście - wyszeptałaś jej do ucha a po chwili bez słowa odeszłaś.

Stałaś niedaleko Justina. Chciałaś tylko na niego patrzeć i widzieć jak się uśmiecha.
- Dziękuje że nauczyłeś mnie marzyć. Kochać. Że pokazałeś mi że świat potrafi być piękny - mówiłaś po cichu do siebie, jakby Justin cię słuchał, a tym czasem on rozmawiał i ściskał swoje beliebers, w ramach pożegnania - Dziękuje że mogę tu być. Że byłeś i jesteś najwspanialszym idolem jaki istnieje. - Spojrzałaś na różę którą trzymałaś w ręku i położyłaś ją na ziemi - Twoja na zawsze, Belieber.
Odeszłaś.
Odeszłaś aby żyć.
Żyć bez Justina.